Hierarchia wydziałów i dyktatura prestiżu
17 października 2025
Po wizycie w dziekanacie mojego wydziału przyjaciel, który akurat mi towarzyszył, zapytał mnie, co się tam znajduje. Nie mógł uwierzyć, że mój — najmniejszy wydział na Uniwersytecie Warszawskim — znajduje się w wyremontowanym budynku, który nie jest dzielony z kilkoma innymi instytucjami. W międzyczasie miejsce, w którym studiuje mój przyjaciel, przypomina od środka niewyremontowaną tysiąclatkę. Odpowiadam mu, że nie każde piętro tak wygląda i pytam, czy widział, jak luksusowy jest budynek wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych. Widział. Żartuje, że za każdym razem przebywając w okolicy, idzie się tam załatwić w akcie protestu. Ostatecznie i tak ma szczęście, ponieważ ma zajęcia w jednym miejscu, kiedy moja kuzynka musiała biegać z góry na dół, między różnymi budynkami.
Podobnych nierówności na Uniwersytecie Warszawskim jest wiele. Nie jest to żaden ewenement — tak samo jest na innych uczelniach. Wszyscy doświadczamy podziału na „lepsze” i „gorsze” kierunki czy wydziały. Wybrzmiewa to w naszych rozmowach i wpływa na to, jak postrzegamy siebie nawzajem. Uniwersytet, zamiast takim podziałom przeciwdziałać, pogłębia je, przyznając fundusze na podstawie arbitralnego kryterium prestiżu. W systemie, który narzuca stawianie na pierwszym miejscu akumulację kapitału, uczelnia ceni ponad rozwój naukowy i dobrobyt studiujących budowę własnej „marki”.
Nie ma lepszych i gorszych dyscyplin naukowych. Każdy podział tego typu jest z natury subiektywny, a ten — ze względu na prestiż — jest szczególnie niesprawiedliwy. Co gorsza, niesie za sobą materialne konsekwencje odczuwane na co dzień przez nas wszystkie – zależą od niego warunki, w jakich studiujemy.
Ten sam problem uwypukla się na wyższych poziomach. Finansowanie uczelni zależy od ich prestiżu (np. program IDUB, współprace z korporacjami), który związany jest z ich pozycją w różnych rankingach. To absurdalna sytuacja: nauka kosztuje, więc różnice między uczelniami, zamiast maleć – rosną. Odczuwają to również same studentki. Warunki na najlepszych uczelniach potrafią znacznie się różnić od tych w mniej rozpoznawalnych ośrodkach.
Na prestiż uczelni wpływa jej rozpoznawalność w kraju i za granicą, pozycja w różnych rankingach, znani absolwenci, osiągnięcia naukowe pracujących na niej badaczek, wizerunek. Zdobywanie prestiżu stanowi zamknięte koło. Renomowane uczelnie mają większe fundusze na różnorodne inwestycje, przyciągają uznane badaczki, pragnące dalszego rozwoju kariery a dyplomy przyznawane przez nie ułatwiają zdobycie dobrej pracy. Czynniki te są brane pod uwagę w rankingach, co więcej w przypadku najpopularniejszego w Polsce rankingu magazynu Perspektywy brany pod uwagę jest prestiż uczelni.
Studiując na Uniwersytecie Warszawskim, niejednokrotnie odbywałam rozmowy, w których studentki innych uczelni żaliły się, że do nas idzie wszystko, co najlepsze. Z jednej strony mają rację. Z drugiej zaś na samym UW nietrudno dostrzec wyraźne rozwarstwienie. Różnice w finansowaniu budują zbędne podziały szkodliwe dla rozwoju nauki, w wypadku której ważna jest współpraca. Te bariery szkodzą też zarówno studiującym, jak i pracującym na uczelniach. Tak jak nie istnieją lepsze i gorsze nauki, tak samo nie istnieją lepsze i gorsze grupy studentek.
Problem różnic w finansowaniu poszczególnych uczelni i wydziałów jest częścią często poruszanego przez badaczki problemem sposobu nauki w Polsce (np. artykuł Barbary Brzezickiej, Nauka? Praca jak każda inna). Naukowczyniom z topowych uczelni, czy tym o wyrobionej marce, łatwiej jest pozyskać środki na badania. Przychylniej patrzy się na prace dotyczące nowych, niezbadanych tematów, kiedy dla większości nauk powtarzanie badań jest kluczowe dla ustalenia, czy pierwotne wnioski były słuszne. Wbrew popularnemu mitowi genialnych naukowców, zdobywanie wiedzy naukowej to żmudny proces wymagający współpracy wielu badaczek. Badania powtarzające wcześniej przeprowadzone eksperymenty, czy ponownie zgłębiające dany obszar są dla rozwoju nauki równie cenne jak te zupełnie nowatorskie.
Nie dzieje się to ze względu na wyższą wartość naukową — one zapewniają większy prestiż ośrodkom badawczym czy czasopismom naukowym. Prestiż nie jest faktycznym wyznacznikiem wartości i nie powinien decydować o tym, czy jakiś obszar zasługuje na bycie zbadanym, czy też nie. Nie powinien też decydować o tym, czy dany wydział będzie mógł sobie pozwolić na ogrzewanie zimą.
Dyktatury prestiżu w akademii doświadczamy wszyscy. Część uczelni czy wydziałów nie jest w stanie zadbać o nasze podstawowe potrzeby: miejsce do podgrzania posiłku, ogrzewanie, produkty higieniczne. Obecny stan rzeczy odbiera nam możliwość studiowania i pracowania w godnych warunkach. Problem nie leży w arbitralnych różnicach w wartości poszczególnych dyscyplin. Problemem jest system reprodukowany przez kapitalistyczny uniwersytet. Narzuca nam sztuczną hierarchię, która nie służy nam, a wszechobecnej władzy. Zauważmy prawdziwego wroga, którym nie jest studentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim, a uniwersytet, państwo i kapitał.
Pola Strąk
Studia
