Co się działo w kioskach w BUWie? Rozliczamy rektorat UW
18 września 2026

Wracamy na UW i – wbrew temu, co marzy się Alojzemu Nowakowi i jego świcie – pamiętamy ich genialną „współpracę” ze spółką Victoria SPV2. W bibliotece, zamiast otworzyć drugą publiczną stołówkę, władze uczelni postawiły na prywatną restaurację i salę eventową. BUWBAR okazał się niewypałem, ale rachunek za ten eksperyment płacili również pracujący tam studenci i studentki: zatrudniani za minimalną stawkę, bez gwarancji godzin i jasnej informacji, czy nadal mają pracę. Dlatego na początku kolejnego roku akademickiego przypominamy, jak pracowało się za ladą kiosków w BUWie – i ponawiamy żądanie utworzenia publicznej, taniej stołówki.
Nowy rok akademicki, stare rachunki
Zaczyna się kolejny rok akademicki, a rektorat najchętniej zostawiłby sprawę BUWBARu za sobą. Restauracja działała krótko, zniknęła z przestrzeni Biblioteki Uniwersyteckiej, a lokal ponownie stoi pusty – w sprawie planów zagospodarowania tej przestrzeni zwróciliśmy się do Działu Organizacji Zasobów Informacyjnych UW. Według władz rektorskich warto zachowywać się tak, jakby o incydencie premium wszyscy zapomnieli. My jednak dobrze wiemy, że nie wyparowały konsekwencje decyzji, które doprowadziły do otwarcia BUWBARU, ani odpowiedzialność rektoratu za warunki pracy w murach biblioteki.
Na Uniwersytecie Warszawskim prowadzona jest jedna stołówka. Mieści się ona na ulicy Oboźnej, zaraz obok Wydziału Polonistyki. BUWBAR, przynajmniej w teorii, miał być prywatną odpowiedzią na zapotrzebowanie na stołówkę z prawdziwego zdarzenia. Lokal w BUWie stał pusty od lat – wcześniej funkcjonowało tam bistro Rewers. W praktyce jasne było, że restauratorka Lin-Iwanejko upatrzyła sobie sposób na owocny biznes. W przestrzeni, w której studentki i studenci mieli kupować tanie obiady, powstał lokal reklamowany początkowo jako Premium Street Food & Event Hall. Organizowano w nim zamknięte imprezy dla zewnętrznych gości, a studenci i studentki pracujący w poprzedzających jego otwarcie kioskach (prowadzonych przez tę samą restauratorkę) zarabiali minimalną stawkę godzinową.
W odpowiedzi na powszechną krytykę tego modelu władze uczelni broniły prywatnego przedsięwzięcia i próbowały przedstawiać osoby walczące o stołówkę jako agresorów i wandali, którzy zagrażają bezpieczeństwu pracowników i pracownic. Odpowiedzialność za decyzje podejmowane na UW rozmywano między prywatną firmą, administracją uczelni i niedofinansowaniem szkolnictwa wyższego. BUWBAR upadł, zanim zdążył na dobre wpisać się w życie uczelni. Publiczna stołówka nie powstała, a zapowiadane przez prorektora Macieja Rasia i kanclerza Roberta Greya spotkania otwarte na temat gastronomii na UW nigdy nie doszły do skutku.
Druga rozmowa, ten sam obraz
W maju pierwszy raz opisaliśmy warunki pracy w kioskach działających wcześniej w BUWie. Z relacji byłej pracownicy jasno wynikało, że zatrudnione tam osoby pracowały na śmieciówkach, bez gwarantowanej liczby godzin i za minimalną stawkę. Grafik zmieniał się z dnia na dzień, a pracownice gastronomii angażowano również do prac wykończeniowych w powstającym BUWBARze – bez dodatkowego wynagrodzenia i szkolenia BHP.
Po publikacji przeprowadziliśmy kolejny wywiad pracowniczy. Sebastian, student Wydziału Kultur Azji i Afryki UW, rozpoczął pracę w kiosku lunchowym w połowie listopada 2025 roku. Dostał ją przez znajomą, która pracowała w kiosku kawowym i zapytała kierownictwo, czy potrzebna jest dodatkowa para rąk do pracy.
Jego zmiana trwała przeciętnie siedem godzin – od otwarcia do zamknięcia kiosku. Zazwyczaj pracował dwa razy w tygodniu, we wtorki i piątki. Jedzenie przygotowywano w bistro w pobliskim Centrum Nauki Kopernik, a następnie dostarczano w boksach do BUW-u. Pracownicy przygotowywali kiosk do otwarcia, wykładali jedzenie, obsługiwali kasę i sprzątali po zamknięciu. Czasami musieli również chodzić do lokalu lub biura firmy w CNK, żeby przynieść potrzebne rzeczy albo rozmienić pieniądze.
Na zmianie pracowały dwie osoby. Grafik układano z wyprzedzeniem od jednego do dwóch tygodni, ale regularnie poszukiwano ludzi na ostatnią chwilę.
Wynagrodzenie odpowiadało minimalnej stawce godzinowej i było wypłacane w gotówce w biurze firmy w CNK.
Najpierw praca, później umowa
Sebastian rozpoczął pracę bez podpisanej umowy. Dokument otrzymał dopiero pod koniec okresu, w którym regularnie przychodził na zmiany. Kiedy go podpisywał, umowa nie miała wpisanej daty. W połowie kwietnia poproszono go o podpisanie jej ponownie – kilka tygodni po faktycznym zakończeniu współpracy.
Pracę zaczął również bez tzw. książeczki sanepidowskiej. Dopiero później kierownictwo zaczęło dopytywać o wymagane dokumenty i opłaciło jego badania medycyny pracy.
W kiosku nie było dostępu do bieżącej wody. Relacja Sebastiana potwierdza więc jeden z najpoważniejszych problemów opisanych przez poprzednią rozmówczynię – to właśnie brak wody miał doprowadzić do interwencji sanepidu i zamknięcia kiosków.
Zmiany znikały, pracownik miał się domyślić
Na początku w kiosku lunchowym pracowali Sebastian, drugi chłopak i dwie dziewczyny. Jedna z pracownic odeszła, a pracownika zwolniono po postawieniu mu zarzutu kradzieży pieniędzy. Z czasem dotychczasowy zespół zaczęły zastępować osoby pracujące wcześniej w bistro w Centrum Nauki Kopernik.
Około stycznia br. Sebastian przestał otrzymywać pytania o dyspozycyjność. Nikt nie poinformował go wprost, że firma kończy z nim współpracę. Dopiero kiedy zaczął dopytywać o kolejne zmiany, menadżerka przekazała mu, że rekrutacja na styczeń została zamknięta, ponieważ zatrudniono osoby z pełną dyspozycyjnością.
20 stycznia dostał jeszcze propozycję trzygodzinnej zmiany przy kasie. Zapowiadano mu również, że w lutym ponownie pojawi się możliwość pracy. 3 lutego zapytał o dalsze zatrudnienie, a trzy dni później – o termin kolejnych zmian. Usłyszał wtedy, że firma ma już stały zespół i najlepiej będzie, jeśli porozmawia z szefem kuchni.
2 marca menadżerka ponownie zapytała go o dyspozycyjność. Później tłumaczyła, że szef nie znalazł dla niego zadania, a ona sama miała „urwanie głowy”. Ostatecznie przekazała mu, że „sprawa okazała się poważna” i został „wyrejestrowany”. Sebastian nie otrzymał jasnego wyjaśnienia, czego właściwie dotyczyło wyrejestrowanie. 4 marca zapytano go jedynie, kiedy może przyjść się rozliczyć.
Firma nie musiała nikogo formalnie zwalniać. Wystarczyło przestać pytać o dyspozycyjność i nie przydzielać kolejnych zmian.
Przy umowie zleceniu bez zagwarantowanej liczby godzin pracownik z dnia na dzień tracił dochód, a potem sam musiał ustalić, czy w ogóle nadal jest zatrudniony.
Z kiosków do BUWBARu
Na początku 2026 r. menadżerka zaproponowała Sebastianowi pracę w charakterze hosta podczas wydarzeń organizowanych w BUWBARze, który nie był wówczas jeszcze otwarty dla przeciętnego zjadacza chleba. Funkcja miała rozpocząć się podczas wydarzenia organizowanego 14 lutego i później przyjąć stały charakter.
Ta propozycja dobrze pokazuje sposób zarządzania całym przedsięwzięciem. Osoba zatrudniona do wydawania jedzenia i obsługi kasy mogła z dnia na dzień zostać hostem na prywatnym wydarzeniu. Wcześniej pracownice kiosków kierowano do remontowania lokalu. Wszystko zależało od aktualnych potrzeb firmy, natomiast zatrudnione osoby nie mogły liczyć na stałą liczbę godzin ani jasny zakres obowiązków.
Jeszcze przed oficjalnym otwarciem BUWBARu w niewykończonym lokalu odbywały się zamknięte imprezy dla zewnętrznych gości, między innymi wydarzenie dla środowiska związanego z Uniwersytetem Harvarda. Pieniądze i energia szły w kolejne koncepcje wystroju, prywatne wydarzenia i budowę wizerunku miejsca premium. Jednocześnie studenci i studentki pracowali za minimalną stawkę, bez pewności, czy w następnym tygodniu dostaną jakąkolwiek zmianę.
Chaos miał swoją strukturę
Obie osoby, z którymi rozmawialiśmy, opisywały menadżerkę jako osobę przeciążoną, zestresowaną i pozostającą pod presją szefostwa. Sebastian podkreślał, że miał z nią dobrą relację, a kiedy ktoś zachowywał się wobec pracowników nieprzyjemnie, próbowała ich chronić. Jednocześnie niemal wszystkie codzienne sprawy – grafiki, wydarzenia, kontakt z pracownikami i gaszenie kolejnych kryzysów – spadały właśnie na nią.
Chaos organizacyjny był skutkiem modelu, w którym biznes ogranicza koszty dzięki umowom zleceniom, minimalnym stawkom i przerzucaniu ryzyka na pracowników. Kiedy brakowało klientów albo zmieniały się plany, firma mogła po prostu odwołać zmianę. Gdy brakowało osób do pracy, szukano ich w ostatniej chwili. A w momencie, gdy ktoś przestawał być potrzebny, nie dostawał grafiku i sam musiał domyślić się, że stracił źródło utrzymania.
Uniwersytet Warszawski stworzył dla tego modelu przestrzeń we własnym budynku. Prywatny operator prowadził lokal, ale pracowali w nim studenci i studentki UW. Uczelnia nie może umywać rąk od ich warunków zatrudnienia tylko dlatego, że formalnie odpowiadała za nie zewnętrzna spółka.
Lokal stoi pusty, stołówki nadal nie ma
BUWBAR miał pokazać, że prywatny biznes lepiej zagospodaruje przestrzeń niż publiczna stołówka, na którą biednego rektora nie stać. Zamiast tanich i zdrowych obiadów otrzymaliśmy drogi lokal, salę eventową i organizację pracy opartą na śmieciówkach. Według Sebastiana jedzenie sprzedawane w kioskach było drogie i bardzo złej jakości. Restauracja, prowadzona przez właścicielkę kiosków, która miała zaprezentować nowoczesne rozwiązania i zakończyć temat publicznych stołówek, zawinęła się po 30 dniach.
Wystąpiłyśmy do Uniwersytetu Warszawskiego o udostępnienie planów zagospodarowania pustej przestrzeni po BUWBARze oraz informacji o planowanych konsultacjach z ludźmi studiującymi i pracującymi na uczelni. Rektorat po tylu błędach musi wyciągnąć wnioski i nie decydować o przeznaczeniu tego miejsca ponad naszymi głowami.
Domagamy się utworzenia publicznej stołówki, oferującej tanie i pełnowartościowe posiłki oraz zatrudniającej pracowników i pracownice na stabilnych umowach. Wracamy na uczelnię – tym samym do walki o przestrzeń, która powinna służyć całej społeczności uniwersytetu.
Wystawmy rachunek rektorowi
Pracowałeś lub pracowałaś w kioskach w BUWie, BUWBARze albo innym lokalu gastronomicznym na terenie Uniwersytetu Warszawskiego? Napisz do nas i opowiedz o swoich warunkach pracy. Każda relacja pomaga rozliczać firmy działające na uczelni i władze, które udostępniają im publiczną przestrzeń.
Stołówki
Śmieciówki



