ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Bieganie za nocnym autobusem, czyli o studenckiej samotności spowodowanej wykluczeniem komunikacyjnym

5 listopada 2024

Bieganie za nocnym autobusem, czyli o studenckiej samotności spowodowanej wykluczeniem komunikacyjnym

Tekst jest częścią piątego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

O wykluczeniu komunikacyjnym myślimy raczej w kategoriach kiepskiego dojazdu do pracy lub na uczelnię, ewentualnie słabego dostępu do usług publicznych. Jednak wykluczenie komunikacyjne generuje jeszcze inne problemy. Mianowicie utrudnia poznawanie nowych ludzi i zacieśnianie już istniejących więzi. To szczególnie duży problem dla naszej, studenckiej, społeczności. Pokolenie Z, stanowiące większość społeczności studenckiej, dotyka niespotykana dotychczas atomizacja relacji społecznych. Wykluczenie komunikacyjne studentów z przedmieść, utrudniające dostęp do najpopularniejszych miejsc spotkań towarzyskich, znacznie stan tej alienacji pogłębia. 

Nie chcąc opierać tego artykułu jedynie na własnych, anegdotycznych doświadczeniach, przeprowadziłem liczne rozmowy z kolegami i koleżankami borykającymi się z podobnym problemem. 

Pierwszą rzeczą, którą zrozumiałem, było to, że wykluczenie komunikacyjne, w kontekście utrudnionej możliwości socjalizacji z rówieśnikami, jest niemal wyłącznie problemem osób z przedmieść. Wyraźnie widać też kilka innych problemów. Najbardziej oczywistym z nich są długie dojazdy powodowane odległością przedmieść od centrów miast. Jednak odległość niekoniecznie jest problemem samym w sobie. To przede wszystkim kiepska jakość transportu publicznego wpływa na wydłużone dojazdy, lub brak możliwość pokonania trasy miasto-dom w niektórych godzinach. 

Kiepską jakość transportu publicznego należy rozumieć przede wszystkim jako nieadekwatną infrastrukturę. Autobusy stoją w korkach, ponieważ brakuje buspasów, a na pociągi czeka się długo i jest w nich ogromny ścisk, gdyż częstotliwość kursów jest niewystarczająca w stosunku do zapotrzebowania. Niewystarczająca liczba kursów jest szczególnie dotkliwa nocą.

A przecież to wieczorami odbywa się większość studenckich integracji. Nieustanna, męcząca myśl o tym „czy zdążę na ostatni autobus/pociąg” i nerwowe zerkanie na zegarek, aby sprawdzić, czy nie trzeba już iść, czy jednak można jeszcze chwilę pobyć z przyjaciółmi — to doświadczenia uniwersalne dla każdego, kto boryka się z wykluczeniem komunikacyjnym. Sam doświadczyłem tego wielokrotnie i stres, jaki to nerwowe upewnianie się wywołuje, jest czymś, co potrafi odebrać radość nawet z najlepszego spotkania.

Jest to jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, bo w tym scenariuszu zakładamy, że do spotkania w ogóle doszło. Bywa jednak tak, że znajomi z miasta wychodzą ze spontaniczną propozycją spotkania, dajmy na to, w piątek o dwudziestej trzeciej. To prawdziwy koszmar dla studenta z przedmieść, bo jeśli ostatni pociąg jeszcze nie odjechał, to pewnie odjedzie za 30 minut. Dojazd do centrum zajmie z godzinę, a powrót będzie jeszcze trudniejszy, bo albo trzeba czekać na nocny autobus, który kursuje raz na godzinę, lub rzadziej, albo zamawiać ubera, który może być drogi jeśli mówimy o kilkudziesięciu kilometrowej trasie. A to ten optymistyczny scenariusz, bo zakładamy, że istnieje nocny autobus, oraz że stać cię na ubera. Gorzej jeśli autobus nocny nie wchodzi w grę, na ubera cię nie stać, a najbliższy pociąg do twojego miasta odjeżdża o piątej rano. 

W takiej sytuacji najpewniej postanowisz zostać w domu, bo z bilansu zysków i strat zrobionego w głowie wyszło, że z dwóch opcji ta jest bezpieczniejsza. Wspomniany „bilans zysków i strat” jest też czymś, co przewijało się we wspomnianych rozmowach. Posunę się nawet do stwierdzenia, że każdy młody człowiek, który boryka się z opisywanym przeze mnie problemem, przed każdym wyjściem ze znajomymi mniej lub bardziej szczegółowo zastanawia się nad tym, czy ono mu się „opłaca”. 

Czy zdążę na ostatni pociąg? Czy będę mógł złapać nocny autobus? Czy ja w ogóle lubię ludzi, z którymi chcę wyjść na tyle, żeby ryzykować czekanie kilka godzin na ciemnym, zimnym dworcu lub przystanku? To nie są pytania, które powinien musieć zadawać sobie młody człowiek przed wyjściem z przyjaciółmi. 

Niestety, lata neoliberalnych rządów zrujnowały usługi publiczne. Komunikacja zbiorowa została przez ostatnie dekady zaniedbana, co utrudnia nasze życia. Musimy zacząć walczyć o dostępność i jakość transportu publicznego. Wymaga to zmiany myślenia o tym, do czego i komu służy komunikacja zbiorowa. Równolegle ze zmianą myślenia powinno się zwiększyć inwestycje w transport publiczny, aby usunąć z niego łatkę mniej wygodnej i wolniejszej alternatywy dla samochodu. Dostępna i rozbudowana komunikacja zbiorowa rozwiązuje wiele problemów, w tym te, które na pierwszy rzut oka zdają się być od niej niezależne. Ruchy studenckie i pracownicze muszą wychodzić ponad mury uniwersytetów i zakładów, by walczyć o swoje w sieci infrastruktury publicznej. Wysoka jakość usług publicznych leży w interesie wszystkich ludzi pracy i tylko wspólna walka może je nam zagwarantować. 

 

Jakub Mleczko

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja