ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

30. rocznica studenckiej okupacji na Smyczkowej. Kultura studencka dalej w kryzysie?

Uchylamy rąbek historii lat 90., której pamiętać nie mamy.

30. rocznica studenckiej okupacji na Smyczkowej. Kultura studencka dalej w kryzysie?

8 października 1996 roku, trzydzieści lat temu, stołeczna „Wyborcza” donosiła o niecodziennej sytuacji:

Anarchiści ze Studenckiej Akcji Autonomicznej zabarykadowali się wczoraj przed południem w kamienicy przy Smyczkowej 11. Zorganizowali tam Centrum Kultury Niezależnej. Usiłowali ich stamtąd usunąć pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego – właściciela budynku. Wczoraj do kamienicy można się było dostać albo po linie przymocowanej do balkonu, albo przeczołgać się przez zabite deskami okno na piętrze1.

Jednopiętrowy domek położony pomiędzy budynkami Uniwersytetu na Kampusie Służewiec od lat stał pusty, zanim zajęli go studenci. Chcemy zrobić coś z niczego – głosił wymownie jeden z wywieszonych banerów. Rudera stoi pusta po dziś dzień, a dostęp do niezależnych przestrzeni kultury dla stołecznych studentek i studentów trzy dekady później nadal pozostaje ograniczony. Zapytacie – kto i dlaczego odważył się podjąć tak radykalny protest w imię kultury niezależnej?

Od 1990 roku w Instytucie Socjologii przy ul. Karowej 18 jedną z sal regularnie zajmowała nieformalna grupa o zagadkowej nazwie: A-Cykliści. Jej korzenie sięgały znajomości z protestów Ruchu Wolność i Pokój oraz Niezależnego Zrzeszenia Studentów z końca lat 80., lecz z czasem obrosła w inne społeczności: składali się na nią licealiści, studenci oraz wolni słuchacze uczelni, punkowcy i anarchiści2. W Instytucie organizowali spotkania dyskusyjne pod szyldem Uniwersytetu Krytycznego, jednocześnie prowadząc działalność polityczną poza uczelnią – najpierw w ramach Międzymiastówki, a potem Federacji Anarchistycznej oraz wielu pomniejszych inicjatyw.

W grupie działali m.in. Mateusz Kwaterko i Piotr Rymarczyk, a wspierał ją profesor socjologii Wojciech Modzelewski.

W 1996 roku jasne było, że postępująca kapitalistyczna transformacja nie zapewni młodym dostępu do kultury na takich warunkach, jakich oczekiwali. W kwietniu spod bram Uniwersytetu na pl. Trzech Krzyży przeszła manifestacja w obronie Kina Iluzjon, które od lat działało w budynku Ministerstwa Budownictwa i jako jedno z niewielu kin studyjnych przetrwało terapię szokową. Jednak ówczesna minister Blida była zdeterminowana, by w tej przestrzeni umieścić archiwum zakładowe, wobec czego kino Filmoteki Narodowej zostało eksmitowane. Jednak w wyniku sprzeciwu młodych, do którego dołączyła także prasa i kilkoro polityków, dla kina znaleziono nową siedzibę – przy ulicy Narbutta3. Jednak w 1996 roku studenci UW zostali pozbawieni także dwóch innych lokali – zbankrutował Klub Hybrydy, pozostawiony przez uczelnię na finansową pastwę losu od 1990 roku, a Akademickie Centrum Kultury Niezależnej, działające od dwóch lat w piwnicy przy bramie UW, zostało przekształcone w pizzerię4. Pisaliśmy o tym również w Indeks, kultura studencka i polski kapitalizm.

Połowa lat 90. to okres rozkwitu kultury D.I.Y., skłotingu i nowych subkultur. Pierwsze imprezy techno organizowano na podwórkach opuszczonych kamienic5, pamiętano o krótkim, ale wpływowym okresie działalności klubu Fugazi czy Filtry, w budynku ASP działał klub Blue Velvet, a na placu Narutowicza – słynna Alfa. W Hybrydach i Remoncie rodził się warszawski hip-hop6. Jednak przestrzeni, w których kultura mogła się realnie rozwijać, brakowało. Kluby dostępne cenowo dla młodych, mniej komercyjne, zazwyczaj szybko plajtowały. PRL-owski model klubu jako kolebki kultury, z salami prób i sekcjami artystycznymi, odszedł do lamusa. Lokale coraz częściej ograniczały się do organizacji biletowanych koncertów, bez możliwości zaangażowania się w działalność klubu, który stał się instytucją prywatną.

Studenci ze Studenckiej Akcji Autonomicznej starali się o udostępnienie im budynku przez ponad dwa lata, zanim podjęli okupację – próbowali wcześniej działać na drodze dialogu. Otrzymali nawet wsparcie kilku pracowników naukowych, którzy zaoferowali zorganizowanie w części przestrzeni ogniska dla trudnej młodzieży oraz klubu speleologicznego. Zebrano również kilkaset podpisów poparcia dla inicjatywy, lecz władze nie były zainteresowane współpracą ze studentami.

Uniwersytet Warszawski – właściciel budynku – zainteresował się sprawą dopiero wtedy, gdy młodzi ludzie z FA i przyjaciele wzięli sprawę w swoje ręce. Z walącej się rudery do uszu władz Uniwersytetu nagle doszły dźwięki trwających tam prac remontowych. Odmalowano niektóre pomieszczenia, założono zamki w drzwiach. Po kilkunastu dniach pracy i okupacji Centrum Kultury Niezależnej przygotowało pierwszy wernisaż. Od tej pory o CKN zaczęło być głośno. Informacje w prasie i ruch wokół „Smyczkowej" obudziły biurokratycznego potwora, gotowego stłamsić jeszcze jedną pozytywną inicjatywę. Skłotersi odpierali mniej lub bardziej gwałtowne ataki. Jednocześnie przedstawiciele UW twardo stoją przy swoim – nie ma mowy o oddaniu niszczejącego od kilkunastu lat domu. Spór trwa7.

11 października delegacja protestujących udała się na rozmowy do Pałacu Kazimierzowskiego. Prorektor Michał Nawrocki twierdził, że władze bardzo chętnie porozmawiają ze studentami – o ile jak najszybciej opuszczą budynek, ponieważ grozi on zawaleniem, a ponadto sąsiedzi niepokoją się ich obecnością. Studenci mieli proste żądania: legalizacja ich działalności w budynku lub przeznaczenie na ten cel innego lokalu uczelni. Trzy dni później władze wymusiły na studentach podpisanie niekorzystnego porozumienia kończącego protest, jednak okupujący nie zdecydowali się opuścić rudery, która po tygodniu okupacji tętniła życiem – codziennie schodziły się tu grupy młodych ludzi, by uczestniczyć w wystawach prac z ASP czy akustycznych koncertach. Podczas posiedzenia senatu uczelni 16 października prorektor Nawrocki przyznał, że Studencka Akcja Autonomiczna zgłosiła się do niego już w styczniu 1995 r. z prośbą o udostępnienie budynku na przestrzeń kultury. Stwierdził, że w podpisanym dwa dni wcześniej porozumieniu zobowiązał się „do znalezienia odpowiednich warunków, w tym lokalowych, do rozwijania studenckiej kultury niezależnej, a także do rozpoczęcia remontu budynku przy ul. Smyczkowej 11. W pracach wykończeniowych mieli współuczestniczyć członkowie Akcji”. Jednak w wyniku niewywiązania się studentów z obietnicy zakończenia okupacji uznał on zobowiązania uczelni za niebyłe i poinformował prokuraturę o bezprawnym zajęciu budynku. Stwierdził, że czarę goryczy przelało ogrzewanie budynku przez zamieszkujących go studentów, co stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa budynku.

17 października studenci udali się na wiec pod bramę uniwersytetu. Przebiegłe władze uczelni skierowały w tym samym czasie pod budynek grupę antyterrorystów. Ku ich zdziwieniu, w budynku przebywała tylko jedna osoba – mężczyzna w średnim wieku w mundurze generała, który zabarykadował się na dachu. Po krótkich negocjacjach zeskoczył on na dmuchany balon rozstawiony przez strażaków i został odwieziony do szpitala psychiatrycznego przy ul. Sobieskiego. Zarówno temat rudery, jak i kultury studenckiej na UW nie były później podnoszone przez studentów w formie otwartego protestu na taką skalę.

Po co po 30 latach odkopywać, niczym archeolodzy, niewielką akcję zorganizowaną przez ludzi w wieku naszych rodziców? Ponieważ nie wpisuje się ona w narrację, którą jesteśmy od dziecka karmieni przez polskie władze – narrację o samych błogosławieństwach, które spadły na nasz kraj po 1989 roku, i samych tragediach, które go spotykały przed tym rokiem. Dziś wiemy, że w toku transformacji odebrano nam, studentom i studentkom, wiele zdobyczy poprzednich pokoleń, pozostawiając nas na pastwę rynku. Miasto nie jest dziś nasze – nie mamy własnych przestrzeni, w których moglibyśmy realizować swoje ambicje, wymieniać się twórczością i budować wspólnotę. Działalność nienakierowana na finansowy zysk, aktywność dla radości z bycia razem, musi dziś szukać skrawków wolnego miejsca po kątach uczelni, barów, domów kultury i w innych zaułkach życia społecznego. Chcemy mieć swoje miejsce na uczelni i chcemy, aby uczelnia umożliwiała nam rozwój poza zajęciami.

Nie chcemy coworkingu i networkingu, tylko współpracy i wspólnoty, a do tego wystarczy nam kawałek podłogi, który nazwiemy klubem studenckim.

Nie pierwsi dostrzegliśmy ten problem, nie zawsze tak było i nie wszyscy wierzą, że musi być tak, jak jest teraz. Walka trwa!

 


[1] cop. 1996. Czekając w centrum na szturm. Gazeta Wyborcza, 8 października.
[2] Onyszkiewicz, Tymoteusz. 2021. Raban. Wspomnienia warszawskiego anarchisty. Ligota Mała, Edynburg: papierwdole – Katalog Press.
[3] Marczewska, I. 1996. Blida w Iluzjonie. Życie Warszawy, 27 czerwca.
[4] Solar, Piotr. 1996. Kultura pizzy nie lubi? Słowo – Dziennik Katolicki, 6 sierpnia.
[5] 2020. 30 lat polskiej sceny techno. Wydawnictwo Krytyki Politycznej.
[6] Kalinowski, Filip. 2023. Niechciani, nielubiani. Wydawnictwo Czarne.
[7] Rafał. 1996. Smyczkowa. Zielone Brygady, listopad, nr 11(89)/96.
[8] Protokół z posiedzenia Senatu Uniwersytetu Warszawskiego z dn. 16.10.1996, s. 4–5, Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego.

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja