Nowy wspaniały świat Fuentesa
17 sierpnia 2026
Tekst jest częścią dziesiątego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Stany Zjednoczone eksportują dziś nie tylko filmy, muzykę czy fast foody. Eksportują także własne wojny kulturowe, polityczne obsesje i internetowe patologie. Trudno się temu dziwić. Kiedy przez dekady centrum światowej kultury znajduje się w jednym kraju, reszta świata zaczyna żyć nie tylko jego rozrywką, ale również jego problemami. Niekiedy więcej wiemy o amerykańskiej rzeczywistości niż o kulturze swojego kraju czy regionu. Kto nigdy nie oglądał Star Wars-ów czy nie skusił się na hot doga?
Ze względu na swoją pozycję na świecie oraz dominację kulturową ludzie spoza USA interesują się też kulturą polityczną Stanów. Przez wiele dekad był to głównie spór między czerwonymi a niebieskimi. Jednak wraz z nasileniem się skutków neoliberalnej terapii szokowej zaczęły pojawiać się idee odmienne od głównego nurtu Republikanów i Demokratów. Jednym z produktów współczesnej Ameryki jest Meksykanin Nicholas Fuentes.
Fuentes jest najbardziej znanym członkiem prawicowej „międzykolorówki”, w której skład wchodzą persony internetu, takie jak Andrew Tate czy Sneako. Określa siebie jako incela i zwolennika stawiania interesów Stanów Zjednoczonych ponad interesami innych państw. Głosi że USA upada, że Żydzi kontrolują świat oraz że trzeba bronić białej rasy przed ludobójstwem. W skrócie: nie prezentuje on niczego, czego wcześniej nie widzieliśmy. Takie idee potrafiły padać nawet z ust członków obydwu partii wodzowskich USA – z tą różnicą, że zazwyczaj ludzi je głoszący byli odsuwani na bok.
Fenomen Fuentesa polega na wykorzystywaniu postironii i sarkazmu do promocji własnej polityki. Przedstawia stare myśli w „zmodernizowany” sposób. Od 2017 roku prowadzi swoje show America First with Nicholas J. Fuentes. Format nie różni się zbytnio od wielu popularnych dziś streamerów, takich jak Hasan Piker czy Asmongold. Właśnie tutaj Fuentes karmi swoich fanów kontrowersyjnymi tekstami mającymi prowokować i dawać widzom poczucie wyższości. Słowa nigga, foid czy Jew używane jako synonim obelgi, padają niemal na każdym streamie. Większość z nich Fuentes wypluwa w formie żartu. Pełni to rolę zabezpieczenia, które pozwala przesuwać kolejne granice. To był tylko żart!
W rzeczywistości fani streamera i osoby zainteresowane zasadami tego półświatka wiedzą, że dla nich to wcale nie jest żart. W końcu ktoś mówi na głos coś, co miałem w głowie od lat!
Taki „troll Schrödingera” pozwala się bronić i nie zmieniać przekazu. Opanował tę metodę do perfekcji – takie fragmenty można następnie z danego filmu wyciąć i wstawić na inne platformy (np. na Instagram lub X), gdzie staną się viralem. Często właśnie tam ma miejsce pierwszy kontakt z Fuentesem. Takie zjawisko nazywamy dziś clip-farmingiem. Jedną z ulubionych metod clip-farmowania Fuentesa jest emocjonalne, dramatyczne reagowanie na wiadomości fanów podczas transmisji. Często obraża własnych zwolenników, a ci za to płacą. Sam twierdzi, że zawsze robi to celowo – niezależnie od tego, czy wiadomość ma na celu go podpuścić, czy jest szczera. Dobry klip może dziś dotrzeć naprawdę daleko dzięki algorytmom. Fuentes doskonale wie, co robi i nie ma zamiaru przestać.
O ile w Polsce nie ma (jeszcze) takiej osobistości jak Nick Fuentes, niektóre elementy jego retoryki – wraz z częścią poglądów – wpływają na polską scenę polityczną. Już teraz aktywni są politycy, którzy stosują podobne metody i skutecznie wywołują za ich pomocą oczekiwane reakcje odbiorców. Idealnym tego przykładem jest nikt inny jak Grzegorz Braun, który, gasząc sejmową menorę, doskonale wiedział, jakie będą tego konsekwencje. Oburzeniu niepozwalającemu na zakończenie sprawy towarzyszył zachwyt zwolenników. Dziś sondaże wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, że partia Brauna (Konfederacja Korony Polskiej) będzie czwartą siłą w parlamencie. Polityka KKP rezonuje ze znaczną częścią społeczeństwa, a kontrowersyjne akcje i wypowiedzi jej lidera skutecznie skutecznie poszerzają elektorat, a przede wszystkim zwiększają rozgłos. Zauważmy, że za happeningami o postironicznym charakterze stoją słowa, które takie nie są. To znacząca różnica między nim a Fuentesem.
W internetowej przestrzeni można dostrzec pewien cień goryczy oraz plastikowej sztuczności, które napędzane są ironią i szyderstwem. Monopoliści napędzają treści, które generują oburzenie – bo nic tak dobrze się nie sprzedaje. A persony pokroju Fuentesa tańczą w rytm ich muzyki. Dla kapitalistów stojących za platformami nic nie jest święte. Każda opinia, każdy człowiek i każdy fakt mogą być celem, o ile się to opłaca. Bez względu na wpływ na resztę społeczeństwa. Influencerzy sprzedają samych siebie w zamian za parę lat sławy. Wielkie media szastają dolarami, byle tylko spektakl trwał.
Co z tego, że ludzie umierają? W Palestynie i tak nie ma ludobójstwa. Albo i jest – jeśli mi się to w danym klimacie politycznym opłaca.
Problem z naszymi czasami nie leży w tym, że ludzie są dla siebie potworami, a w tym, że opłaca się być potworem.
Fuentes prowadzi swój program, dostosowując go do młodych ludzi, zwłaszcza mężczyzn. Sam wyszedł daleko poza tę sferę. Parę lat temu stołował się w Mar-a-Lago z ówcześnie wygnanym z Białego Domu Trumpem oraz Kanye Westem. Jego poglądy stają się coraz popularniejsze, a styl ich wyrażania jest kopiowany przez odbiorców programu. Sami możemy coraz częściej usłyszeć na ulicy czy w mediach wypowiedzi mające nas podpuścić. Trollowanie stało się powszechnym zjawiskiem i coraz intensywniej ingeruje w nasze życie. Skutek? Stajemy się coraz bardziej cyniczni i negatywni. Nie jest to, rzecz jasna, wina pojedynczego Fuentesa, jednak trudno odmówić mu wkładu. Jeżeli nie chcemy, aby nasze konwersacje były pełne pustych słów i pozbawione jakichkolwiek autentycznych poglądów, musimy odważyć się mówić szczerze, w co wierzymy. Głośno i stanowczo wyrażać nasze poglądy – nie w sposób ironiczny i dzięki temu bezpieczny, ale prawdziwy.
Tomasz Kowalczyk
Kultura
