Uczelnie same określają liczbę swoich stołówek, a GUS nie sprawdza, czy deklaracje odpowiadają temu, co dzieje się na kampusach. Na takiej podstawie Ministerstwo Nauki mówi o 48 stołówkach w Polsce. Od początku biłyśmy na alarm, że liczby tego rzędu nie mają prawa bytu – i w końcu mamy na to dowód od samego źródła.
W odpowiedzi na nasz wniosek dotyczący stołówek Główny Urząd Statystyczny wyjaśnił, jak powstają dane publikowane w Banku Danych Lokalnych. Obraz, który wyłania się z pisma, jest prosty i straszny równocześnie: państwo nie zbiera informacji pozwalających ustalić, gdzie działają stołówki, kto je prowadzi, ile kosztują w nich posiłki ani czy studentki i studenci mogą z nich korzystać. Zamiast tego zbiera niezobowiązujące deklaracje rektorów i nie kontroluje ich zgodności ze stanem faktycznym.
Potem resort powołuje się na wynik tego zbierania tak, jakby była to sprawdzona informacja o prowadzonych w Polsce stołówkach. Odpowiedź GUS pokazuje, że liczba „48 stołówek”, którą Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przywołało w swojej odpowiedzi, nie ma takiego znaczenia, jakie próbowano jej nadać.
Pisałyśmy o tym szerzej w tekście Najpierw cięli budżet, potem umyli ręce. Bezczynności MNiSW ciąg dalszy. Dziś wiemy dokładnie, na czym opiera się statystyka, którą resort wykorzystał w tej sprawie.
Uczelnia deklaruje, GUS porównuje
GUS potwierdził, że dane o stołówkach uczelnie wprowadzają ręcznie. Wartości są deklarowane samodzielnie przez szkoły wyższe, a pracownice i pracownicy urzędu porównują je z wynikami z poprzedniego roku. Urząd nie sprawdza, czy wykazane lokale istnieją, działają ani jak zorganizowana jest w nich praca.
W piśmie urząd stwierdził wprost, że sprawdzanie zgodności danych ze stanem faktycznym pozostaje poza jego kompetencjami — GUS nie ma do tego narzędzi ani uprawnień. Nie stosuje też szacowania ani uzupełniania danych, gdy uczelnia nie przekaże informacji lub wpisze zero. Opiera się na tym, co przekażą mu same uczelnie.
To administracyjna samoocena. Władze uczelni same określają, czy mają stołówkę i ile jest w niej miejsc, a państwo przyjmuje te odpowiedzi jako materiał do statystyki i argument przeciwko rozwijaniu infrastruktury.
Stołówka, czyli co?
W latach 2019–2025 formularz S-11 nie zawierał definicji „stołówki studenckiej” ani „miejsca w stołówce”. GUS nie wydawał też dodatkowych instrukcji ani kryteriów, które zawężałyby interpretację tych pojęć. Urząd przyznaje, że uczelnie same decydowały, co zgłosić. Ciekawe jest też samo sformułowanie – studencka stołówka. Tak jakby infrastruktura służyła tylko jednej grupie przebywającej na uczelni, a uczelnie nie były ogromnymi zakładami pracy.
Nie oznacza to, że formularz nie zawierał żadnej wskazówki. Znajdziemy w nim wykluczenie z liczby stołówek bufety i bary szybkiej obsługi – czymkolwiek one są i jakkolwiek są rozumiane. Poza tym granica pozostaje nieokreślona. Formularz nie rozstrzyga, czy lokal musi być własnością uczelni, czy może go prowadzić firma, czy posiłki muszą być przygotowywane na miejscu, kto zatrudnia ludzi. Nie pyta też o ceny, dopłaty, zniżki ani abonamenty.
Nie dowiemy się więc z tej liczby, czy wykazana placówka jest publiczną stołówką z tanimi obiadami, czy komercyjnym biznesem w budynku uczelni, na którym korzysta przede wszystkim ajent.
Jak liczymy i po co?
GUS nie określił też, jak liczyć miejsca w stołówce. Nie wskazał, czy chodzi o miejsca siedzące dostępne jednocześnie i czy uwzględniać wspólną przestrzeń dla kilku lokali albo miejsca czasowo niedostępne. Ich liczbę uczelnia ustala według własnych zasad organizacyjnych i możliwości lokalowych.
Podobnie jest z samą liczbą stołówek. Formularz nie rozstrzyga, czy kilka punktów wydawania posiłków w jednym budynku to jedna stołówka, czy kilka. Uczelnia sama wybiera sposób ujęcia ich w sprawozdaniu. Dane przedstawiają stan na 31 grudnia – czy lokal zawieszony lub remontowany w tym dniu zostaje wskazany w statystyce? Nie wiemy.
Z tych zasad nie da się odtworzyć codziennego funkcjonowania placówek ani sprawdzić, ile osób faktycznie może z nich korzystać. Nie ma nazw ani wykazu lokali, które składają się na wynik.
Państwo nie widzi, bo nie pyta
Tak, GUS nadal mierzy liczbę stołówek. Nie, sama obecność tej kategorii w formularzu nie oznacza, że państwo poważnie interesuje się ich funkcjonowaniem. Wskaźnik pozostał, ale nie ma definicji, kryteriów ani mechanizmów kontroli, które pozwalałyby ustalić, co właściwie opisuje. Ministerstwo korzysta z tej liczby, choć nie zadbało, by dało się na jej podstawie ocenić stan publicznej infrastruktury. Resort, który powołuje się na te liczby, nie zadbał o jego operacjonalizację. Te liczby wyglądają jak pozostałość po czasie, gdy informacja o zapleczu socjalnym uczelni była dla państwa istotna. Dziś wystarcza mu sama pusta liczba, bez kontekstu, co ona w praktyce oznacza.
Taki błąd można potraktować jako techniczny szczegół bez znaczenia. Wiemy jednak, że chodzi tu o coś innego. Formularz pokazuje, co władza w ogóle uznaje za warte mierzenia. Państwo nie zbiera danych, które pozwoliłyby ocenić, czy infrastruktura socjalna faktycznie działa. Dlaczego miałoby to robić, skoro go to nie obchodzi?
To właśnie w ten sposób znika odpowiedzialność państwa za warunki studiowania. Społeczności zostają z problemem same, a lokalne władze rektorskie mogą dowolnie interpretować, co uznają za stołówkę. Później ministerstwo wyciąga z tych deklaracji jedną liczbę i przedstawia ją jako oficjalną prawdę o kraju w celu zdyskredytowania ruchu studenckiego. Taka statystyka nie służy rozpoznaniu problemu ani planowaniu jego rozwiązania. Pozwala jedynie na tworzenie alternatywnej rzeczywistości i na nawijanie makaronu na uszy.
Tego typu decyzje prezentują konkretne podejście do życia na uczelni: stołówka nie jest traktowana jako element publicznej infrastruktury socjalnej, za którą odpowiada państwo. To jedna z wielu spraw organizacyjnych poszczególnych uczelni — a w praktyce często jej decyzji o outsourcingu. Odpowiedzialność za politykę socjalną nie wraca do władz państwowych, które regularnie umywają ręce.
Dlatego od dawna domagamy się przywrócenia stałego finansowania stołówek i poważnej rozmowy o ich funkcji społecznej. Dziś państwo nie prowadzi polityki publicznej, tylko powtarza liczby, których znaczenia samo nie potrafi wyjaśnić. Dołącz do Inicjatywy Pracowniczej i razem z nami walcz o publiczne stołówki oraz uczelnie, które nie segregują ze względu na klasę.
Stołówki




