„Darmowe studia” w Polsce. Ile kosztuje studiowanie w dobie kryzysu mieszkaniowego?
28 września 2026

Modelowy miesięczny budżet studenta przekroczył 4 tysiące złotych. Według najnowszej edycji raportu „Portfel Studenta” wynosi obecnie 4045,82 złotych – o 66,60 złotych więcej niż przed rokiem i ponad dwa i pół razy więcej niż w 2016 roku. Największą pozycją w przedstawionym budżecie jest wynajem pokoju, który pochłania 1400 złotych miesięcznie.
W modelowym budżecie wynajem odpowiada za 34,6% wszystkich wydatków, podstawowa żywność za 18,1%, a czesne za 12,4%. Te trzy pozycje kosztują łącznie 2632,22 złotych i pochłaniają 65% budżetu. Po odjęciu czesnego miesięczne wydatki nadal wynoszą 3545,82 złotych.
Co czwarta osoba płaci za najem ponad 1500 złotych
Najwyraźniejszą zmianę widać na rynku najmu. W 2025 roku ponad 1500 złotych miesięcznie płaciło 18% wynajmujących studentów. Obecnie jest to już 25%. Jednocześnie spadł udział osób mieszczących się w przedziałach 1001–1200 złotych i 1201–1500 złotych.
Tylko 11% ankietowanych mieszka w akademiku. 29% wynajmuje mieszkanie lub pokój, a 45% może mieszkać z rodziną albo znajomymi bez opłat. Kolejne 9% mieszka z bliskimi, ale płaci im za najem. Zależność od zasobów mieszkaniowych rodziny pozostaje więc jednym z podstawowych czynników różnicujących warunki studiowania.
Uczelnie nadzorowane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oferują jedynie ponad 100 tysięcy miejsc w domach studenckich. W analizowanych publicznych akademikach opłaty wynoszą od 400 do 1470 złotych miesięcznie. Prywatny pseudoakademik uwzględniony w zestawieniu kosztuje natomiast od 2200 do 3600 złotych.
Dane raportu potwierdzają to, co mówimy od dawna – akademik pozostaje znacznie tańszy od pokoju na rynku, ale liczba takich miejsc jest ograniczona. Za to deweloperskie pseudoakademiki cenowo przestają pełnić funkcję infrastruktury socjalnej i stają się komercyjną alternatywą dla najmu – piszemy o tym więcej w Czego państwo nie widzi, na tym zyskuje deweloper. W Polsce brakuje setek tysięcy miejsc w akademikach!.
Student-nierób?
63% badanych pracuje podczas studiów – o 4 punkty procentowe więcej niż przed rokiem. Równocześnie 42% rozważa podjęcie pierwszej albo dodatkowej pracy, a 27% planuje ograniczyć swoje wydatki do niezbędnego minimum.
Perspektywy zawodowe są oceniane surowo. 57% badanych źle ocenia sytuację studentów na rynku pracy, biorąc pod uwagę dostępność ofert, wynagrodzenia, warunki zatrudnienia i możliwość pogodzenia pracy ze studiami. Co piąty ocenia ją „bardzo źle”.
Pomoc materialna bez danych o wysokości świadczeń
W roku akademickim 2026/2027 próg dochodowy stypendium socjalnego wynosi 2099,70 złotych netto na osobę w rodzinie. Rok wcześniej było to 1908,90 złotych, co oznacza wzrost o 10%. Nie widzimy w tym powodu do radości – w praktyce nadal oznacza to niedostępność świadczenia dla studenta lub studentki, których rodzice zarabiają pensję minimalną. Raport szczegółowo opisuje rodzaje świadczeń, ale nie podaje ich wysokości ani liczby korzystających z nich studentów. Nie pozwala więc rzetelnie sprawdzić, jaką część kosztów utrzymania pokrywają stypendia.
Najmniej szokująca informacja świata
Z raportu dowiadujemy się również, że koszty życia wpływają na możliwość kontynuowania studiów. W ciągu ostatnich 12 miesięcy 15% badanych rozważało urlop dziekański, rezygnację ze studiów albo oba rozwiązania ze względu na swoją sytuację finansową. To mniej niż przed rokiem, kiedy podobne odpowiedzi stanowiły 17%, ale nadal oznacza, że problemy finansowe podważały możliwość dalszego studiowania u około jednej na siedem ankietowanych osób.
Osobnym problemem jest to, że podstawowym źródłem wiedzy o materialnych warunkach studiowania pozostaje coroczna inicjatywa Związku Banków Polskich i fundacji związanej z sektorem bankowym. Państwo zbiera dane administracyjne o liczbie studentów, stypendiach czy miejscach w akademikach, ale nie prowadzi regularnego, kompleksowego badania kosztów studiowania, źródeł utrzymania, skali pracy zarobkowej, zależności od rodziny ani powodów przerywania nauki. Powstałą lukę wypełnia sektor prywatny, który opisuje rosnące koszty przede wszystkim językiem zarządzania osobistym budżetem, oszczędzania i „dojrzałości finansowej”. W takim ujęciu odpowiedzialność zostaje przeniesiona na pojedynczą studentkę lub studenta: trzeba lepiej planować wydatki, więcej pracować i skuteczniej oszczędzać. Z pola widzenia znikają decyzje polityczne dotyczące wysokości stypendiów, liczby miejsc w akademikach, cen transportu publicznego czy finansowania stołówek. Brak publicznych badań nie jest neutralnym zaniedbaniem – ułatwia państwu unikanie odpowiedzialności za warunki, w których dostęp do studiów zależy od mieszkania rodziców, ich przelewów albo możliwości pogodzenia nauki z pracą zarobkową. Politycy zasiadający w resorcie nauki doskonale o tym wiedzą.
Emancypacyjna samodzielność?
Podkreślamy: wzrost zatrudnienia studentów i studentek nie powinien być automatycznie przedstawiany jako dowód rosnącej samodzielności finansowej. Przy budżecie przekraczającym 4 tysiące złotych praca może być warunkiem utrzymania się na studiach. Jej kosztem bywają czas na naukę, udział w życiu uczelni i możliwość odpoczynku. Raport pokazuje skalę obciążenia, ale do pełnej oceny potrzebne są dane o formach zatrudnienia, wymiarze czasu pracy, stawkach oraz rzeczywistej wysokości pomocy materialnej – a nie zapowiada się, by rządzący szykowali się do zlecenia kompleksowego badania na ten temat.
Studia



