Artykuł jest częścią książki Jowita zostaje. Historia 10 dni ruchu studenckiego, którą znajdziesz za darmo w zakładce Publikacje.
Zasady okupacji
Okupacja Jowity od początku stawiała sobie cel szerszy niż samo przywrócenie do użytku konkretnego akademika. Sednem strajku była walka o godne warunki życia studentek i studentów w całym kraju, sprzeciw wobec elitaryzacji szkolnictwa wyższego i jego postępującej prywatyzacji. Nasza okupacja okazała się skutecznym narzędziem w walce o dobro wspólne i pokazała, że konsekwentny opór i radykalne środki protestu są konieczne, jeśli chcemy zachować to, co jeszcze zostało z publicznej edukacji. Jeśli naszym zamiarem jest przekształcenie uniwersytetu w instytucję dostępną dla wszystkich, nasza walka musi być kontynuowana.
Choć dla wszystkich z nas okupacja Jowity była pierwszym takim doświadczeniem w życiu, nie podjęliśmy tej walki nieprzygotowani. Działania grupowe, przede wszystkim doświadczenia aktywności w związku zawodowym, były kluczowym czynnikiem sukcesu. W tym rozdziale postaramy się podzielić doświadczeniem osób zaangażowanych w organizację protestu. Staraliśmy się w nim opowiedzieć, co – naszym zdaniem – jest potrzebne do skutecznej okupacji, jakie popełniliśmy błędy i co zrobilibyśmy inaczej, okupując Jowitę raz jeszcze.
Co, po co i kiedy okupować?
Zanim przejdziemy do tego jak okupować, zastanówmy się, po co mamy to robić. Czy chodzi nam tylko o to, żeby zrobić „zadymę” na uniwersytecie czy może walczymy o coś więcej? Okupacja ma sens wtedy, kiedy wyczerpią się nam inne łagodniejsze formy protestu – nie należy traktować jej jako celu samego w sobie. W jednym ze swoich artykułów działaczka związkowa Inicjatywy Pracowniczej, Katarzyna Rakowska stwierdziła, że zorganizowanie strajku w Polsce to wielomiesięczna gehenna. Chociaż padło to w zupełnie odmiennym kontekście, równie dobrze możemy zaaplikować tę myśl do naszej sytuacji.
Przede wszystkim poruszany przez nas problem musi być przynajmniej częściowo znany społeczności, o której interesy walczymy, oraz opinii publicznej – jej przychylność ma kluczowe znaczenie w czasie protestów. Pomijając pojedyncze przypadki, okupacja musi być poprzedzona innymi działaniami. Mobilizacja grupy, by dołączyła do okupowanego akademika, byłaby trudna bez uprzedniego nagłośnienia problemu. Od kwietnia 2023 r. głośno informowaliśmy o naszej pozycji wobec zamknięcia Jowity. Organizowaliśmy protesty, spotykaliśmy się z władzami uniwersytetu, a nawet wydaliśmy studencką, niezależną gazetę Alarm Studencki. O wszystkich działaniach staraliśmy się informować media, których przychylność pomogła nam stworzyć pozytywny wizerunek oraz uzyskać poparcie postulatów przez osoby jedynie obserwujące nasze zmagania. Brak widocznych efektów wymusił na nas podjęcie następnych kroków: w grudniu 2023 roku zdecydowaliśmy się na okupację akademika, wiedząc, że wyczerpaliśmy wszystkie dostępne nam narzędzia.
Podczas wyboru miejsca okupacji, pamiętajcie o ważnej rzeczy: autonomii uniwersytetu. Niezależnie czy zajmować będziecie hol wydziałowy, akademik, bibliotekę, czy rektorat – policja nie ma wstępu na teren uczelni. Warunkiem niezbędnym do spełnienia, by funkcjonariusze mogli legalnie pojawić się na uczelni, jest zgoda rektora.
Kluczowe i zarazem banalne pytanie, jakie musimy zadać sobie przed okupacją, brzmi: z kim będziemy to robić? Strajk ma mieć charakter studencki, dlatego tak ważne są kroki poprzedzające samą akcję – działalność informacyjna, poszerzanie zaangażowanej grupy, rozmowy, zachęcanie do współdziałania nawet w postaci takiej, jak podanie komuś gazety czy ulotki. Nie wyklucza to uczestnictwa osób spoza uniwersytetu – może być tak, że będą one niezbędne do nadania okupacji właściwego impetu.
Mierzenie sił na zamiary
Niezbędne jest przedyskutowanie pomysłu wewnątrz waszej grupy. Niewykluczone, że po burzliwej dyskusji okaże się, że plan nie jest tak dobry, jak wydawało się na pierwszy rzut oka. Możliwe, że sam pomysł jest świetny i przemyślany co do detalu, lecz na dany moment niewykonalny z powodów takich jak brak zasobów czy energii. Na tym etapie najważniejsza jest komunikacja wewnątrz grupy. Sama wizja okupacji jest kusząca i radykalna, ale decyzje nie mogą zapadać w afekcie ani bez wysłuchania obaw oraz krytyki. Niezbędna jest cierpliwość – to nie tak, że pomysł zajęcia Jowity pojawił się dopiero w grudniu 2023 r. Od samego początku naszej kampanii rzucano najróżniejsze pomysły na działania, w tym okupację, jednak na dany moment nie byliśmy w stanie doprowadzić do jej realizacji.
Decydując się na okupację, należy mieć przed oczami konkretny cel, którego osiągnięcie ma przybliżyć nasze działanie. Co chcemy osiągnąć? Jaki charakter ma mieć akcja? Czy może ma pełnić jedynie rolę symboliczną, wzmacniającą naszą pozycję negocjacyjną? Żeby odpowiedzieć na te pytania, musimy skrupulatnie oszacować własne zasoby i wybadać własne możliwości.
Prawdopodobieństwo osiągnięcia każdego postawionego przez nas żądania jest niskie. Dlatego niezbędne jest wyjście z okupacji z sukcesem i podniesionymi głowami. Grupa musi być tu jednomyślna – decyzji na temat celów, zakończenia akcji, czy modyfikacji postulatów nie może podejmować wąskie grono w oderwaniu od osób zaangażowanych w okupację. Wszelkie konsultacje na temat kluczowych kroków muszą nie tylko odzwierciedlać wolę ogółu, ale i wytwarzać poczucie wspólnej odpowiedzialności za podjęte decyzje. Ważnym zadaniem jest zachowanie ciągłości i dalsze budowanie presji po wydarzeniu, bo to właśnie ta ciągłość jest w stanie zapewnić realny rozwój ruchu studenckiego.
Podział obowiązków
Obowiązki nie powinny nigdy spadać na żadną pojedynczą osobę. Zarówno na etapie przygotowań do okupacji, jak i w trakcie jej trwania. Istotny jest jasny podział pracy oraz włączenie w nią jak największej liczby członkiń i członków. Dlaczego? Tylko szerokie delegowanie zadań utrzyma wysoki poziom zaangażowania grupy. Co więcej, aktywizacja większego grona zmniejszy prawdopodobieństwo przemęczenia pojedynczych osób.
Nie należy obawiać się korporacyjnych metod np. tworzenia oddzielnych zespołów i wyznaczania ich liderek i liderów. Szkodliwe jest dopuszczenie do sytuacji, w której mamy chętne do działania ręce, ale nie jesteśmy w stanie ich zaktywizować w konkretny sposób. W trakcie okupacji każdy i każda chce się do czegoś przydać, chce czuć się częścią procesu, wziąć za coś odpowiedzialność – choćby za najmniejsze zadanie. To, co w trakcie okupacji Jowity widziano w mediach i na naszych platformach, było jedynie wierzchołkiem góry lodowej.
By okupacja trwała, potrzebuje ona całego sztabu: od osób odpowiedzialnych za zapisy na prysznic, po tych skandujących pod budynkiem.
Harmonogram
Jednym z najtrudniejszych zadań jest zagospodarowanie czasu osobom uczestniczącym w okupacji. Chcąc przyciągać nowych ludzi i utrzymać zaangażowanie już obecnych, nie ma innego sposobu niż wypełnienie dnia interesującymi treściami. Nie musicie przez cały dzień dyskutować na poważne tematy i rozczytywać się w teorii – wręcz przeciwnie, potrzebujecie też chwili oddechu. Ważne jednak, aby ta chwila nie zamieniła się w dzień wegetacji. W tym celu pomyślcie o luźniejszych formach rozrywki – możecie np. zorganizować wspólne tworzenie transparentów i banerów na nadchodzący protest lub wieczór planszówek. Nie można bagatelizować wagi takich aktywności.
Na okupacji pojawia się wiele nowych osób, co oznacza, że trzeba móc się z nimi poznawać, by efektywnie wspólnie działać. Polityczne działanie jest bardzo ważne, ale dobra organizatorka potrafi też zadbać o to, aby teren okupacji, który przez najbliższe dni, a może tygodnie, będzie stanowił dom dla wielu osób, był miejscem, w którym ludzie czują się komfortowo.
Nasz harmonogram pomógł nam utrzymać wysokie zainteresowanie i stały napływ kolejnych osób zasilających okupację Jowity. Każdego dnia w sali konferencyjnej odbywały się spotkania dyskusyjne, warsztaty, wykłady i wydarzenia kulturowe. Bywały dni wypełnione treścią od rana do późnych godzin wieczornych. Duża rozpiętość tematów i różnorodność treści sprowadzały każdego dnia coraz więcej osób, z których część stawała się aktywem okupacji. W szczytowym momencie w Jowicie pojawiało się około 100 osób dziennie – niektórzy przychodzili tylko na wykłady, inni zostawali na dłużej.
Przed okupacją panele zostały zaplanowane jedynie na dwa dni, jednak już w trakcie drugiego dnia stało się jasne, że zostajemy na dłużej, w związku z czym potrzebowaliśmy zapełnić treścią kolejne dni. Początkowo prelegentki i prelegenci byli sprowadzani w lekkim chaosie. W pewnym momencie postanowiliśmy ten proces usystematyzować. Do koordynacji harmonogramu została przypisana osoba odpowiadająca zarówno za bezpośredni kontakt z wykładowcami, jak i za rozłożenie paneli w czasie.
W pewnym momencie propozycji napływających do nas z całej Polski było tak dużo, że zaczęliśmy układać harmonogram na kolejny tydzień, nie wiedząc jeszcze, czy do tego czasu okupacja zakończy się sukcesem.
Spotkania organizacyjne
Od pierwszego dnia okupacji widzieliśmy potrzebę wspólnego konsultowania bieżących spraw i problemów. Chcieliśmy stworzyć przestrzeń, w której każdy uczestnik ma realną możliwość zabrania głosu. Oprócz tego potrzebny był przepływ informacji, ponieważ nasze kanały komunikacyjne były nieustannie zalewane i ciężko było za wszystkim nadążyć. Postanowiliśmy, że każdego wieczoru odbywać się będą spotkania organizacyjne. Naturalnie, nie rozwiązywało to wszystkich problemów; podczas okupacji nie jesteście w stanie przewidzieć wszystkiego, co się wydarzy. Tak naprawdę większość decyzji będzie wymagała nagłej i zdecydowanej reakcji. Nie można dać sobie utracić kontroli nad okupacją. Musicie się spotykać, rozwiązywać aktualne problemy, przewidywać kolejne kroki i ustalać swoją linię polityczną – właśnie z tych przyczyn nie ma lepszego rozwiązania niż regularne spotkania organizacyjne. Zadbajcie o to podczas Waszej okupacji. Oszczędzi to też wiele żalów i pretensji po zakończonych (sukcesem lub porażką) działaniach. W końcu decyzje będą podejmowane przez całą grupę, a nie garstkę osób.
W naszym domu…
Na terenie okupacji muszą obowiązywać pewne zasady. Najlepiej, gdyby były spisane, wywieszone oraz przypominane na każdym spotkaniu organizacyjnym jak mantra – tym bardziej że każdego dnia będą pojawiać się nowe osoby. Jakie to zasady? Zależy to od was i waszych potrzeb. To, co jednak radzimy z doświadczenia, to zakaz spożywania alkoholu i innych substancji psychoaktywnych na terenie okupacji. Nie wynika to z przywiązania do jakiegoś szczególnego światopoglądu – to ściśle pragmatyczne rozwiązanie.
Po pierwsze: musicie być w ciągłej gotowości. Nigdy nie wiecie, kiedy pojawią się władze uczelni z niespodziewaną wizytą lub media, które zaczną zasypywać was pytaniami. Po drugie: władze będą cały czas szukać pretekstów, aby was oczernić lub wprost wyrzucić z okupacji, a najłatwiej powiedzieć, że tym „ludziom z zewnątrz” w gruncie rzeczy chodzi jedynie o libację i dobrą zabawę. Możecie długo pracować nad tworzeniem preferowanego przez was przekazu, a wystarczy jeden incydent, by przekreślić całe wasze starania.
Niezależnie od tego, jakie zasady przyjmiecie, musicie być konsekwentni. Nam w pierwszym dniu zabrakło takiej konsekwencji. Nazwaliśmy to kryzysem nikotynowym. Wystarczyło, że jedna osoba złamała zakaz wychodzenia na papierosa przed budynek bez konsekwencji, by poszły za nią kolejne.
Budowanie przekazu
Chcecie zapewne, żeby wasza okupacja odbiła się szerokim echem. W całym rozgardiaszu musicie pamiętać o jednej rzeczy: media nie są waszymi sprzymierzeńcami. Ich przedstawiciele mogą mieć sprzeczne interesy z waszymi lub tylko pozornie stać po waszej stronie (co oczywiście powinniście wykorzystać). TVP może chcieć zrobić z wami materiał jedynie po to, by zaatakować władze miasta, w którym rządzi opozycja, a TVN będzie próbować prezentować się jako dobre i wrażliwe medium, jednocześnie nie przekazując tego, na czym wam naprawdę zależy. Znając ten schemat, musicie forsować swoją linię polityczną. Często będziecie mieli jedynie minutę, aby odnieść się np. do nowego oświadczenia uniwersytetu, i musicie to dobrze wykorzystać. Nam niestety nie zawsze się to udawało.
Pamiętajcie jednak, że nawet najlepsza przemowa może zostać wycięta lub niefortunnie przycięta, dlatego warto budować i rozwijać własne media, nad którymi będziecie mieli kontrolę. Ważne, żeby wasi obserwatorzy widzieli, że cały czas coś się u was dzieje i warto do was przyjść – choćby tylko popatrzeć czy posłuchać. W tym konkretnym przypadku więcej znaczy lepiej. Dokumentujcie każde ciekawe wydarzenie – mogą to być także „lifestylowe” zdjęcia i filmiki ocieplające wizerunek okupacji. Większość osób zwyczajnie może się bać takiej formy działania, dlatego warto pokazać, że okupacja nie jest tak straszna, jak ją malują. Ponadto wydarzenie, na którym sala będzie prawie pusta, może odnieść wielki sukces w internecie.
Innym ważnym aspektem waszych własnych kanałów medialnych jest możliwość kształtowania przekazu adresowanego do nowych osób. Możecie opracować swoiste know-how tego, co należy zabrać i na co się przygotować, chcąc dołączyć do okupacji, i informować o tych sprawach swoich odbiorców. Liczba śpiworów, materaców i środków higieny osobistej, które możecie zapewnić sami, jest ograniczona, dlatego dobrze, żeby – w miarę możliwości – każdy uczestnik i uczestniczka zadbali o to we własnym zakresie.
Okupacyjne media społecznościowe nie powinny się do tego ograniczać. Mało która gazeta czy telewizja da wam platformę, na której przekażecie wszystko, co chcecie. To zadanie dla profili waszych organizacji, na których bez ograniczeń możecie publikować oświadczenia i postulaty sformułowane dokładnie tak, jak chcecie.
Zarządzanie i prowadzenie social mediów na okupacji to praca na pełen etat – i to nie dla jednej, a dla wielu osób. W naszym przypadku sprawdziła się grupa ds. medialnych, która dzień w dzień przygotowywała teksty, grafiki i wysyłała notki prasowe do mediów, często przez kilka godzin nie odklejając się od laptopów. Kiedy reszta świętowała sukces udanej okupacji, nasza grupa od social mediów musiała obejść się smakiem, żeby jak najszybciej puścić tę informację w świat. Połóżcie nacisk na to, aby wasze profile prężnie działały w czasie okupacji – bo jeśli czegoś nie ma w internecie, to nie istnieje. Tworzycie w ten sposób nie tylko chwilową popularność tematu okupacji, ale również jej archiwum na długie lata.
Piłka w grze
Okupacja musi być w ciągłej ofensywie. Zamiast ciągle tłumaczyć się i przepraszać za swoje działania, zostawcie to drugiej stronie. Pozwoli wam to zaoszczędzić dużo energii, którą możecie spożytkować gdzieś indziej. Jak to zrobić? Przede wszystkim nie możecie bać się używania agresywnego języka i zaostrzania konfliktu. Jeśli druga strona nazywa was zadymiarzami i pijakami, to czemu wy mielibyście owijać w bawełnę? Łatwiej będzie zobrazować to na przykładzie: 13 grudnia władze uniwersytetu zabrały nam dostęp do prysznica, więc rozpoczęliśmy burzę w internecie. „Władze UAM grożą strajkującym studentkom i studentom!”, „Metody czyścicieli kamienic!”, „Kolejna próba stłamszenia i zastraszenia okupujących”. Choć brzmiało to ostro, nazywaliśmy sprawy po imieniu. Część z nas ucieszyła się z takiego obrotu sytuacji. W końcu było o nas głośno jak nigdy. Decyzja o wyłączeniu z użytku prysznica oraz zatrudnienie prywatnej ochrony budziły w nas pewne obawy, jednak wiedzieliśmy, że jesteśmy na wygranej pozycji i możemy sobie pozwolić na podgrzanie konfliktu. Paradoksalnie ta sytuacja tylko wzmocniła naszą mobilizację – ludzie podchwycili naszą narrację i byli słusznie oburzeni decyzją uniwersytetu. W pewnym momencie doszło do sytuacji, w której poseł Adrian Zandberg i posłanka Dorota Olko na prywatnym spotkaniu z rektorką Bogumiła Kaniewska zainterweniowali w naszej „prysznicowej sprawie” – ich starania jednak spełzły na niczym. Jednocześnie należy uważać, żeby nie przesadzić. W naszej sytuacji to zadziałało, jednak łatwo sobie wyobrazić scenariusz, w którym nadużywanie tej strategii może spowodować, że przestaniemy być wiarygodni w oczach opinii publicznej.
Nic nie może przecież wiecznie trwać
Okupacja nie może trwać w nieskończoność. W pewnym momencie ludzie zaczną się wyłamywać. Obowiązki życia codziennego wezmą górę i liczba uczestników, początkowo powoli, ale sukcesywnie, zacznie spadać. Nie udałoby nam się najpewniej utrzymać okupacji Jowity dłużej – po siedmiu dniach każdy z nas czuł już zmęczenie i nasze baterie zaczęły się rozładowywać. Wielu z nas musiało też wrócić do domu – pamiętajmy, że w dużej mierze okupacja była wspólnym przedsięwzięciem kół młodych Inicjatywy Pracowniczej z całej Polski. W środę, dzień przed przyjazdem ministra, czuć było w powietrzu, że okupacja powoli wygasa, pomimo tego, że mobilizacja ludzi była na wysokim poziomie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że wizyta ministra będzie kulminacyjnym momentem naszej okupacji, po którym zainteresowanie ludzi i mediów zacznie gasnąć, tym bardziej że zbliżał się sezon świąteczny. Zwołaliśmy spotkanie, na którym ustaliliśmy nasze oczekiwania wobec negocjacji.
Naszym celem minimum, po którego osiągnięciu byliśmy w stanie zgodzić się zakończyć okupację, było zachowanie Jowity jako publicznego i taniego akademika oraz gwarancja braku konsekwencji prawnych dla osób uczestniczących w okupacji. Mimo to posługiwaliśmy się standardową strategią negocjacyjną i żądaliśmy spełnienia wszystkich naszych postulatów. Wiedzieliśmy, że na tym etapie niczego więcej nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Pogodzenie się z tą myślą było dla wielu z nas trudne, ale kluczowe.
Prawdopodobnie, gdybyśmy w tamtym momencie nie przystali na propozycję ministra, okupacja naturalnie by wygasła, nie przynosząc żadnych rezultatów. Po zakończeniu okupacji pojawiło się wiele głosów krytyki, zarzucających nam, że mogliśmy pokusić się o więcej. Naszym zdaniem podjęliśmy najlepszą decyzję w tej konkretnej sytuacji. Być może znajdziecie się w podobnym położeniu, jednak pamiętajcie: na okupacji to wy najlepiej znacie waszą sytuację i wiecie, na co możecie sobie pozwolić. Po drodze zdobędziecie wiele cennych doświadczeń, ale nie obejdzie się bez potknięć i możliwości podjęcia „lepszych decyzji”. Czas na ich analizę przyjdzie później, gdy kurz już opadnie. Takie jest też zadanie tego poradnika – abyśmy mogli wspólnie, jako powstający ruch studencki, czerpać ze swoich doświadczeń i uczyć się na błędach.
MATERIALNOŚĆ OKUPACJI
Samo przygotowanie polityczne jednak nie wystarczy. Jeśli chciałybyście zorganizować skuteczną okupację, musicie zadbać o wszystkie podstawowe i techniczne aspekty, które nie tylko umilą wasz protest, ale przede wszystkim uczynią go w ogóle możliwym.
Miejsce
Przemyślcie, czy obrane miejsce jest dla was istotne strategicznie – może jest to symbol waszej dotychczasowej walki (jak miało to miejsce z Jowitą)? A może jest to przestrzeń doskonale widoczna dla wszystkich mieszkańców? Może takie miejsce okupacji będzie niezwykle bolesne dla władz (uczelni, miasta itd.)? Ważne, by wybrana przez was lokalizacja niosła za sobą znaczenie – polityczny przekaz lub logistyczny problem dla władz.
Gdy już odpowiecie sobie na pytanie „co dokładnie będziemy okupować?”, pora zastanowić się nad pozostałymi kwestiami. Czy będzie to cały budynek, czy może jego część? Tu warto zaznaczyć, że wysiłek związany z większą powierzchnią rośnie wykładniczo, a zajęcie jak najmniejszego sensownego obszaru może być początkowo opłacalne. W pierwszych dniach, gdy znajdowaliśmy się tylko w auli i na korytarzu, bardzo nam to ułatwiło działanie. Nikt nie mówi, że przestrzeń ta nie może się zmieniać w trakcie.
Ile miejsca jesteście w stanie zająć – w wersji pesymistycznej i optymistycznej? Warto zadać sobie te pytania na długo przed okupacją. Jeśli to możliwe, warto zrobić „wizję lokalną” i udać się na miejsce, które będziecie okupować, gromadząc o nim możliwie jak najwięcej informacji. Sprawdźcie nie tylko metraż waszego przyszłego, tymczasowego domu, ale też liczbę wyjść, dostęp do prądu oraz zaplecza sanitarnego.
Zastanówcie się również nad tym, czy będziecie w stanie opuszczać przestrzeń okupacji – choćby na chwilę. To zmienia dużo w kontekście logistyki: co np. z zapewnieniem jedzenia w przypadku, gdy musi je dowozić ktoś z zewnątrz? W pierwszym dniu naszego protestu baliśmy się wychodzić z budynku Jowity choćby na papierosa, w obawie przed tym, że wychodząc, nie będziemy mogli już wrócić. Zakładaliśmy również takie scenariusze jak odcięcie nam ogrzewania czy prądu. Na szczęście żadne z nich się nie sprawdziły, jednak wiele z nas miało przy sobie bieliznę termiczną, której finalnie nie używaliśmy. W tego typu sytuacjach jako grupa lepiej być przygotowanymi na gorszą wersję, nawet gdyby nie miała się ziścić. Ponadto wybrana przez was przestrzeń musi co najmniej dawać możliwość rozłożenia legowisk dla kilkunastu czy kilkudziesięciu osób. To też dobry moment na zastanowienie się, ile osób jest w stanie pomieścić wasza okupacja. W Jowicie w pewnym momencie zrobiło się ciasno – jednak dla nas wszystkich był to raczej powód do szczęścia niż zmartwień.
Bezpieczeństwo
Kluczową kwestią dotyczącą poczucia bezpieczeństwa są wasze założenia odnośnie do otwartości protestu. To znaczy – czy wasza okupacja będzie otwarta na osoby z zewnątrz i ich dołączanie, czy pozostanie aktem politycznym mniejszej grupy. Oba te rozwiązania mają swoje plusy i minusy. Okupacja Jowity była działaniem otwartym, politycznie angażującym większą rzeszę studentek, ale też umożliwiającym niewielką rotację i odpoczynek dla osób okupujących. Niesie to jednak za sobą szereg wyzwań związanych z brakiem możliwości kontroli tego, kto bierze udział w naszym proteście.
Oprócz pewnych podstawowych zasad współżycia społecznego w Jowicie zdecydowaliśmy się wprowadzić pełną prohibicję na terenie protestu – zakaz spożywania alkoholu i bycia pod jego wpływem oraz innych środków zmieniających świadomość. Stwierdziliśmy, że jest to prosty, lecz istotny krok, by ograniczyć niepożądane lub naruszające działania wśród uczestniczek i uczestników protestu. Ponadto w trakcie trwania okupacji, wraz z jej rozwojem, nasza lista zasad rosła. W ich zbiorze znalazły się także takie prozaiczne kwestie jak cisza nocna. Pozornie proste sprawy czasem wymagały ogłoszenia i zapisania – nie dlatego, że istniał znaczący problem z ich przestrzeganiem, ale raczej po to, by utrwalić je w grupowej świadomości. Innym aspektem, który znacząco wpływał na poczucie bezpieczeństwa w grupie, było budowanie zaufania poprzez wspólne działanie i podejmowanie decyzji. Nie da się skodyfikować wszystkich zasad i ustalić procedur działania na każdy wypadek. Zdrowy rozsądek, połączony z poczuciem tworzącej się wspólnoty, pozwalał trzymać w ryzach całe przedsięwzięcie.
Mówiąc o bezpieczeństwie, nie sposób zatrzymać się wyłącznie na jego poczuciu w grupie – trzeba też wspomnieć o potencjalnych (nie)bezpieczeństwach czyhających na nas z zewnątrz. Najbardziej oczywistym zagrożeniem jest ryzyko eksmisji – jej potencjalna forma również będzie zależeć od wyboru miejsca, które okupujemy, oraz od jego struktury własności. DS Jowita należy do uniwersytetu, wobec czego podlega jego autonomii. Oznacza to, że bez oficjalnego zezwolenia władz nie ma do niego wstępu policja i inne służby. Warto zaznaczyć, że uniwersytety bardzo rzadko wzywają policję, szczególnie wobec swoich studentów, gdyż grozi to katastrofą wizerunkową. Niezależnie od tego, czy będzie nas usuwać policja, straż uniwersytecka czy prywatna ochrona – w tej sytuacji jesteśmy po prostu narażeni na siłowe usunięcie z okupowanego terenu. Nie jesteśmy w stanie w stu procentach przewidzieć decyzji władz, jednak możemy się przed nimi częściowo zabezpieczyć – tak jak mogłoby to mieć miejsce w przypadku Jowity, gdybyśmy wcześniej przygotowali się do okupacji. Warto „uzbroić” protestujących w podstawową wiedzę antyrepresyjną, np. dotyczącą tego, jak postępować z policją w różnych sytuacjach oraz jakie są nasze prawa. Pomocne materiały możecie znaleźć m.in. na kanałach Anarchistycznego Czarnego Krzyża. Warto też wyznaczyć osobę koordynującą działania antyrepresyjne, do której protestujący mogliby zadzwonić w najgorszym scenariuszu zatrzymania przez policję, a która będzie w stanie dalej skontaktować się z pomocą prawną i zapewnić wszelkie wsparcie. Na szczęście w Jowicie nie musieliśmy testować tych mechanizmów.
Siłowe rozbicie okupacji to jednak nie jedyne zagrożenie zewnętrzne, z którym możemy się spotkać. Czasem tym zagrożeniem będą nieprzychylne nam jednostki, które w jakiś sposób chciałyby zaszkodzić naszej sprawie. Podczas panelu dotyczącego outsourcingu, który miał być kolejną spokojną, wieczorną dawką wiedzy, jedna z osób siedzących na sali dostrzegła przez szklaną ścianę „ludzi w kominiarkach”. To wywołało stres i niewielki popłoch wśród uczestniczek okupacji. Reakcja grupy była szybka, lecz względnie opanowana – wyszliśmy dużą grupą osób na zewnątrz, co wystarczyło, by spłoszyć tajemniczych napastników. Próbowali zerwać nasz baner, który z nieznanego nam powodu im przeszkadzał. Była to niewielka grupa młodych chłopaków, prawdopodobnie wracających z (przegranego) meczu Lech Poznań. Sytuacja, mimo iż stresogenna, nie doprowadziła do żadnego poważniejszego zagrożenia.
Utwierdziła nas jednak w przekonaniu, że szybkie reagowanie i zaufanie w grupie to nasza kluczowa broń wobec wszelkich niebezpieczeństw. W takich momentach warto też uważać na maczyzm, który może się pojawić u niektórych uczestników. Powinniśmy przede wszystkim unikać ewentualnej fizycznej konfrontacji, niezależnie od tego, jak bardzo niektórym wydaje się, że są na nią przygotowani. Naszą odpowiedzialnością jest zapewnienie bezpieczeństwa jak największej liczbie uczestników, a nie pokaz siły.
Nie siejąc paniki, warto mieć z tyłu głowy możliwość zaistnienia takich sytuacji, by nie zostać nimi zaskoczonym – szczególnie gdyby okazało się, że mogą one przynieść poważniejsze skutki niż to, co spotkało nas w Jowicie. Praktyką, która zdecydowanie pomagała nam czuć się spokojniej, była również możliwość zamknięcia wejścia na teren okupacji w nocy. Początkowo działo się to za sprawą pracowników recepcji, jednak gdy rektorka Kaniewska odcięła nas od głównego wejścia, przedstawiając nas – o ironio – jako zagrożenie, musieliśmy poradzić sobie inaczej. Dosłownie chwilę zajęło nam wymyślenie prostego, lecz skutecznego rozwiązania polegającego na blokadzie klamki poprzez podważenie jej oparciem od krzesła. W ten sposób jedne z ostatnich osób będących na nogach wieczorem zamykały teren okupacji, byśmy wszyscy mogli spać spokojnie. Pamiętajcie, że miejsce okupacji jest nie tylko terenem protestu, ale staje się na te kilka czy kilkanaście dni waszym domem. Zastanówcie się nad rozwiązaniami, które pozwolą z tego domostwa korzystać – czyli przynajmniej spokojnie w nim spać.
Zaplecze sanitarne
To aspekt kluczowy, nad którym musicie się zastanowić już na etapie wybierania miejsca na waszą okupację – szczególnie jeśli chcecie, by była ona długotrwała. Najważniejszy jest dostęp do toalet i bieżącej wody, choćby w formie kranu – bez tego trudno wyobrazić sobie skuteczne okupowanie jakiejkolwiek przestrzeni. W idealnej sytuacji toalet jest odpowiednio dużo, proporcjonalnie do liczby uczestniczek i uczestników okupacji.
Rzeczą, o którą musicie zadbać, jest także pierwsza pomoc. My wyznaczyliśmy jedną osobę, która posiadała odpowiednie przeszkolenie i wiedzę, a jej kontakt znajdował się zarówno na naszych wewnętrznych kanałach komunikacyjnych, jak i w ogłoszeniach w przestrzeni okupowanej. Na szczęście poza drobnymi rozstrojami żołądka nie było sytuacji, w których pierwsza pomoc okazałaby się konieczna – jednak jest to ewentualność, na którą wy również musicie być gotowi. Osoba odpowiedzialna za pierwszą pomoc spełniała także swoją rolę, zapewniając dostęp do takich rzeczy jak ogólnodostępne środki menstruacyjne czy inne podstawowe środki higieniczne.
Nie można zapominać także o kwestii dostępu do prysznica – która okazała się zaskakująco sporna podczas naszego pobytu w Jowicie. W okupowanej przez nas części budynku nie znajdował się żaden prysznic. Gdybyśmy organizowali tę okupację wcześniej, a nie podchodzili do niej spontanicznie, jak to miało miejsce, musielibyśmy zastanowić się z wyprzedzeniem, jak rozwiązać ten problem. Na szczęście na konferencję naukową, która była początkiem okupacji, przyjeżdżały osoby z całej Polski – jeden ze studentów zarezerwował pokój (z łazienką) na piętrze hotelowym w DS Jowita. Gdy doszło do okupacji, wydawało się to idealnym rozwiązaniem naszego prysznicowego problemu. Ku naszemu zdziwieniu okazało się jednak, że w tym pokoju rzekomo zaistniała awaria, a najbliższy wolny pokój dla nas mógłby się znaleźć w akademiku oddalonym o prawie 10 kilometrów. Szybko udało nam się jednak ustalić, że możemy korzystać z prysznica znajdującego się na zapleczu socjalnym pracowników akademika. Jeden prysznic na kilkadziesiąt osób wciąż stanowił spore wyzwanie. Zorganizowaliśmy więc system zapisów, według którego każdy miał maksymalnie 15 minut na kąpiel o ustalonej godzinie. Część osób z Poznania myła się również u siebie w mieszkaniach. Higiena – bardzo ważna sprawa – siłą rzeczy dla wielu osób straciła swoje priorytetowe znaczenie. W ferworze działań i przy niesprzyjających okolicznościach logistycznych każde z nas musiało zdecydować się na jakiś kompromis w tym zakresie. To, czy były to krótsze kąpiele, rzadsze, czy może mniej dokładne – brane w umywalce zamiast pod prysznicem – podlegało indywidualnej ocenie.
Nastał jednak pamiętny 13 grudnia, gdy w pakiecie represji ogłoszonych przez rektorkę i kanclerza znalazł się również zakaz korzystania z prysznica. Wtedy trzeba było przeorganizować nasz system kąpielowy: poszczególne osoby mieszkające w Poznaniu deklarowały, że w ich mieszkaniach czy akademikach mogą myć się osoby uczestniczące w okupacji (zarówno przyjezdne z innych miast, jak i mieszkające daleko od Jowity lub w niekorzystnych warunkach). Ponownie zaczęliśmy tworzyć listy zapisów – tym razem jednak w bardziej rozproszony sposób.
Patrząc na to z perspektywy czasu, gdyby okupacja potrwała dłużej, brak dostępu do prysznica mógłby okazać się jednym z największych problemów. Tym bardziej jest to kwestia, której nie należy zaniedbywać w procesie przygotowawczym.
Fundusz strajkowy
Ponieważ okupacji raczej nie podejmują się organizacje dysponujące dużymi budżetami i możliwościami finansowania, bardzo ważne jest pozyskiwanie środków na przedłużanie i promocję protestu. W epoce internetu nie ma nic prostszego niż założenie zrzutki na którymś z dedykowanych serwisów. Jest to sposób nie tylko na wykorzystanie uwagi mediów do zebrania pieniędzy na jedzenie, plakaty, ulotki czy inne działania, lecz także na pokazanie władzom swojej siły i poparcia. Druk banerów daje duże możliwości nagłośnienia protestu w mediach, które mogą próbować wycinać niewygodne elementy okupacji, a jednocześnie wzmacnia tożsamość organizacji okupującej. Należy jednak pamiętać o ustaleniu od razu zasad dystrybucji zebranych środków oraz wyznaczeniu osoby odpowiedzialnej za wypłacanie pieniędzy.
Warto zbierać paragony w jednym miejscu i prowadzić prostą księgowość w arkuszu kalkulacyjnym, ponieważ z doświadczenia wiemy, że efekty takiej zrzutki mogą wielokrotnie przerosnąć wasze przewidywania.
Jedzenie
Musicie zadbać o to, by uczestniczki i uczestnicy okupacji mieli co jeść. Ważne, by nie było to po prostu „cokolwiek”, ale by posiłki były możliwie pożywne i zapewniały bazę energetyczną do dalszej walki politycznej – trudnej i męczącej nawet dla najedzonych i wyspanych osób. W Poznaniu sprawdziło się przywożenie ugotowanego jedzenia na miejsce dzięki zewnętrznemu wsparciu kolektywu Rozbrat oraz lokalnej grupy Food Not Bombs. Przez pierwsze kilka dni to dzięki ich pomocy mieliśmy codziennie śniadanie pozyskane ze skipów (freegańska praktyka polegająca na ratowaniu jedzenia wyrzucanego ze sklepowych śmietników) oraz ciepły, wegański posiłek. Wraz z rozwojem okupacji osoby, które wcześniej nie wchodziły w skład tych grup, musiały włączać się w proces przygotowania żywienia – zarówno w zdobywanie półproduktów, jak i gotowanie oraz transport. Jest to zadanie niezwykle ważne dla powodzenia całej okupacji – nawet godzinne opóźnienia w dostarczeniu obiadu powodowały wyraźną nerwowość i zaniepokojenie w grupie. Fundusz strajkowy, który udało nam się zbudować dzięki zbiórce, pozwolił na zakup jedzenia dla okupujących w dniach, gdy nie było zasobów, by przygotować je oddolnie.
Miłym zaskoczeniem były też spontaniczne działania osób spoza okupacji, które w geście solidarności przynosiły nam suchy prowiant lub niesprzedany towar z lokali gastronomicznych. By zachęcić do tego rodzaju działań, warto informować w social mediach o swoich potrzebach. My mówiliśmy nie tylko o przekąskach, ale na przykład o środkach czystości, karimatach czy innych istotnych drobnostkach. Nie wszystkie potrzeby i zachcianki byliśmy jednak w stanie zaspokoić grupowo. Czym innym jest jeden ciepły posiłek, a czym innym czyjś indywidualny zwyczaj picia jednego konkretnego słodkiego napoju. Z tego powodu codziennością okupacyjną stały się wyprawy do sklepu – właśnie po takie drobnostki. Wspólnotowa koordynacja bardzo ułatwia ten proces: jedna osoba zbierająca zamówienia na 20 różnych batoników jest przecież efektywniejsza niż 20 osób wybierających się samodzielnie po słodycze. Zatem przed okupacją trzeba zastanowić się nie tylko, co będziecie jeść, ale także dla ilu osób jesteście w stanie zapewnić pożywienie, na jak długo oraz co zrobić w sytuacji, gdy wasze plany będą musiały chwilowo ulec zmianie.
Komfort
Zaczynając prace nad protestem okupacyjnym, musicie stale pamiętać, że jest to przede wszystkim ciężka praca i akt politycznego oporu, a nie wydarzenie towarzyskie. Podkreślam to dlatego, że jest to specyficzna sytuacja, w której wszystkie uczestniczki i uczestnicy protestu powinni być gotowi na różnorodne kompromisy i ustępstwa w imię realizacji wspólnego celu. Powiedziawszy to, warto zadbać, by mimo zachowywania „dyscypliny” osoby uczestniczące w okupacji miały możliwie dużo komfortu i wygody – na ile pozwalają warunki. Bycie w stałym napięciu i dyskomforcie długoterminowo nie podniesie morale osób protestujących i zadziała kontrproduktywnie.
Czy w ogóle możliwe jest osiągnięcie jakiegokolwiek poczucia wygody w sytuacji, w której cały czas coś się dzieje, panuje chaos i konieczne są dynamiczne decyzje, przebywa się non stop w grupie kilkudziesięciu osób, a wszystko to w politycznej atmosferze podgrzewanej adrenaliną?
Odpowiedź nasuwa się sama. Są jednak pewne kroki, które można podjąć, by złagodzić tę sytuację. W Jowicie jednym z ważniejszych zadań było zadbanie o komfort snu i wypoczynku osób, które bardziej tego potrzebowały. Ustaliliśmy sztywne godziny ciszy nocnej, a także zamieniliśmy jedną z okupowanych sal w „pokój ciszy i nauki”. Było to miejsce, w którym w nocy ludzie spali, a w ciągu dnia można było się zdrzemnąć, pouczyć lub po prostu przebywać przy mniejszym natężeniu bodźców.
W trakcie trwania protestu, gdy udało nam się przejąć kolejną salę, przeznaczyliśmy ją na przestrzeń, w której można było być głośno nawet po ciszy nocnej (ze względu na dobre wygłuszenie), a także zaaranżowaliśmy w niej kącik muzyczny i artystyczny, dostępny przez całą dobę. Była to również przestrzeń pracy w podgrupach, równolegle do wydarzeń odbywających się w sali wykładowej. To tam przygotowywaliśmy się np. do spotkania z ministrem czy do konferencji prasowych. Pisząc to wszystko, chcemy, byście wiedzieli, że nie wydarzyło się to z dnia na dzień – musieliśmy nauczyć się tego na własnych błędach i przeżyć m.in. pierwszą, bardzo głośną noc w okupowanej Jowicie, podczas której ludzie chcieli (co zrozumiałe) dzielić się do późna swoimi emocjami i przeżyciami.
Rzeczą, która dawała poczucie komfortu i spokoju, był podział codziennych zadań i organizowanie się w ramach wspólnoty. Jest to coś, na co chyba żadne z nas nie było przygotowane – a tym bardziej nie spodziewaliśmy się, że wyjdzie nam to tak dobrze. Mowa tu o prozaicznych kwestiach, takich jak sprzątanie, zmywanie czy wietrzenie. Niezależnie od sytuacji zawsze znajdowały się osoby, które brały na siebie tę odpowiedzialność. Zwykle działo się to spontanicznie – ktoś po prostu bardziej niż inni czuł się odpowiedzialny za pozmywanie kubków po herbacie czy wyrzucenie śmieci. Czasem jednak organizowaliśmy się bardziej świadomie, np. gdy trzeba było posprzątać przestrzeń przed przyjazdem ministra, zrobić gruntowne porządki przed opuszczeniem budynku albo po prostu przewietrzyć przestrzeń, gdy robiło się zbyt duszno, a słaba wentylacja nie dawała innych możliwości niż zorganizowanie przeciągu w całym budynku. Te prozaiczne rzeczy trudno zaplanować, ale bez nich na pewno czulibyśmy się znacznie gorzej podczas protestu.
Planowanie
To, co można zaplanować i co sprawiało, że czas mijał mniej monotonnie oraz pozwalało nam wszystkim choć częściowo oderwać umysł od walki o Jowitę, to dobrze zorganizowany kalendarz wydarzeń – wykładów, warsztatów i prelekcji. Podczas całego protestu odwiedziło nas wiele gościń i gości, którzy, opowiadając o tematach związanych z socjalnym oporem młodych ludzi, intrygowali i inspirowali nas każdego dnia na różne sposoby. Dobrą rzeczą, którą możecie zrobić przed protestem, jest stworzenie planu wydarzeń na pierwsze dni okupacji. Dzięki temu staje się ona nie tylko atrakcyjna dla osób z zewnątrz, ale też buduje lepszą atmosferę wewnątrz. Równie ważne jest, by nie polegać wyłącznie na osobach z zewnątrz, lecz korzystać z zasobów waszych organizacji.
Być może w waszym gronie jest ktoś, kto specjalizuje się w jakimś temacie? Albo chciałby szerzej przedstawić jakąś kampanię? Może któraś z osób będzie w stanie poprowadzić wartościową dyskusję albo warsztat dla reszty protestujących? W ten sposób członkinie i członkowie okupacji są angażowani w „program edukacyjny” nie tylko biernie, ale również czynnie. Dodatkowo tworzy to w waszych organizacjach przestrzeń do rozwoju różnych kompetencji i wymiany doświadczeń.
Pamiętajcie jednak – nie przewidzicie wszystkiego. Nie będziecie gotowi na każdy scenariusz, zawsze będzie wam czegoś brakować, będziecie niezadowoleni z konkretnych sytuacji i wyborów, a środki, którymi będziecie dysponować, zawsze będą niewystarczające. Im szybciej się z tym pogodzicie, tym lepiej – choć chyba nikomu nigdy nie udało się to w stu procentach. Protest okupacyjny nie zawsze musi być dobrą zabawą, ale może stać się ogromnym krokiem dla organizacji i ruchu. Radykalnie odzyskiwaną przestrzenią polityczną, nad którą będziecie sprawować wyłączną, wspólnotową kontrolę. Będzie też na pewno ogromną lekcją – nie tylko o tym, jak zorganizować okupację, ale także o waszych strukturach organizacyjnych i o was samych. Mamy nadzieję, że za kilka lat będziemy mogli przeczytać ulepszoną wersję tego manuala, wzbogaconą o wasze doświadczenia i rady. Powodzenia!
Aleksandra Taran, Jakub Straszewski
fotografie: Jarosław Hemmerling
Okupacja
