ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Jak upadały publiczne stołówki w Polsce?

Kto i dlaczego zabrał państwowe finansowanie stołówek?

Jak upadały publiczne stołówki w Polsce?

Przywróćmy stołówki: wyślij apel do władz!

Historia stołówek studenckich to jak dotąd historia bez morału. Od stołówek odwrócili się w krytycznym momencie wszyscy – ówcześni rządzący, władze uczelni, a po części sami studiujący. Lokale powoli wygasały, co dodatkowo przyspieszyły szersze zmiany w prawie oraz konsumpcyjny głód kraju, który z wielkim entuzjazmem otwierał się na Zachód. Przywołując kilka kluczowych wydarzeń z tego okresu, odpowiadamy na pytanie z naszego wcześniejszego tekstu Gdzie się podziały stołówki?, opublikowanego w ramach numeru Studencka Głodówka. Przekonujemy, że stołówki dostały rykoszetem w wyniku zmian w finansowaniu polskich uczelni. Czas przywołać ignorancję władzy w tej kwestii.

Na początku zaznaczmy, o jakich stołówkach mowa. Nie o bistrach, lokalach czy lunchomatach. Przywołujemy czasy powszechnych stołówek studenckich. Takie miejsca wpisywały się w szersze kampusowe życie, w którym posiłek nie był karą czy rezultatem braku czasu na „coś lepszego”. W końcu był przystępny cenowo. Ten ostatni warunek wypełniał system dofinansowania posiłków. Od początku funkcjonowania normowanych prawnie stołówek studenckich, czyli od lat 60. XX w., dopłaty były elementarnym punktem programu żywienia na uczelniach wyższych (równolegle z dopłatami do kwaterunku). Dlatego stołówki stanowiły integralną część zaplecza socjalnego każdej uczelni. Niestety, w deregulacyjnym marszu polskiej nauki ku gospodarce rynkowej przyszedł czas i na nie.

Jest rok 2003. Trwają intensywne prace środowiska akademickiego nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym. Oprócz dostosowania polskiej nauki do realiów Unii Europejskiej główną motywacją jest dalsze wpędzanie polskich uczelni w samostanowienie, czyli uzyskanie przez nie kolejnej dawki niezależności od ministerstwa. Zgoda co do tego była powszechna, ponieważ zarówno władze rektorskie, jak i ministerialne były skore do odejścia od centralnego modelu zarządzania nauką. Model ten przybrał swoją formę prawną w PRL-u, więc z definicji postrzegano go jako zły.

Choć dziś renesans barów mlecznych trwa w najlepsze, to 20 lat temu opinie o stołówkach były mieszane. Owszem, studenci masowo z nich korzystali, jednak spora część szukała czegoś więcej. Stołówki stały się nudne, oferując jedynie pożywny posiłek. Młodzi dorośli, dysponujący własnym portfelem, chcieli korzystać z mnóstwa otwierających się lokali gastronomicznych, które dostarczały wraz z kaloriami pewnego doświadczenia. Zachodniej marki, fastfoodowej formy, nowych smaków. Słowem: nowoczesność – coś przeciwnego do stołówek funkcjonujących „bez wyrazu”, nieprzerwanie od czasów ponurego PRL-u. Szczytem wolności jednostki miał być teraz racjonalny wybór na rynku usług gastronomicznych. Przywołajmy wypowiedź polityczki:

Studenci wyszli bowiem z założenia, że wolą dostać pieniądze do ręki i nikt im nie będzie mówił, gdzie mają je wydawać2.

Tak tłumaczyła nadchodzącą nowelizację Danuta Grabowska, ówczesna posłanka rządzącego SLD, sprawozdawczyni prac komisji sejmowej w tym obszarze. W mediach tamtego okresu samorządy studenckie przebąkiwały jedynie niekonkretnie, choć jak zawsze z animuszem:

Tej sytuacji nie można tak zostawić3!

– grzmiał ówczesny przewodniczący samorządu UJ.

Mimo sprzyjających trendów konsumenckich wiadome było, że zabranie z kampusu ciepłego i taniego posiłku nie spodoba się tym, którzy z niego korzystali.

Jeśli odbiorą mi refundację, a obiady, jak słyszałam, podrożeją o 100% – jestem co miesiąc 140 zł w plecy4.

Tak, po uchwaleniu ustawy, począwszy od nowego roku akademickiego, obiady podrożały średnio o 100%. Część studentów skierowała się do barów mlecznych, wciąż działających z dopłatami, by stołować się po znośnej cenie. Same stołówki ratowały się na różne sposoby. Część podniosła po prostu ceny, część szukała innych źródeł zarobku bądź starała się obniżać koszty. Niestety, po kilku latach ze stołówek nie zostało praktycznie nic. W ciągu 4 lat uczelnie w Polsce zanotowały 10-krotny spadek liczby korzystających ze stołówek. W 2007 roku ostały się już tylko pojedyncze, z cenami bliskimi tych rynkowych. W 2008 roku temat wraca jeszcze na chwilę na posiedzeniu komisji sejmowej, za sprawą przedstawiciela doktorantów. Postuluje on przywrócenie celowego funduszu na akademiki i stołówki. Wtóruje mu nawet przedstawiciel związkowy. Obaj są jednak przez polityków ignorowani. Politycy wymijająco wskazują, że istnieje fundusz remontowy dla uczelni5. Słyszymy ten głos oficjeli do dziś. Przecież istnieje specjalny fundusz – wystarczy, że uczelnia złoży wniosek. To, że nawet pół akademika czy stołówki nie powstanie z całej kwoty, jaką rocznie przeznacza ministerstwo, nie jest już tak istotne.

Skoro więc zmiana odbyła się na poziomie ministerialnym, ciałem powołanym do walki z nią jest przecież Parlament Studentów RP. I faktycznie, ten interweniował, uczestnicząc w posiedzeniu komisji senackiej i proponując poprawkę do ustawy tuż przed jej wejściem w życie w 2005 roku. Jednak podobnie jak jego starszy kolega trzy lata później przedstawiciel interesu studentów spotkał się z wymijającą odpowiedzią. Politycy zdawali się nie przejmować głosem kogoś, kto nie miał większych szans na stawienie oporu.

Co ważne, nawet krytyczna postawa rektorów niczego nie dała. Ostrzegali w mediach przed rychłym końcem stołówek i jego konsekwencjami. Podpisali się pod wspomnianą poprawką do ustawy, wnioskowaną przez Parlament Studentów RP. Ostatecznie jednak wizja własnego folwarku wynikająca z zapowiadanych zmian prawnych okazała się bardziej kusząca niż dobrostan studiujących.

Skąd jednak tak niepopularny pomysł odbierania pieniędzy stołówkom? Takiego bezpośrednio nie było. Zmiana była szersza, a stołówki padły jej ofiarą. Punktem wyjścia był problem zidentyfikowany przez Najwyższą Izbę Kontroli w 2003 roku. Stwierdzono, że uczelnie przeznaczały nieproporcjonalną część środków na stypendia naukowe z tzw. funduszu pomocy materialnej dla studentów. Każda uczelnia indywidualnie decydowała, ile pieniędzy przeznaczy na studentów z dobrymi wynikami, a ile na studentów ubogich. Skutkowało to często stypendiami socjalnymi niższymi niż te naukowe. W odpowiedzi na ten raport rządzący nie zdecydowali się na dofinansowanie systemu, lecz na jego „racjonalizację”. Postanowiono rozbić stary, szeroki fundusz pomocy materialnej, którego początki sięgały jeszcze 1958 roku i w ramach którego pomoc definiowano bardzo szeroko:

§ 1. Pomoc materialną dla studentów stanowią: 1). stypendia: a). zwyczajne i fundowane, b). premie zwyczajne i specjalne premie naukowe, 2). nagrody okresowe, 3). nagrody za uzyskanie dyplomu z wyróżnieniem, 4). zasiłki losowe,5). zasiłki zwrotne dla dyplomantów, 6). zasiłki rzeczowe, 7). uprawnienia do korzystania z domów i stołówek studenckich, 8). zasiłki rodzinne, 9). dopłaty do kwater.

Co więc zrobiono? Nowe przepisy, które weszły w życie w 2005 roku, zawęziły pojęcie „pomocy materialnej” wyłącznie do świadczeń bezpośrednich, takich jak stypendia. Jednocześnie finansowanie stołówek zepchnięto do ogólnej subwencji uczelni, w ramach której musiało konkurować o środki np. z pensjami kadry. Trzeba też pamiętać, że w tamtych latach liczba studentów gwałtownie rosła, a rząd nie zwiększył proporcjonalnie nakładów budżetowych. Zabezpieczono więc tylko absolutną podstawę (stypendia), a o reszcie zapomniano – w tym o dopłatach do akademików i stołówek. Przewodniczący komisji senackiej, Marian Żenkiewicz, potwierdził tę logikę wprost, odpowiadając przedstawicielowi PSRP:

wprowadzenie dodatkowych form pomocy na pewno nie zwiększy puli środków, która na tę pomoc jest przeznaczona. Czyli jeżeli wprowadzilibyśmy dofinansowanie stołówek czy akademików, to odbierzemy pieniądze przeznaczone na inne cele7.

Dwadzieścia lat później wciąż walczymy z postępującym zwijaniem usług publicznych. Studentki i studenci są na końcu łańcucha pokarmowego polskiej nauki. Dlatego cięcia w pierwszej kolejności skierowane były właśnie w nich. Prorocze okazały się słowa kierowniczki stołówki z Politechniki Radomskiej: 

Stołówkę zlikwidować jest bardzo łatwo, ale jeśli raz się ją zamknie, to już się jej nie odbuduje8.

Musimy przeciwstawić się wektorowi zmian. Potrzebne są nowe środki na zapewnienie podstawowych warunków do studiowania. Wierzymy, że rektorzy polskich uczelni z nich skorzystają, wiedząc, jak istotną funkcję w życiu uczelni spełnia zapewnienie odpowiedniego żywienia jej studentom i pracownikom. Dzięki naszym działaniom ministerstwo ma zaproponować stołówkowy fundusz celowy. Najważniejsze teraz to nie powtórzyć błędów studenckich oficjeli i stawiać uczelnie oraz polityków w stan kryzysu, jeśli znowu postanowią zagrać po swojemu i nie dotrzymać obietnic.

Piotr Parulski


[1] Gabriela Wilczyńska, „Gdzie się podziały stołówki?”, „Alarm Studencki” nr 5: „Studencka Głodówka”, dostęp: 27 września 2026.

[2] Zbigniew Bąk, „Żacy wolą zapiekanki”, „Echo Dnia”, 3 listopada 2004, dostęp: 22 września 2026. (Echo Dnia Radomskie).

[3] „Studenci wracają do barów mlecznych”, PPR.pl, 19 października 2004, dostęp: 22 września 2026. (PPR)

[4] PAP, „Koniec akademików?”, WP Wiadomości, 6 sierpnia 2004, dostęp: 22 września 2026. (wiadomosci.wp.pl)

[5] Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, „Biuletyn nr 175/VI kadencja z posiedzenia Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży (nr 11), 23 stycznia 2008 r.”, dostęp: 22 września 2026. (orka.sejm.gov.pl)

[6] Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 1 marca 1973 r. w sprawie pomocy materialnej dla studentów szkół wyższych, Dz.U. 1973 nr 7 poz. 50, tekst w Systemie Informacji Prawnej LEX, dostęp: 22 września 2026. (Poz. 50)

[7] Senat Rzeczypospolitej Polskiej, „Zapis stenograficzny 126. posiedzenia Komisji Nauki, Edukacji i Sportu w dniu 15 grudnia 2004 r.”, nr 1595/V, V kadencja, dostęp: 22 września 2026. (ww2.senat.pl)

[8] Z. Bąk, „Żacy wolą zapiekanki”, dz. cyt.

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja