ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Co się stało ze „studenckością” Juwenaliów?

8 lipca 2026

Co się stało ze „studenckością” Juwenaliów?

Tekst jest częścią dziesiątego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

Jakie dziś są Juwenalia – każdy widzi. Przede wszystkim trudno wskazać, co miałoby je odróżniać od innych komercyjnych imprez masowych, prócz zwyczajowo przypisywanego im przymiotnika „studenckie”. Co właściwie ma w tym przypadku oznaczać to słowo? Nie wiadomo, ale może nie ma powodu, by szukać dziury w całym – w końcu Juwenalia organizują przeważnie samorządy, a więc nasi ustawowi reprezentanci. Większość z nas na uczelni jest na chwilę – wystarczająco długą, by przygotować się do roli posłusznego pracownika i na tyle krótką, by nie zaprzątać sobie głowy kwestią „studenckości”. Niemniej, nie chcąc zupełnie rezygnować z członkostwa w nieco mitycznej wspólnocie, możemy się zdecydować na udział w jej rzekomo największym jej święcie. Między zalogowaniem się na platformę pośrednika sprzedaży biletów, a przelaniem na jego konto resztek naszej wypłaty, pojawia się cień wątpliwości. Wracamy myślami do wyidealizowanego obrazu „studenta żebraka, ale pana”, czy zasłyszanych od pokolenia naszych dziadków opowieści o studiach jako najlepszym czasie ich życia. Zastanawiamy się, co właściwie wspólnego ze „studenckością” mają znane nam Juwenalia?

Przyjrzyjmy się przypadkowi Warszawy. Pomijając pomniejsze inicjatywy (takie jak chociażby lokalne obchody w poszczególnych domach studenckich), na próżno szukać w Juwenaliach udziału studentów wykraczającego poza bierną konsumpcję twórczości mainstreamowych wykonawców, odbywającą się na dodatek z dala od murów uczelni. Lokalizację imprezy bez problemu odnajdziemy jednak podążając za reklamami jej sponsorów, dbających o to, by portfele nie ciążyły nam zbytnio w trakcie koncertów. Po drodze natrafimy na stanowisko zarządu samorządu naszej uczelni i na chwilę przypominamy sobie, że bierzemy udział w „święcie studentów”. Swoje korzenie ma ono podobno w XV wieku – nie trzeba jednak sięgać aż tak daleko, by rozwikłać zagadkę problematycznego przymiotnika „studenckości”. Koncepcja Juwenaliów, do której starają się nawiązywać ich współcześni organizatorzy, narodziła się podobno w latach 50. ubiegłego stulecia wśród krakowskich żaków związanych ze Zrzeszeniem Studentów Polskich w odpowiedzi na potrzebę uczczenia 600-tnego jubileuszu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Początkowo kluczowym elementem święta były nie tyle pokazy artystyczne, co wspólne karnawałowe pochody, podczas których studenci symbolicznie przejmowali ulice miasta1

Z czasem formuła ta, wzbogacona o program artystyczny, upowszechniła się także w innych ośrodkach akademickich. Jednak, jak większość elementów kultury studenckiej, doświadczyła poważnego kryzysu w latach 80. Do repertuaru warszawskich imprez studenckich na dobre wróciła dopiero w ostatniej dekadzie XX wieku, a zatem już w nowych realiach społeczno-gospodarczych. Paradoksalnie, choć reaktywacja nieco zaniedbanego zwyczaju obchodów tego święta zwiastować powinna ożywienie w kulturze studenckiej, to właśnie okoliczności, w jakich się one odbywały, przesądziły o ich aktualnej, jedynie nominalnie studenckiej kondycji. Przyjrzyjmy się zatem pokrótce wybranym elementom historii warszawskich Juwenaliów okresu transformacji ustrojowej. 

W 1993 roku Juwenalia miały oficjalnie odzyskać swój dawny blask. Samorządy Politechniki Warszawskiej i Szkoły Głównej Handlowej połączyły siły, by „zorganizować wielką wspólną zabawę, której celem [była] integracja studentów wszystkich warszawskich uczelni i ubarwienie życia akademickiego, które ostatnio przycichło”2. Obchody święta żaków rozpoczęły się od przekazania kluczy do bram miasta przez prezydenta Stanisława Wyganowskiego. W kolejnym roku, gdy do organizacji dołączył samorząd UW, ASP i Prywatnej Szkoły Biznesu i Administracji, wznowiono także inną tradycję – przemarsz korowodu przebierańców przez ulice Warszawy3. Ówcześnie, oba te akty miały jeszcze istotne znaczenie. Sygnalizowały, że stolica przez dwa dni oficjalnie należeć będzie do studentów, uznawanych za podmiot posiadający prawo do korzystania z przestrzeni miasta i własną kulturę zasługującą na instytucjonalne uznanie. Uwagę należy zwrócić również na przestrzenie, w których Juwenalia się odbywały. Były to nie tylko istniejące jeszcze kluby studenckie czy nie tak bardzo zgentryfikowane ulice Śródmieścia, ale także pomieszczenia samych uczelni na co dzień niepełniące funkcji rekreacyjnych. Przykładowo, Przegląd Amatorskich Filmów Studenckich, będący częścią obchodów Juwenaliów w 1993 roku, odbył się w auli VII SGH4. Oprócz koncertów popularnych wykonawców i imprez tanecznych organizowanych w klubach studenckich, programy artystyczne w latach 1993-1994 obejmowały koncerty poezji śpiewanej, wernisaże prac studenckich, przeglądy zespołów młodzieżowych, przegląd filmów Oscarowych, turnieje sportowe czy występy studenckich zespołów muzycznych5.

Student mógł więc nie tyle biernie skorzystać z oferty Juwenaliów, co aktywnie je współtworzyć, a jego działalność, dzięki zakorzenieniu w uczelnianej infrastrukturze i wspólnocie, stanowiła integralny element samego doświadczenia studiowania.

Tym zatem, co sprawiało, że Juwenalia mogły znów się odbyć – a zarazem przybrać potencjał realizacji wymiaru „studenckości” – było oddolne zaangażowanie wspólnoty studenckiej – przekraczające międzyuczelniane podziały, dostępność przestrzeni wspólnych powiązanych z uczelnią oraz możliwość aktywnego udziału w kształtowaniu własnej kultury.

O ciągłości studenckiego charakteru Juwenaliów decydowała stabilność wzajemnej relacji między konstytutywnymi elementami święta: wspólnotą studencką aktywnie współtworzącą swoją kulturę, uniwersytetem oraz miastem. Naruszenie któregokolwiek z nich prędzej czy później skutkowało zachwianiem tej ciągłości, a co za tym idzie, podporządkowaniem pod wymogi kapitału – czekającego w pogotowiu, by przejąć kolejny, niezagospodarowany jeszcze logiką wolnego rynku obszar. Mając na uwadze obecną kondycję Juwenaliów, nietrudno się domyślić, że dokładnie do tego doszło. Już w 1995 roku każda uczelnia zorganizowała osobne obchody. W sytuacji skrajnego niedofinansowania i towarzyszącego mu utrwalania mechanizmów rynkowych w obszarze szkolnictwa wyższego, organizacja Juwenaliów uzależniona była od wsparcia sponsorów, które samodzielnie pozyskiwać mieli przedsiębiorczy studenci. Między innymi właśnie ta przedsiębiorczość, w założeniu mająca umożliwić przetrwanie kultury studenckiej, doprowadziła do wymazania jej wspólnotowego charakteru. Studenci poszczególnych uczelni zaczęli rywalizować o zasoby, niekiedy posuwając się do sabotowania inicjatyw swoich kolegów i koleżanek, na przykład podkradając sobie sponsorów6. Oprócz tego, zachodzące równocześnie procesy komercjalizacji klubów studenckich wiązały się ze znacznym ograniczeniem przestrzeni, w których oddolna twórczość mogłaby się realizować7. Na aktywne uczestnictwo w życiu kulturalnym coraz bardziej brakowało też czasu. 

Dziś student myśli przede wszystkim o tym, jak tu zarobić, jak przeżyć następny miesiąc, a nie o kulturze – donosiło w 1995 roku Życie Warszawy8

Udział w kulturze studenckiej stawał się więc w coraz większym stopniu przywilejem, aniżeli integralnym elementem tożsamości. Co więcej, „studenckość” była stopniowo wypierana z „oficjalnych” uczelnianych przestrzeni. Przykładowo, obchodom 180 jubileuszu Uniwersytetu Warszawskiego w 1996 roku towarzyszyły niemal wyłącznie wydarzenia skierowane do „hermetyczn[ego] akademicki[ego] gron[a]: odczyty, wykłady, prelekcje”9, symbolicznie wykluczając studentów z coraz bardziej fasadowej wspólnoty akademickiej. W efekcie wszystkich tych przemian już w 1997 roku w prasie oznajmiono, że „Juwenalia z antyustrojowych mityngów przerodziły się w koncerty rockowe i zbiorowe pieczenie kiełbasek”10, z kolei w roku 1999 warszawskie obchody święta żaków miały ograniczać się już niemal zupełnie do wieczornych koncertów. 

Nietrudno zauważyć, jak podobna jest specyfika znanych nam dziś komercyjnych, apolitycznych i opartych na biernej, zindywidualizowanej konsumpcji Juwenaliów. Mimo to, w całej tej niezbyt optymistycznej historii, możemy wskazać pewne źródło nadziei. Gdy wiemy, jakie elementy doprowadziły do sprowadzenia wymiaru „studenckości” jedynie do roli nieco archaicznego epitetu, możliwe staje się wskazanie, jakie kroki należy podjąć, by na nowo nadać mu pełne znaczenie.

Przede wszystkim musimy odzyskać przestrzenie, w których wspólnota studencka może się reprodukować. 

Nie tylko kluby studenckie, ale także samo prawo do aktywnego korzystania infrastruktury uczelni, nie jako jej klienci, ale pełnoprawni członkowie społeczności uniwersytetu. Juwenalia, jeśli faktycznie mają być świętem studentów, nie mogą sprowadzać się do koncertów popularnych wykonawców. Powinny opierać się na oddolnej studenckiej twórczości, która wbrew pozorom istnieje – nie spełniając kluczowego dla neoliberalnego uniwersytetu warunku rentowności, została jedynie wypchnięta poza jego fizyczny i symboliczny obszar. Na koniec warto zastanowić się, czy owa rentowność nie niesie ze sobą czegoś więcej niż zwykłej gwarancji finansowego zysku. Być może, stawiając grubą kreskę między tym, co możliwe, a tym, co niedopuszczalne, usiłuje również zapobiec uwolnieniu politycznego potencjału wytwarzanego w doświadczeniu wspólnego tworzenia i przeżywania. Obecnie kultura studencka nie potrzebuje już kluczy do bram miasta, tylko tych otwierających ponownie bramy uczelni. Tych jednak, bacznie strzeżonych przez interes kapitału raz co raz przyjmującego formę kolejnego stoiska banku na wydziale czy prywatnej restauracji, nikt nam nie wręczy – musimy sięgnąć po nie sami.

 

Maria Siemek


[1]  Z. Bednarowska, To „UJotowcy" wymyślili Juwenalia!, „WUJ - Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego” nr 6 (2009).

[2] D. Mierzejewska, Juwenalia - studenci rządzą Warszawą, „Życie Warszawy” (1993).

[3] A. Sopińska, Będzie głośno, wesoło i kolorowo na Juwenaliach, „Życie Warszawy” (1994).

[4] D. Mierzejewska, Wiosna żaków, „Życie Warszawy” (1993).

[5] D. Mierzejewska, Juwenalia - studenci rządzą Warszawą...; D. Mierzejewska, Wiosna żaków...; M. Niedźwiedzki, Tym razem razem, „Gazeta Wyborcza” (1994); A. Sopińska, Będzie głośno, wesoło i kolorowo na Juwenaliach...

[6] Lepiej byłoby trochę razem, „Gazeta Wyborcza” (1995).

[7] N. Socha, Bilard studencki, „Wprost” (1995).

[8] Ach, gdzież są niegdysiejsze żaki, „Życie Warszawy” (1995).

[9] Ibid.

[10] M. Paluszkiewicz, Wyprzedaż bardów, „Wprost” (1997).

[11] Tylko muzyka, „Gazeta Wyborcza” (1999).

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja