ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Wyzwolić Kościół! | KOŚCIÓŁ, LEWICA, KONFLIKT

3 kwietnia 2026

Wyzwolić Kościół! | KOŚCIÓŁ, LEWICA, KONFLIKT

Tekst, który przeczytacie poniżej, jest częścią serii Kościół, lewica, konflikt, w toku której będziemy wydawać opiniotwórcze teksty wyrażające nasze perspektywy na sprawy związane z ideologią i polityką kościoła katolickiego.

Jesteśmy nie tylko młodymi związkowcami i związkowczyniami, ale też ludźmi pilnie obserwującymi i analizującymymi świat w którym żyjemy. Dlatego zależy nam zarówno na codziennym organizowaniu się, jak i na przedstawianiu krytycznych refleksji nad rzeczywistością. Mamy nadzieję, że jest to ledwie pierwsza z wielu serii tematycznych – bo w Polsce jest wiele rzeczy, które należy krytykować i o których trzeba rozmawiać. 



Rwijmy więzy mamony!

Bez wahań – bez oglądania się na to, „co będziemy jedli, albo czym będziemy się odziewali”, bo tego poganie pilnie szukają.

My szukajmy najpierw „Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego”

Ks. Jan Zieja1

 

Wszystko w Kościele, co opiera się o siły tego świata, jest podejrzane

Andrzej Grzegorczyk2


Koledzy z Koła Młodych Inicjatywy Pracowniczej zasugerowali mi napisanie tekstu do nowego numeru ich czasopisma internetowego. Ów numer jest poświęcony tematyce Kościoła i jego uwikłania w władzę i kapitał. Zaproponowali mi przy tym, abym napisał pewne krytyczne uwagi z perspektywy chrześcijańskiej. Chciałbym podkreślić, iż bardzo cieszy mnie to zaproszenie, gdyż uważam, że pomiędzy lewicą chrześcijańską a lewicą laicką potrzebne są ożywiony dialog w płaszczyźnie teoretycznej i ścisła współpraca w płaszczyźnie praktycznej.

Myśl chrześcijańska stworzyła narzędzia intelektualne, za pomocą których możemy krytykować wiele zjawisk społecznych, takich jak system kapitalistyczny, militaryzm, czy kolonializm. Narzędzia te chrześcijanie mogą, a nawet muszą, stosować do krytyki samych siebie, tj. do krytyki Kościoła. Chrześcijanie muszą mieć odwagę krytycznego spojrzenia na samych siebie. Dla takiej samokrytyki niezwykle pomocnym impulsem może być refleksja przedstawicieli lewicy laickiej, ale także przyjrzenie się samemu rdzeniowi moralności chrześcijańskiej, uważne rozważanie historii upadków i wzlotów Kościoła oraz zapoznawanie się z refleksjami różnych „radykałów” chrześcijańskich wszystkich epok. 

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie powinniśmy krytykować w Kościele jest zbyt częsta niechęć i niezdolność do refleksji samokrytycznej. Ojciec Aleksander Mień pisząc o chrześcijaństwie swoich marzeń, pisał, iż jest to takie chrześcijaństwo, które nie lęka się spojrzeć krytycznie na przeszłość Kościoła, idąc tu za przykładem nauczycieli Starego Testamentu i Ojców Kościoła3. Starotestamentowi Prorocy bez przerwy z niezwykłą czujnością badali i demaskowali stan własnej wspólnoty religijnej, podobnie, jako dobrzy duszpasterze, robili Ojcowie Kościoła.

Wyrażając swoje poglądy, jako historyk filozofii, badający myśl różnych „radykałów” chrześcijańskich, będę często się odwoływał do poglądów ludzi o wiele ode mnie mądrzejszych. Mam nadzieję, że moja „cytatomania” zostanie mi (przez redakcję i czytelników) wybaczona.

Zanim powiem czym Kościół jest, chciałbym zacząć od tego, czym Kościół nie jest, a w każdym razie czym nie jest w sposób wyłączny. W naszej polskiej publicystyce, jak i w mowie potocznej słowo „Kościół” jest często używane jako synonim kleru bądź hierarchii biskupiej. Jest to myślenie zawężające, świeccy tak samo jak duchowni stanowią część jednego Ludu Bożego (co zostało bardzo silnie podkreślone w nauczaniu Soboru Watykańskiego II). 

Słowo „Kościół” bywa używane też na określenie któregoś z wielu różnych wyznań chrześcijańskich, na przykład na określenie Kościoła Katolickiego albo Kościoła Prawosławnego. Uznaję to znowuż za zawężające. Kościół, jako Mistyczne Ciało Chrystusa, może być tylko jeden, gdyż jest tylko jeden Chrystus. W Credo wyznajemy wiarę w jeden Kościół, wszystkie te „Kościoły” są tak naprawdę częścią jednego wielkiego Kościoła (chociaż nie zawsze są tego świadome, głosząc się nawet niekiedy wyłącznymi Kościołami).

Kolejnym błędnym skojarzeniem z Kościołem jest wiązanie go z pewnymi ograniczającymi skojarzeniami geograficznymi, mającymi swoje groźne korzenie jeszcze w starożytności. Kościół wykracza poza granice naszego „kręgu kulturowego”, „naszego imperium” (jeśli akurat takie mamy) i naszego regionu społeczno-gospodarczego. Jak wskazuje wybitny teolog pochodzący z Wietnamu Peter C. Phan w 1900 roku 82% chrześcijan mieszkało w krajach „Globalnej Północy”, teraz (dane na rok 2020) proporcje te się odwróciły; tylko 33% współczesnych chrześcijan żyje w krajach Globalnej Północy, podczas gdy 26% chrześcijan żyje w samej Afryce4.

Czym zatem jest Kościół? Wspólnotą Bogoczłowieczą, o której twierdzimy w Wyznaniu wiary, że jest jedna, święta, powszechna i apostolska. Swoją jedność i świętość Kościół opiera na Bogu. Kościół jest święty nie dlatego, że ludzie go tworzący są święci (tak, błędnie, rozumieli świętość Kościoła donatyści), lecz dlatego, że Bóg jest święty i do świętości ludzi wzywający oraz w osiągnięciu jej wspomagający („Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz” Kpł 19, 2). Słynne hasło święty Kościół grzesznych ludzi, jakkolwiek jest trafnym opisem, nie może być traktowane jako usprawiedliwienie grzechów ludzi Kościoła, lecz jako wezwanie do naśladowania tego, dzięki któremu pomimo naszej grzeszności Kościół jest święty. 

Mam tymczasem wrażenie, iż święty Kościół grzesznych ludzi jest traktowany często (i całkowicie niepoprawnie) jako formuła usprawiedliwiająco-uspokajająca, jest w tym coś z krytykowanego przez Andrzeja Grzegorczyka beztroskiego optymizmu w Kościele, streszczającym się w stwierdzeniu, iż Kościół zawsze ma czas", jest wieczny, może odczekać zły okres, bo i tak Bóg kiedyś przecież doprowadzi go do obiecanego kresu5. Dalej polemizuje z taką postawą, pisząc: Tymczasem nawet wierząc, że doprowadzi, należy sobie już dziś zadać pytanie: za jaką i czyją cenę? Czy my już teraz nie jesteśmy wezwani, żeby tej ceny zapłacić naszym dzisiejszym wysiłkiem?6

Podobnie Chrystus ustanowił jeden Kościół, to zaś, że myśmy go podzielili to jest nasza sprawa i nasz grzech, ale on dla Boga nie jest wiążący, wciąż istnieje pewna „głębinowa” jedność pomimo rozłamów i pęknięć na „powierzchni” Kościoła. Ciało jest jedno, lecz tragicznie porozdzielane, doprowadzone do stanu inwalidztwa. Ta „głębsza” i nieraz niedostrzegalna jedność jest zarazem wezwaniem do ponownego pełnego zjednoczenia Kościoła.

Pętające więzy władzy, ziemskiego prestiżu i kapitału są główną przyczyną pęknięć i rozłamów w Kościele, które mogą utrudniać dostrzeżenie jedności Kościoła. Wielu Ojców Kościoła podkreślało niebezpieczeństwo związane z bogactwem i własnością prywatną, i przywiązaniem do nich, wskazując na to, iż są one przyczyną konfliktów (w tym konfliktów zbrojnych, ale nie tylko), pozwolę sobie przytoczyć tylko dwa prezentujące te poglądy cytaty, jeden ze Świętego Augustyna i jeden ze Świętego Bazylego Wielkiego:

Uważajcie kochani. Ze względu na to, co posiadamy pojedynczo, powstają spory, nieprzyjaźnie, niezgody, wojny pomiędzy ludźmi a także zamęt, występowanie przeciwko sobie jednych przeciwko drugim, zgorszenia, grzechy, nieprawości, zabójstwa. Ze względu na co? Z powodu tego, co każdy z nas posiada. Czyż kłócimy się o to, co wspólnie posiadamy? Tym samym powietrzem wspólnie oddychamy, słońce jednakowo wszyscy widzimy. Błogosławieni zatem ci, którzy w taki sposób gotują miejsce dla Pana, że nie cieszą się czymś jako własnym.7

Dopóki trwa przy tobie bogactwo, ta podstawa wojny, dla której kuje się oręż, dla której ostrzy się miecze? Z powodu niego krewni nie znają przyrodzonych więzów, bracia spoglądają na siebie morderczo; z powodu bogactwa pustkowia chowają morderców, morze korsarzy, miasta donosicieli. Kto jest ojcem kłamstwa? Kto podrabiaczem fałszywych dokumentów? Kto ojcem kłamstwa? Czy nie bogactwo? Czy nie zabieganie o nie? Co się z wami dzieje ludzie?8

Andrzej Grzegorczyk, rozważając nad przyczynami schizmy dzielącej chrześcijaństwo na zachodni katolicyzm i wschodnie prawosławie, niejako potwierdza słuszność przekonań Ojców Kościoła na temat przyczyn konfliktów. Oto, co pisze Grzegorczyk:

Podziały w Kościele są niewątpliwie zawinione przez obie strony. Ale wina może zaczynać się znacznie wcześniej, gdy o powstaniu podziału nikt jeszcze nie był w stanie pomyśleć, a może tylko nie zadał sobie trudu. Wtedy miały miejsce podstawowe zaniedbania, brak wewnętrznego wysiłku umysłu lub serca , które tworzyły sytuację, w której mała iskierka mogła wywołać wielki pożar. Można przypuszczać, że jedną z podstawowych przyczyn podziałów w Kościele było powiązanie funkcji religijnych z ziemskim bogactwem. Już sam bogaty wystrój świątyń, bogate stroje liturgiczne księży, a następnie idące za tym bogactwo i wygoda życia wzorowane na możnych tego świata działały alienująco. Świecki prestiż biskupów i Wschodu, i Zachodu wzorowany był na prestiżu możnych tego świata. Mam wrażenie, że (zwłaszcza w zachodnim Kościele) wytworzyła się sprzeczna z duchem chrześcijaństwa, dzieląca ludzi kultura hierarchicznego dystansu. Wytworzona została w Kościele społeczna potrzeba obrony prestiżu. Może naprawdę dopiero w naszym wieku Kościół zaczyna wypracowywać właściwy styl udziału w życiu zbiorowym. Kościół skromny, biedny i skupiony na pracy misyjnej nie uległby podziałowi. Papieże, którzy stali się po kilku wiekach monarchami Rzymu, otoczeni zostali demoralizującym ceremoniałem.9

Grzegorczyk podkreśla przy tym, iż wiele prób jednoczenia Kościoła, takich jak Unia Brzeska czy Sobór Florencki były rozwiązaniami ziemskimi, z tego świata, zewnętrznymi i administracyjnymi a przez to nie rozwiązującymi problemu schizmy, gdyż nie dotykającymi jej przyczyn10. Tymczasem, jak pisze Grzegorczyk Gdybyśmy od początku dokładnie żyli wskazaniami z Chrystusowego Kazania na Górze, nie byłoby oczywiście żadnych problemów. Nowa sytuacja jest więc najpierw wezwaniem do powrotu do życia Ewangelią i widzenia całości spraw w świetle Ewangelii11.

Kościół, aby żył w pełnej jedności, jak i pełnej świętości, powszechności i apostolskości, musi stać się Kościołem ubogim i dla ubogich. Jest to jeden z głównych wniosków, jaki można wyciągnąć z powyżej przytoczonych rozważań Grzegorczyka i jedna z głównych myśli, jakie chciałbym sformułować w tym tekście. Chciałbym przy tym podkreślić, iż tylko Kościół ubogi może być Kościołem dla ubogich, gdyż tylko Kościół wyzwolony od bogactwa, chciwości i interesów klasowych jest zdolnym służyć ubogim.  Tylko taki Kościół jest w stanie rozumieć i wsłuchiwać się w potrzeby ubogich i być blisko nich. W końcu, tylko taki Kościół jest w stanie być „szpitalem polowym”, do czego wzywał papież Franciszek. Oczywiście Kościół jako całość nie jest taki, ale mamy pewne doświadczenia i wspólnoty, które były i są „laboratoriami” Kościoła ubogich i dla ubogich: Mali Bracia założeni przez Karola de Foucauld, ruch księży-robotników we Francji, farmy spółdzielcze „Katolickiego robotnika” (ruchu założonego przez Petera Maurina i Dorothy Day) w Stanach Zjednoczonych czy zakład dla ociemniałych w Laskach.

Bogactwo Kościoła, co sugeruje w powyżej cytowanym fragmencie Grzegorczyk, jest przyczyną nie tylko podziału Kościoła na wiele wyznań (które w przeszłości nieraz tępiły się wzajemnie „ogniem i mieczem”), ale i dystansem między świeckimi a klerem. Bogactwo i splendor tego świata zrodziły alienację i antagonizm między klerem a świeckimi, oraz związany z tym klerykalizm i klerykalną wizję Kościoła (sprowadzającą Kościół do duchowieństwa). Ksiądz Jan Zieja w napisanym przed wojną tekście Do braci kapłanów pisał: 

Żeby zapewnić sobie „należyte mieszkanie”, budujemy wielopokojowe plebanie i prowadzimy wielkie gospodarstwa, my – „apostołowie”, do których powiedziano „nie miejcie złota, ani srebra… ani dwu sukien”, my samotni, podczas gdy nasi bracia, obarczeni nieraz siedmiorgiem dzieci, w jednej izbie lichej mieścić się muszą obok naszej obszernej plebanii. […] Na ogół dotąd w opinii wiernych należymy do „panów” i „bogaczy”  i sami do ich rzędu pchamy się niezdarnie, podczas gdy powinniśmy, wszystkim błogosławiąc: i bogatym i ubogim – sami być najuboższymi.12

Myślę, że trudniej o lepszy od tych słów z 1931 roku komentarz do spraw takich jak osiedle maltańskie w Poznaniu, czy kamienice przy ul. Józefa i Bożego Ciała w Krakowie, które Zakon Kanoników Regularnych postanowił sprzedać deweloperowi, aby ten, po wyrzuceniu wszystkich lokatorów, zrobił na tym miejscu hotel. 

Świeccy, wiedząc, że kler nie jest tożsamym z Kościołem, oraz będąc świadomymi tego, że są częścią Kościoła (która powinna za ową wspólnotę czuć się współodpowiedzialna) powinni mieć odwagę protestować przeciwko niegodziwym działaniom kleru i mieć świadomość, iż tak jak krytykowanie niegodziwych działań świeckich nie jest „atakowaniem Kościoła”. Tak samo „atakowaniem Kościoła” nie jest protestowanie przeciwko niegodziwościom dokonywanym przez kler. 

Świeccy mogą się w tej kwestii wiele nauczyć między innymi od wspomnianej powyżej Dorothy Day, która wielokrotnie wchodziła w konflikty z biskupami Nowego Jorku, między innymi biorąc udział w strajku grabarzy pod siedzibą biskupią13. Do tej postawy odwołała się w ankiecie w Magazynie „Kontakt” pt. Chrześcijaństwo przyszłości, chrześcijaństwo marzeń moja koleżanka Paulina Model, która napisała, iż puszczając „wodze fantazji” wyobraża sobie wiernych, którzy po sumie idą okupować kurie, dopóki prawodawstwo i praktyka wobec osób skrzywdzonych w Kościele nie będą godne i dobre. W pamięci mają Katarzynę ze Sieny, Oskara Romero czy Dorothy Day14.

W kontekście świeckich i duchowieństwa jako części Ludu Bożego warto podkreślić, iż niekiedy stwierdzenie, iż „kościół to nie tylko kler” bywa formułowane po to, aby niejako „poklepać się po ramieniu” i powiedzieć „nie jest w Kościele aż tak źle”. Otóż jest to uspokajanie całkowicie bezzasadne, a jest takim z dwóch powodów.

Po pierwsze, uznając, iż świeccy są częścią Kościoła należy inaczej badać udział „ludzi Kościoła” w różnego rodzaju zbrodniach i niegodziwościach. Skoro „ludzie Kościoła” to także świeccy, to np. badacze zajmujący się współpracą „ludzi Kościoła” z faszystowskimi i komunistycznymi reżimami totalitarnymi powinni pisać nie tylko o duchownych (a zwłaszcza biskupach), ale także o rzeszach świeckich, którzy czy to ze względu na oportunizm czy też ze względu na „opętanie” ideologiczne współpracowali z owymi reżimami. Podobnie dziś, zastanawiając się na temat udziału Kościoła w odradzaniu się faszyzmu we współczesnych czasach (w ruchach rasistowskich, ksenofobicznych, antymigranckich) a także w promowaniu ideologii liberalizmu gospodarczego, należy uwzględniać nie tylko wypowiedzi garstki biskupów (takich jak bp. Wiesław Mering), ale także postawy ogromu ludzi świeckich. To jest wielka klęska Kościoła, zwłaszcza u nas, w Polsce, coś poszło w formacji chrześcijańskiej „nie tak”

Po drugie, świeccy i duchowni wzajemnie się kształtują. Bardzo często owo „wzajemne kształtowanie” jest wzajemnym demoralizowaniem, istnieje „sprzężenie zwrotne” między bogactwem, przywiązaniem do dóbr ziemskich oraz niewrażliwością na sprawy społeczne i bezrefleksyjnością w tej dziedzinie obecnymi u duchownych a obecnymi u świeckich.

Po omówieniu kwestii wyznań chrześcijańskich oraz dystansu między klerem a świeckimi, wypada przejść do omówienia trzeciego pęknięcia w Mistycznym Ciele Chrystusa – a mianowicie do kwestii nacjonalizmów i imperializmów „chrześcijańskich”. Znowuż jest to problem związany z bogactwem, chciwością i nierówną dystrybucją dóbr. Wielu członków Kościoła uwiedzionych przez prawicowe ideologie w kwestiach sprawiedliwości globalnej oraz migracji, powiedziałoby zapewne „A kogóż ja krzywdzę, zatrzymując to, co jest moje”; w całej Polsce słychać hasła „Polak w Polsce gospodarzem” (hasła iście pogromowe, podobną retorykę „gospodarowania” stosowali w międzywojniu polscy antysemici); pozwólmy sobie zestawić to z następującą wypowiedzią jednego z największych nauczycieli wiary, Świętego Bazylego Wielkiego:

„A kogóż ja krzywdzę – mówi chciwiec – zatrzymując to, co jest moje?” – Co jest twoje, powiedz mi? Skądeś to wziął i przyniósł do domu? Jak gdyby ktoś zająwszy w teatrze miejsce na widowni, nie chciał tam wpuszczać przychodzących, uważając za swoją własność to, co wspólnie stoi otworem dla powszechnego użytku: tak właśnie postępują bogacze. Zająwszy bowiem naprzód wspólną własność, przywłaszczają ją sobie na podstawie wcześniejszego zajęcia. A gdyby każdy zabierał sobie tylko to, co wystarcza na jego własną potrzebę, a to co nadto pozostawiał potrzebującemu, to nikt nie byłby bogaty i nikt biedny.15

W Kościele czasów starożytnych dominowały silne tendencje, które moglibyśmy dziś nazwać internacjonalistycznymi i przeciwstawiającymi się pogardzie Greków i Rzymian wobec barbarzyńców. Chrześcijaństwo pojawia się na peryferiach Imperium Romanum i bardzo szybko (zarówno dosłownie jak i w przenośni) przekracza jego granice. Św. Paweł pisał: „A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich [jest] Chrystus” (Kol 3, 11). Tacjan Syryjczyk (a za nim Klemens Aleksandryjski, etniczny Grek) na przekór grecko-rzymskiej ksenofobii głosił, iż jest wyznawcą barbarzyńskiej filozofii (jaką jest chrześcijaństwo) i dodawał „Nie bądźcie, o Grecy, aż tak bardzo wrogo nastawieni do barbarzyńców”16. Autor Listu do Diogneta pisał: 

Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym. […] Mieszkają w miastach helleńskich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież całym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz paradoksalne prawa, jakimi się rządzą. Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.17

W trochę późniejszym okresie Tertulian (z typową dla siebie ostrością wyrazu) napisał: „Dla nas, chrześcijan, nie ma nic bardziej obcego niż republika! Uznajemy tylko jedną, republikę wszystkich ludzi, cały świat”18

Takie poglądy głoszono i praktykowano w czasach, w których Kościół był prześladowany. Nastały jednak czasy Konstantyna i Kościół najpierw zaczął być tolerowany a następnie „popierany” przez władzę państwową. Od czasów tych, jak twierdzi Tołstoj cały pogański ustrój życia uznano za akceptowalny i nie zmieniono go, lecz tylko obleczono w chrześcijańskie szaty, obwołując chrześcijańskim19, dodawał przy tym:

Kościół chrześcijański od czasów Konstantyna nie żądał od swych członków żadnych uczynków. Nawet nic nie żądał w kwestii powstrzymania się przed czymkolwiek. Uznał i uświęcił wszystko, co było w świecie pogańskim. Uznał i uświęcił i rozwód, i niewolę, i sądy, i wszystkie władze, które istniały, i wojny, i kaźnie, a żądał przy okazji chrztu tylko słownego wyrzeczenia się zła, i to jedynie początkowo, bo z czasem w trakcie chrztu niemowląt przestano wymagać nawet tego.20

Poglądy bliskie tym wypowiedzianym przez Lwa Tołstoja głosił w Polsce Ks. Jan Zieja, który pisał:

Ale gdy cesarze rzymscy, zamiast prześladować wierzących w Chrystusa, zaczęli otaczać ich opieką, a nawet udzielać im różnych przywilejów, w społeczności chrześcijańskiej zaczęło się coś chwiać i zmieniać, aż doszło do zaniechania wysiłków zmierzających do realizowania tego Królestwa Bożego, którego słudzy „nie chwytają za miecz i nie biją się nawet w obronie swego Króla”. Zamiast słuchać głosu Boga jedynego: „Nie będziesz zabijał”, zaczęto słuchać po dawnemu „bogów cudzych” (cesarzów, królów, książąt, panów, wodzów i rządów państwowych), rozkazujących zabijać, i to w imię odpowiedzialności przed historią, nowym najwyższym bóstwem wśród tych fałszywych „bogów cudzych”. A różne filozofie, teologie, autorytety religijne, a później i popularne katechizmy – pochwalały to i zalecały. Tak że prorok Izajasz mógłby i do narodów „chrześcijańskich” wołać z wyrzutem: „Ręce wasze są pełne krwi” (Iż 1, 15). I tak jest do dnia dzisiejszego.21

Również Włodzimierz Sołowjow, który w wielu kwestiach prezentował odmienne stanowisko od Tołstoja, co do zasady zgadzał się z nim w kwestii oceny sytuacji chrześcijaństwa po Konstantynie. Sołowjow twierdził, że po Konstantynie doszło w Kościele do kompromisu między pogaństwem a chrześcijaństwem i, jak podkreśla, kompromis ten nie polegał na wynikającym ze słabości „ugięciu się” bądź „potknięciu” w drodze do chrystianizacji rzeczywistości, lecz na zaniechaniu dążenia do takiej chrystianizacji i zamiast tego na czysto nominalnym „ochrzczeniu” pogańskiego sposobu życia i sprowadzeniu chrześcijaństwa do roli „ornamentu”22. Sołowjow podkreśla przy tym, że zmiany, jakie zapanowały za czasów Konstantyna, sprawiły, że po raz pierwszy w dziejach ludzie zaczęli wstępować do Kościoła ze względów oportunistycznych, aby naśladować elity, bądź zrobić karierę urzędniczą23.

Sołowjow jednocześnie zwraca uwagę na to, że ludzie Kościoła także przed epoką Konstantyna nie byli doskonali (co nie sprawia, iż byli aż tak niedoskonali jak po Konstantynie). Sołowjow zauważa, że nawet Apostołowie, przebywający z Jezusem upadali – Piotr najpierw sięga po miecz i odcina ucho słudze arcykapłana, aby bronić Jezusa, a następnie (tego samego dnia) trzy razy się Go wypiera; z kolei Jakub i Jan, widząc niegościnność mieszkańców samarytańskiego miasteczka wobec Jezusa, mówią do Niego „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich” na co Jezus odpowiada Nie wiecie, jakiego ducha jesteście! Syn człowieczy nie przyszedł, aby zatracać dusze, lecz aby je zbawić (Łk 9, 51 – 56)24.

Sołowjow twierdzi, iż paradoksalnie pewien szczególny okres wierności moralności chrześcijańskiej przyszedł w Kościele „dopiero po fizycznym rozstaniu” z Chrystusem, za czasów wspólnoty Jerozolimskiej (której doświadczenia społeczno-duchowe były zawsze inspiracją dla wszystkich ruchów odnowy w historii Kościoła)25, która została w następujący sposób opisana w Dziejach Apostolskich:

Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze [uzyskane] ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby. (Dz 4, 32 – 35) 

Jednakże okres ten kończy się jeszcze przed nastaniem Konstantyna, jak bowiem zauważa Sołowjow już w Listach Apostolskich dominuje „charakter demaskatorski”, świadczący o upadku moralnym wspólnot, do których owe listy były skierowane26.

Istotnym i zwrotnym momentem w dziejach filozofii chrześcijańskiej jest moim zdaniem traktat Optata z Milewy skierowany przeciwko donatystom, napisany w mniej niż pół stulecia po śmierci Konstantyna. Optat usprawiedliwia w nim stosowanie przemocy przez władze Imperium Romanum wobec członków schizmatyckiej grupy donatystów (Optat bowiem uważa donatystów za schizmatyków a nie heretyków), traktat ten jest nowatorski w najgorszym sensie tego słowa. Pozwolę sobie przytoczyć tylko jedno (lecz bardzo znamienne) zdanie z tego traktatu: Ponieważ to nie państwo jest w Kościele, ale Kościół w państwie, więc znaczy to, że Kościół znajduje się w ramach Imperium Rzymskiego, w nim mieszka święty stan kapłański, niewinność i dziewiczość, których nie ma w krajach barbarzyńców, ale nawet jeśli tam są, to w każdym razie nie mają zabezpieczonego istnienia27.

Koncepcja Optata jest problematyczna nawet z perspektywy czysto historycznej, w czasach, w których pisał te słowa nie dość, że istniało ogrom chrześcijan wśród ludów barbarzyńskich mieszkających poza granicami Cesarstwa Rzymskiego, to również poza granicami owego imperium istniały państwa, których władcy przyjęli chrzest (np. Gruzja i Etiopia). Wewnątrz samego Cesarstwa istniało również wielu chrześcijan – barbarzyńców i warto podkreślić, że znaczna część donatystów była barbarzyńcami, a spór donatystyczny miał silny podtekst etniczno – polityczny. Optat z Milewy, powołując do życia ideologię „imperializmu chrześcijańskiego”, „wypycha” te spore rzesze ludzi poza granice Kościoła.

Śladami Optata poszli wszyscy inni wyznawcy „imperializmu chrześcijańskiego” (czy to w wersji francuskiej, brytyjskiej, amerykańskiej czy last but not least rosyjskiej) jak i wszyscy inni (w tym polscy) wyznawcy „nacjonalizmu chrześcijańskiego”, próbujący w sposób mniej lub bardziej udany stworzyć „własne imperium chrześcijańskie”. Takie państwo, które „zabezpieczałoby istnienie” Kościoła, a zarazem redukowałoby ów „Kościół” do roli w pełni ujarzmionej części państwa, poza którym to państwem nie ma już Kościoła. Taką właśnie ideę kontynuował i kontynuuje nasz polski „nacjonalizm katolicki”, w którym katolicyzm redukuje się do znamienia, pozwalającego odróżnić Polaka – katolika od wyznającego protestantyzm Niemca, wyznającego prawosławie Rosjanina i wyznającego judaizm Żyda.

Pomimo zarysowanego powyżej rozkładu moralności chrześcijańskiej w Kościele, w XIX wieku przyszedł jeszcze większy moralny upadek Kościoła, upadek związany z udziałem członków Kościoła w wyzysku kapitalistycznym i kolonialnym. Andrzej Grzegorczyk pisał o tym w sposób następujący:

Europa w XIX wieku uchodzi na ogół za chrześcijańską, tymczasem całość europejskiej kultury popada w wielkie sprzeniewierzenie się zasadom miłości bliźniego, sprzeniewierzenie się w czynie, jakiego być może nie było od początku chrześcijaństwa. Chrześcijańskie zasady miłości bliźniego nie przeniknęły do fabryk ani do żadnych zakładów produkcyjnych. Większość klasy robotniczej pracowała w warunkach wyzysku, całkowicie przeczących zasadom chrześcijańskiej sprawiedliwości. Wyzysk kapitalistyczny w wielu krajach stawał się znacznie większą niesprawiedliwością aniżeli starożytne niewolnictwo. Ci, którzy mają w ręku kapitał lub władzę, potrafią ujarzmić i zmusić do praktycznego niewolnictwa całe warstwy ludności. Dążenie do bogacenia się, równie dalekie od chrześcijańskich ideałów – prowadziło zresztą nie tylko do wyzysku kapitalistycznego, ale przede wszystkim do znacznie brutalniejszego wyzysku kolonialnego, charakteryzującego się masowym uciemiężeniem, bestialskim traktowaniem ludzi i masowymi morderstwami. Wojny kolonialne, traktowanie Murzynów jak robocze mięso, to zbrodnie tego rzędu, co zbrodnie hitlerowskie ostatniej wojny28.

Grzegorczyk pisze w tym kontekście: Spośród wielu różnych form zakłamania kultury chrześcijańskiej w Europie, właśnie wyzysk kapitalistyczny trafił na najmocniejszą siłę gotową do sprzeciwu. Siłą tą były masy robotnicze. Ruch socjalistyczny to jedna z postaci buntu przeciwko zakłamaniu chrześcijańskiej formacji kulturalnej wytworzonej w XIX wieku29. Powstanie ruchu socjalistycznego, którego znaczną część stanowili ateiści, stanowi moim zdaniem (i jak mi się wydaje, również zdaniem Grzegorczyka) jeden z najbardziej wyrazistych przykładów wykraczającego poza granice Kościoła działania Ducha Świętego. Również we współczesnym ruchu socjalistycznym (a w każdym razie w jego demokratycznym i stroniącym od przemocy rewolucyjnej nurcie) chrześcijanie powinni dostrzec działanie Ducha Świętego.

W tym kontekście warto zauważyć, że Grzegorczyk pisze o popularności ateizmu jako o skutku upadku Kościoła: Czy można się dziwić, że ateizm roztacza coraz szersze kręgi, gdy pozornie chrześcijańska ludność postępuje w sposób niechrześcijański? Ateiści pytają się: „Czy chrześcijanie głoszą miłość i prawdę, jeśli patrzą lub biorą udział w tych wszystkich zbrodniach?30. Ponadto Grzegorczyk w sposób następujący komentował powstałe w XIX wieku materialistyczne koncepcje religii:

Powstają materialistyczne teorie genezy religii. Wszystkie te teorie opierają się zresztą na trafnych spostrzeżeniach dotyczących aktualnego życia różnych grup chrześcijan. Chrześcijanie sami dali powód do tego, że materialiści, patrząc na ich życie, doszli do wniosku, iż religia jest formą wyzysku, narzędziem polityki lub przebrzmiałym elementem prymitywnej mentalności. Chrześcijanie dają świadectwo głębi swej wiary lub też usprawiedliwiają powstanie materialistycznej hipotezy o jej czysto ziemskich celach. Oczywiście nieusprawiedliwione były uogólnienia materialistycznych teoretyków, ale podstawą do uogólnień była trafna obserwacja socjologiczna31

François Mauriac, jeden z najwybitniejszych francuskich intelektualistów katolickich XX wieku, napisał tekst pt. Naśladowanie oprawców, ów tekst bardzo dobrze nadaje się do podsumowania powyższych rozważań, pozwolę sobie na drobne streszczenie.

Mauriac pisze: Chrystus był także człowiekiem, – jest człowiekiem – ta prawda w tej mierze, w jakiej przyjęta została przez ludzi, powinna była przynieść zasadniczy przewrót w historii dzikości ludzkiej32. I owszem, Mauriac zauważa, iż jakieś zmiany zaszły i przy nadmiernym optymizmie można by je uznać za coś pocieszającego, jednakże jak ostrzega Mauriac Nie szukajmy jednak pocieszeń ani uspokojenia33.

Mauriac podkreśla, iż Chrystus nadał godność ludziom ubogim i z marginesu poprzez akt wcielenia oraz przez utożsamienie się z nimi w biblijnej scenie sądu ostatecznego (Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie Mt 25, 35 – 36)34. W kontekście wcielenia Mauriac podkreśla, że Chrystus postanowił stać się jednym z ludzi z peryferii, aby podkreślić swoją więź i solidarność z nimi: Mógł być bogaty lub biedny. Wolał być biedny. Mógł należeć do rasy panów, panów tamtych czasów – Rzymian. Wolał urodzić się jako Żyd, robotnik żydowski. Jak te dwa rysy charakterystyczne osobowości ludzkiej Chrystusa oddziałały na późniejsze generacje Chrześcijan?35 Oto jak odpowiada Mauriac na postawione przez siebie pytanie: 

Simone Weil prześladowała przez całe życie myśl o tych milionach niewolników ukrzyżowanych przed Chrystusem, o tym ogromnym lesie szubienic, na których tylu poprzedników wydało ostatni krzyk, a o których żaden centurion nie pozostawił świadectwa. Co do mnie, prześladuje mnie myśl o krzyżach nieustannie wznoszonych już po Chrystusie przez zaślepione i głuche społeczeństwa chrześcijańskie, wzbraniające się przed uznaniem w udręczonym ciele torturowanych Tego, którego przebite nogi i ręce tak pobożnie całują w wielki piątek. Dlaczego ta identyfikacja, o której sam Pan mówi w sposób nie pozostawiający wątpliwości, została zrozumiana tylko przez świętych i tych, którzy dążą do świętości? Są oni na pewno liczni, ale dlaczego nie zrozumiały tego narody chrześcijańskie? Weźmy jako jeden z przykładów podbój Nowego Świata przez Hiszpanię, niosącą tam imię Chrystusa. Dokonała tego, aby głosić Ewangelię. Jak to się stało, że Hiszpania z największym okrucieństwem wytępiła tam wiele ludów, z tym okrucieństwem, które wyzwala żądza zysku? Jak to się dzieje, że historia konkwistadorów tak mało nas oburza? Jeśli mówię tu o Hiszpanii, to nie dlatego, abym zapomniał o belce w moim własnym oku Francuza. […] Bogactwa naturalne, znajdujące się w posiadaniu ludów pierwotnych, rozpętywały i rozpętują nadal u narodów chrześcijańskich pożądanie i dla jego nasycenia przelały one i przelewają ciągle wiele krwi. Ich panowanie utrwaliło się na skutek metod, które świadczą, że aż nadto często regułą postępowania chrześcijańskiego Zachodu jest nie naśladowanie Chrystusa, ale naśladowanie tych, którzy byli oprawcami Chrystusa.36

Powinniśmy jako kościół wrócić do naśladowania Chrystusa i życia Ewangelią. Zasiedzieliśmy się. Musimy rozerwać kajdany, które sami sobie stworzyliśmy, wstać i iść na przód.

 

Maciej Wołkow


Bibliografia:

Augustyn z Hippony, Objaśnienie Psalmu 131 [w:] Augustyn z Hippony, Objaśnienia Psalmów. Ps 124 – 150, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1986.

Bazyli Wielki, Homilia przeciw bogaczom [w:] Bazyli Wielki, Wybór homilij i kazań, Wydawnictwo Mariackie, Kraków 1947.

Bazyli Wielki, Homilia 6. Na słowa Ewangelii Łukasza (12, 18): „Zburzę swe spichlerze, a pobuduję większe” i o chciwości [w:] Bazyli Wielki, Wybór homilij i kazań, Wydawnictwo Mariackie, Kraków 1947.

Do Diogneta [w:] Ks. Emil Stanula, Apologie, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1988.

Grzegorczyk, Andrzej, Czy ikona jest jeszcze potrzebna? PALENIA ZACHODU ciąg dalszy, „Więź”, Warszawa 1974, nr. 9.

Grzegorczyk, Andrzej, Europa. Odkrywanie sensu istnienia, Studium Generale Europa, Instytut Politologii Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Warszawa 2001.

Grzegorczyk, Andrzej, Filozofia zmienności (historiozofia) [w:] Andrzej Grzegorczyk, Schematy i człowiek. Szkice filozoficzne, Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”, Warszawa 1963.

Grzegorczyk, Andrzej, Moralistyczna wizja dziejów, „Ethos”, Lublin 2000, nr. 3.

Mauriac, François, Naśladowanie oprawców, „Więź”, Warszawa 1959, nr. 3.

Mień, O. Aleksander, Moje Credo, „Znak”, Kraków 1993, nr. 2 (nr. specjalny pt. Co to jest prawosławie?).

Model, Paulina, Chrześcijaństwo to język oporu [w:] Wielogłos, Chrześcijaństwo przyszłości, chrześcijaństwo marzeń, „Magazyn Kontakt”, Warszawa 2024, nr. 2.

Phan, Peter C., Chrześcijaństwo w rękach Południa [w:] Wielogłos, Chrześcijaństwo przyszłości, chrześcijaństwo marzeń, „Magazyn Kontakt”, Warszawa 2024, nr. 2.

Rahner, Hugo, Kościół i państwo we wczesnym chrześcijaństwie, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1986.

Sołowjow, Włodzimierz, O przyczynach upadku światopoglądu średniowiecznego, „Przegląd Filozoficzno-Literacki”, Warszawa 2002, nr. 2 (nr. specjalny pt. Sołowjow).

Tacjan Syryjczyk, Mowa do Greków [w:] Ks. Józef Naumowicz, Pierwsi apologeci greccy, Wydawnictwo M, Kraków 2004.

Tołstoj, Lew, Moja wiara, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2024.

Zieja, Ks. Jan, Do braci kapłanów [w:] Ks. Jan Zieja, Życie Ewangelią, Éditions du Dialogue, Paris 1991.

Zieja, Ks. Jan, Z rozmyślań o Królestwie Bożym na ziemi [w:] Ks. Jan Zieja, Życie Ewangelią, Éditions du Dialogue, Paris 1991.

Zyzak, Ks. Wojciech, Dorothy Day. Życie, działalność, duchowość, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2022.


[1] Ks. Jan Zieja, Do braci kapłanów [w:] Ks. Jan Zieja, Życie Ewangelią, Éditions du Dialogue, Paris 1991, str. 236.

[2] Andrzej Grzegorczyk, Czy ikona jest jeszcze potrzebna? PALENIA ZACHODU ciąg dalszy, „Więź”, Warszawa 1974, nr. 9, str. 56.

[3] O. Aleksander Mień, Moje Credo, „Znak”, Kraków 1993, nr. 2 (nr. specjalny pt. Co to jest prawosławie?), str. 46.

[4] Peter C. Phan, Chrześcijaństwo w rękach Południa [w:] Wielogłos, Chrześcijaństwo przyszłości, chrześcijaństwo marzeń, „Magazyn Kontakt”, Warszawa 2024, nr. 2, str. 26.

[5]  Andrzej Grzegorczyk, Europa. Odkrywanie sensu istnienia, Studium Generale Europa, Instytut Politologii Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Warszawa 2001, str. 234 – 235.

[6] Andrzej Grzegorczyk, Europa. Odkrywanie sensu istnienia, Studium Generale Europa, Instytut Politologii Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Warszawa 2001, str. 235.

[7]  Augustyn z Hippony, Objaśnienie Psalmu 131 [w:] Augustyn z Hippony, Objaśnienia Psalmów. Ps 124 – 150, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1986, str. 90.

[8] Bazyli Wielki, Homilia przeciw bogaczom [w:] Bazyli Wielki, Wybór homilij i kazań, Wydawnictwo Mariackie, Kraków 1947, str. 82.

[9] Andrzej Grzegorczyk, Europa. Odkrywanie sensu istnienia, Studium Generale Europa, Instytut Politologii Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Warszawa 2001, str. 236 – 237.

[10] Andrzej Grzegorczyk, Europa. Odkrywanie sensu istnienia, Studium Generale Europa, Instytut Politologii Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Warszawa 2001, str. 237 – 238, Andrzej Grzegorczyk, Moralistyczna wizja dziejów, „Ethos”, Lublin 2000, nr. 3, str. 106.

[11] Andrzej Grzegorczyk, Europa. Odkrywanie sensu istnienia, Studium Generale Europa, Instytut Politologii Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Warszawa 2001, str. 237.

[12] Ks. Jan Zieja, Do braci kapłanów [w:] Ks. Jan Zieja, Życie Ewangelią, Éditions du Dialogue, Paris 1991, str. 234.

[13] Ks. Wojciech Zyzak, Dorothy Day. Życie, działalność, duchowość, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2022, str. 177.

[14] Paulina Model, Chrześcijaństwo to język oporu [w:] Wielogłos, Chrześcijaństwo przyszłości, chrześcijaństwo marzeń, „Magazyn Kontakt”, Warszawa 2024, nr. 2, str. 24.

[15] Bazyli Wielki, Homilia 6. Na słowa Ewangelii Łukasza (12, 18): „Zburzę swe spichlerze, a pobuduję większe” i o chciwości [w:] Bazyli Wielki, Wybór homilij i kazań, Wydawnictwo Mariackie, Kraków 1947, str. 68.

[16] Tacjan Syryjczyk, Mowa do Greków [w:] Ks. Józef Naumowicz, Pierwsi apologeci greccy, Wydawnictwo M, Kraków 2004, str. 311.

[17] Do Diogneta [w:] Ks. Emil Stanula, Apologie, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1988, str. 87 – 88.

[18]  Ks. Jan Zieja, Z rozmyślań o Królestwie Bożym na ziemi [w:] Ks. Jan Zieja, Życie Ewangelią, Éditions du Dialogue, Paris 1991, str. 253.

[19] Lew Tołstoj, Moja wiara, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2024, str. 260.

[20] Lew Tołstoj, Moja wiara, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2024, str. 261 – 262.

[21] Ks. Jan Zieja, Z rozmyślań o Królestwie Bożym na ziemi [w:] Ks. Jan Zieja, Życie Ewangelią, Éditions du Dialogue, Paris 1991, str. 253 – 254.

[22] Włodzimierz Sołowjow, O przyczynach upadku światopoglądu średniowiecznego, „Przegląd Filozoficzno-Literacki”, Warszawa 2002, nr. 2 (nr. specjalny pt. Sołowjow), str. 49 – 51.

[23] Włodzimierz Sołowjow, O przyczynach upadku światopoglądu średniowiecznego, „Przegląd Filozoficzno-Literacki”, Warszawa 2002, nr. 2 (nr. specjalny pt. Sołowjow), str. 49.

[24] Włodzimierz Sołowjow, O przyczynach upadku światopoglądu średniowiecznego, „Przegląd Filozoficzno-Literacki”, Warszawa 2002, nr. 2 (nr. specjalny pt. Sołowjow), str. 46 – 47.

[25] Włodzimierz Sołowjow, O przyczynach upadku światopoglądu średniowiecznego, „Przegląd Filozoficzno-Literacki”, Warszawa 2002, nr. 2 (nr. specjalny pt. Sołowjow), str. 47.

[26] Włodzimierz Sołowjow, O przyczynach upadku światopoglądu średniowiecznego, „Przegląd Filozoficzno-Literacki”, Warszawa 2002, nr. 2 (nr. specjalny pt. Sołowjow), str. 48.

[27] Hugo Rahner, Kościół i państwo we wczesnym chrześcijaństwie, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1986, str. 79.

[28] Andrzej Grzegorczyk, Filozofia zmienności (historiozofia) [w:] Andrzej Grzegorczyk, Schematy i człowiek. Szkice filozoficzne, Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”, Warszawa 1963, str. 129 – 130.

[29] Andrzej Grzegorczyk, Filozofia zmienności (historiozofia) [w:] Andrzej Grzegorczyk, Schematy i człowiek. Szkice filozoficzne, Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”, Warszawa 1963, str. 131.

[30] Andrzej Grzegorczyk, Filozofia zmienności (historiozofia) [w:] Andrzej Grzegorczyk, Schematy i człowiek. Szkice filozoficzne, Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”, Warszawa 1963, str. 130 – 131.

[31] Andrzej Grzegorczyk, Filozofia zmienności (historiozofia) [w:] Andrzej Grzegorczyk, Schematy i człowiek. Szkice filozoficzne, Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”, Warszawa 1963, str. 129.

[32] François Mauriac, Naśladowanie oprawców, „Więź”, Warszawa 1959, nr. 3, str. 5.

[33] François Mauriac, Naśladowanie oprawców, „Więź”, Warszawa 1959, nr. 3, str. 5

[34] François Mauriac, Naśladowanie oprawców, „Więź”, Warszawa 1959, nr. 3, str. 5.

[35] François Mauriac, Naśladowanie oprawców, „Więź”, Warszawa 1959, nr. 3, str. 9.

[36] François Mauriac, Naśladowanie oprawców, „Więź”, Warszawa 1959, nr. 3, str. 6 – 7.

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja