„Pośród wszystkich dzikich bestii nie masz szkodliwszej nad kobietę”
31 lipca 2026
Tekst, który przeczytacie poniżej, jest ostatnią częścią serii Kościół, lewica, konflikt, w toku której publikuowałyśmy opiniotwórcze teksty na temat kwestii związanych z ideologią i polityką kościoła katolickiego.
Biblia – zarówno Stary, jak i Nowy Testament – to tekst napisany przez mężczyzn, o mężczyznach i dla mężczyzn. Co prawda badacze niekiedy przypisują autorstwo Pieśni nad Pieśniami kobiecie. Nie zmienia to jednak patriarchalnego charakteru księgi. Już sama struktura jej języka nie jest neutralna. Bóg przedstawiany jest jako Król, Pan i Ojciec, a męskoosobowe określenia wzmacniają symboliczne powiązanie męskości z tym, co boskie.
Patriarchalny porządek społeczny, w którym powstawała Wielka Księga, wyraźnie odcisnął się na jej treści. Kobieta pozostawała pod władzą najpierw ojca, a następnie męża. Jej prawa i możliwości były ograniczone, a przemoc wobec kobiet, w tym gwałty czy wielożeństwo, stanowiła element obowiązującego porządku społecznego. Poprawę jej pozycji mogło przynieść przede wszystkim macierzyństwo. Liczne potomstwo uznawano za jedno z najwyższych błogosławieństw Bożych, podczas gdy bezpłodność interpretowano jako karę. W Księdze Rodzaju pojawiają się trzy bezpłodne matriarchinie Izraela – Sara, Rebeka i Rachela. Rebeka, wychodząc za mąż, otrzymuje od swojej rodziny życzenie, które bardziej przypomina polecenie:
Wzrastaj w tysiące nieprzeliczone. (Rdz 24,60)
Ostatecznie problem bezpłodności wszystkich trzech kobiet zostaje rozwiązany. Wystarczyło dodać kilka składników: łaskę Boga, żarliwą modlitwę mężów i kilkadziesiąt lat oczekiwania. Stwórca nie zważał na wiek przyszłych matek, gdy po latach decydował się obdarzyć je potomstwem. Trudno jednak nie dostrzec pewnej niekonsekwencji. To przecież Bóg miał skazać kobiety na bolesny poród i związane z nim cierpienie, a mimo to nie stanowiło dla niego problemu obdarowanie sędziwej Sary dzieckiem.
Po wypędzeniu pierwszych ludzi z raju Ewa zostaje przedstawiona przede wszystkim jako matka. Rodząc Kaina, mówi:
Wydałam na świat mężczyznę z pomocą Pana. (Rdz 4,1)
I to właśnie wtedy po raz pierwszy kobieta zostaje sprowadzona do mechanicznego wydawania potomstwa na świat. W pewnym sensie tak jest do dziś. Aktualnie środowiska prawicowe płaczą nad niską dzietnością, nie zważając na jej przyczyny (nie tylko materialno-bytowe, lecz także kulturowe), ignorując całkowicie bezpieczeństwo i zdrowie kobiet. Aborcja jest nieustannie demonizowana. Na drugim planie ląduje życie kobiety i fakt, że chore dziecko umrze krótko po porodzie lub wcale go nie przeżyje, a matka nie będzie w stanie się z tym pogodzić. Dla części chrześcijan przerwanie ciąży jest równoznaczne z morderstwem, które powinno wiązać się z dożywotnim pobytem w więzieniu, a najlepiej ukamieniowaniem. Skoro chroni się tak bardzo ludzkie życie, to czy, używając tej samej logiki co organizacje i działacze ruchu antyaborcyjnego, mężczyzn-imperialistów nie powinna dosięgnąć natychmiastowa kara śmierci za ludobójstwo? Wszystkie środowiska religijne tworzące kampanie przeciwko aborcji, na przykład protestujący przy przychodni Abotak, Grzegorz Braun czy TFP Krucjata Młodych, zasłaniają prześladowanie kobiet troską o „dzieci” i słowami zapisanymi w Biblii. Ostatecznie, gdy matka jednak urodzi chore, potrzebujące opieki państwa dziecko, nikt z tych ludzi już nie garnie się do pomocy. Dziwne, czyż nie? Pokazuje to, że chcą oni jedynie sprawować kontrolę nad ciałami i wyborami kobiet, żeby poczuć się lepiej we własnym przekonaniu.
Kult dziewictwa połączony z uderzającymi w niż demograficzny hasłami pokroju „gdzie są te dzieci” jest prawdziwie absurdalny. Nie-dziewica jest uznawana za „brudną”, ale matka, która przecież dziewicą nie jest, zostaje uznana za błogosławioną przez Boga. Maria z Nazaretu według biblijnej narracji urodziła dziecko, będąc dziewicą, i symbolizuje ową upragnioną „czystość”. Jej postać jest kontrą do Ewy – grzeszniczki, przez którą Bóg skazał kobiety na bolesny poród. Może wszystkie powinnyśmy zachodzić w ciążę z pomocą aniołów i rodzić w szopce? Brzmi to jak najlepsze dziewięć miesięcy życia. Kobiety są potrzegane jako „brudne” przez biologię, którą dał im Bóg Ojciec. O ironio! Nie daj Boże, by ktoś zauważył Cię trzymającą tampona, bo jeszcze pomyśli, że masz – uwaga! – okres. Cykl menstruacyjny i połóg pozostają ogromnym tematem tabu. Od najmłodszych lat dziewczyny wstydzą się miesiączkować, a kobiety rzadko otwarcie mówią o depresji poporodowej czy połogu, w obawie przed łatką „złej i słabej matki”.
Zasady życia domowego – wielki wzór dla mężów i żon
Jak Kościół zapatruje się na przemoc domową? Prawicowe środowisko często uzasadnia ją religią i uległością kobiet wobec mężczyzn. Kobiety z natury przecież są słabsze, grzeszą i kuszą innych. Mają być posłuszne swoim mężom, bo tak Bóg stworzył świat, a każde odstępstwo od tego porządku jest wynaturzeniem.
Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim. (Ef 5,22–24)
Według badań widniejących na stronie Policji, aż 74% ofiar przemocy domowej stanowią kobiety. Religijny dogmat, podtrzymujący patriarchat, znajduje swoje urzeczywistnienie w czterech ścianach polskich domów. Były radny PiS Rafał Piasecki przez lata znęcał się nad swoją żoną, a ona sama wspomina:
Mam wracać z pracy do domu o 16:30 i najpóźniej do 17:00 podać mężowi posiłek. Mam być strażniczką czystości domu i między 17:00 a 19:00 uczyć dzieci sprzątać dom. Codziennie mam mu przygotowywać czyste ubrania. Mają być uprasowane i wisieć na wieszakach. Mam też udać się do lekarza po leki na zwiększenie libido. Mam powiedzieć doktorowi, że to moja wina, bo nie mam ochoty na seks.
Spisywała „katechizm małżeński” wielokrotnie, a były mąż ją rozliczał z „obowiązków”, sam zaznaczając, że jego to nie obowiązuje. Ofiara przyznała, że jednym z powodów, dla których zwlekała z odejściem od oprawcy, był ksiądz, który powiedział jej, że przemoc domowa jest „krzyżem, który musi nosić”. Kult „cierpienia w ciszy jak Jezus” w przypadku przemocy domowej niestety również znajduje odzwierciedlenie. Kobiety będące ofiarami powinny to pozostawić Bogu, modlić się za męża i w żadnym wypadku od niego nie odchodzić, bo małżeństwo, w którym jest przemoc, jest ważniejsze od zdrowia i życia kobiety. Cierpienie uszlachetnia, ale tylko w przypadku kobiet.
Nie zapominajmy, że w Dekalogu kobieta jest wymieniona tuż obok męskiego dobytku:
Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego. (Wj 20,17).
Rola kobiety w małżeństwie jest ograniczona do pracy reprodukcyjnej (która nawet nie jest uznawana za pracę), co de facto jest przemocą ekonomiczną. Mężowie ograniczają autonomię swoich żon – jeśli nie pracują, to nie mają własnych pieniędzy, a jeśli nie dysponują własnymi środkami, to nie uciekną od oprawcy. Kościół także promuje obraz kobiety, której jedyną drogą do zbawienia jest całkowite wyniszczenie siebie dla dobra rodziny. Przeciwstawienie się temu interpretuje się jako oznakę egoizmu i pychy. Dominuje tutaj szkodliwa etyka poświęcenia – kobieta ma być cicho, zajmować się mężem, domem i dziećmi, a w tym wszystkim zapomnieć o swoich potrzebach.
Wielkie polowanie na czarownice
Magię w życiu codziennym uprawiały głównie kobiety, które – jak uważano – najłatwiej nawiązywały kontakt z mocami nadprzyrodzonymi ze względu na znajomość tajemnic przedłużania życia. Poza tym to one troszczyły się o sprawy codzienne (dom, rodzina, jedzenie, pielęgnacja chorych), więc były najbliżej magii ludowej. W średniowieczu uprawiano dwa rodzaje magii – białą, służącą celom dobrym (leczeniu, płodności, urodzajowi), i czarną (służącą sprowadzaniu chorób i powodowaniu śmierci). Początkowo Kościół nie zwalczał tych praktyk, tylko je zawłaszczał i oswajał, wplatając je do rytuałów religijnych (picie wody święconej, znak krzyża nad chlebem i inne). Później magia zaczęła być kojarzona z szatanem, a kobiety-czarownice uznano za heretyczki chcące zniszczyć religię chrześcijańską. Pojawiły się masowe prześladowania i procesy na ogromną skalę, wywołane strachem i poczuciem zagrożenia. Czarownice stały się idealnym kozłem ofiarnym – uosobieniem wszystkiego, czego patriarchat nie potrafił okiełznać: kobiecej wiedzy, niezależności i seksualności, która nie łączyła się z prokreacją. Co więcej, polowanie na czarownice zbiegło się w czasie z początkiem kapitalizmu. Odebranie kobietom wiedzy o leczeniu chorych i kontroli nad narodzinami było według wielu badaczek i badaczy niezbędne, by przetransformować je w darmową siłę roboczą produkującą nowych robotników.
Dziś, choć stosy już nie płoną, mechanizm wykluczenia pozostał niemal identyczny. Uprzedmiotowienie kobiet istniało i nadal istnieje – wciąż ojciec czy mąż najczęściej stosuje przemoc wobec córki czy małżonki, wciąż istnieją luki płacowe, wciąż ciało kobiet nie jest autonomiczne, wciąż kobiety są demonizowane, wciąż kobietom wolno mniej. Ani jednej więcej.
Julia Gąsiorek
Władza
