BUWBAR w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie otworzył się 30 kwietnia br. Potrzebowałyśmy 30 dni, żeby wykurzyć go stamtąd na dobre. Ten miesiąc pozwolił ponownie zobaczyć w praktyce to, co powtarzamy od lat: outsourcing gastronomii na publicznej uczelni jest skazany na porażkę. Nasze zdobycie i przeanalizowanie umowy dzierżawy między UW a spółką Victoria SPV2 napędziło medialną machinę ujawniającą absurdy „premium food street event hallu”.
Nie czujcie się jak u siebie w domu
Pojawienie się lokalu spotkało się z natychmiastową studencką reakcją. W dzień zapowiadanego otwarcia zorganizowałyśmy pikietę pod biblioteką, która następnie przeniosła się do środka BUWBARu. W końcu, jak to ujął kanclerz Grey, każdy może posiedzieć w ładnym lobby ze znajomymi, prawda? Po bibliotece błyskawicznie rozeszły się ulotki informujące o szemranej umowie i pojawieniu się fancy knajpki w miejscu, gdzie się uczymy i pracujemy.
Oliwy do ognia dolewały absurdalne wypowiedzi restauratorki i władz uczelni – jak np. ta o inteligentnych studentach, którzy będą rządzić Polską, która z pewnością przejdzie do historii.
W następnym tygodniu zorganizowałyśmy wspólny obiad w BUWBARze – również w duchu kanclerskiej idei, że gorsi studenci mogą po prostu przynosić swoje jedzenie lub iść na jedyną stołówkę uniwersytetu.
Innym razem odbyłyśmy w naszym food hallu dyskusję na temat sprywatyzowanego klubu Indeks (dziś: Odzysk). Tego wieczoru postanowiłyśmy wytestować menedżerskie nerwy i postąpić zgodnie z zapisem umowy mówiącym, że lokal jest otwarty do 22.00. Kolega Lin-Iwanejko poinformował nas, że zamykają BUWBAR o godzinie 20.00, czyli aż dwie godziny przed deklarowanym czasem. Co za zbieg okoliczności! Niespodziewana zmiana godzin otwarcia w dniu, gdy w lokalu siedzą bojkotujący knajpę studenci i studentki? Odpowiedziałyśmy uprzejmie, że dokończymy rozmowę i opuścimy BUWBAR, ale szefostwa to nie zadowoliło. W ekspresowym tempie ściągnął ochronę i zaczął grozić wezwaniem policji. Zbrodnia? Studiujący przebywali na terenie biblioteki i nie podporządkowali się biznesowi. Niespełna pół godziny po 20.00 wyszłyśmy z BUWBARu. Stojąc przed biblioteką zobaczyłyśmy przyjazd policji. W kolejnych tygodniach stało się jasne, że nową normą jest bliska obecność straży uniwersyteckiej (której nigdy nie znajdziemy w okolicy ulicy Dobrej) i funkcjonariuszy.
Warszawskie ulice i wydziały szybko zostały zasypane plakatami i naklejkami. Nikogo z nas nie zaskoczył fakt, że to właśnie one stanowiły dla reprezentantów nurtu „racjonalnego” największy problem tych pechowych dla rektora 4 tygodni.
Chcąc skorzystać z event hallu, zdecydowałyśmy się na organizację AntyJuwenaliowego biforu właśnie w BUWBARze. Przygotowany przez nas skecz, w ramach którego wcieliliśmy się w rolę władz UW i rzeczniczki prasowej, był zapowiedziany na godzinę 18.00. Efekt? Kartka na drzwiach restauracji „DZIŚ ZAMYKAMY 0 17:15” – pisownia oryginalna.
Znowu pozostaje podziękować Lin Iwanejko, której strategia spowodowała, że performance miał miejsce pod biblioteką, gdzie mógł cieszyć się większym zainteresowaniem, niż w czterech BUWBARowych ścianach. W występie oglądać mogłyśmy Mateusza Mossakowskiego, który posłusznie przyjmował polecenia rektora, Alojzego Nowaka w futrze i jaguarze, Roberta Greya w amerykańskim krawacie i z akcentem, jakiego nie powstydziłaby się Joanna Krupa, Macieja Rasia w czapce z daszkiem z logo Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Annę Modzelewską powtarzającą w kółko te same frazy.
After niestety nie mógł odbyć się w BUWBARze – menedżer stawił rygorystyczne warunki dotyczące „vibe’u” muzyki.
Uwaga, polityka!
W sobotę 16 maja na stronie Uniwersytetu Warszawskiego ukazał się komunikat ws. BUWBARu. Władze UW sięgnęły po stały repertuar: zakłócanie działalności lokalu, budowanie podziałów, polityczność (uniwersytet jest, rzecz jasna, apolityczny) i otwartość na „dialog”. Posunęły się nawet do wypuszczenia fałszywych informacji o zastraszaniu pracowników i domniemanym zawale jednego z nich. Pracownice BUWu, z którymi rozmawiałyśmy, nie miały pojęcia na temat żadnej z tych spraw.
Dodatkowo sam komunikat oficjalny profil Uniwersytetu Warszawskiego zaczął tego samego dnia udostępniać pod naszymi wpisami na platformie X/Twitter po godzinie 22.00. Czy to szkoła zarządzania kryzysem Anny Modzelewskiej? Naszą pełną odpowiedź przeczytacie na Komunikat w sprawie komunikatu. Odpowiadamy Uniwersytetowi Warszawskiemu.
Jeśli przeciwko tobie protestują, to zrób z nich terrorystów zagrażających bezpieczeństwu. Czy tym razem zadziałało? Wygląda na to, że takiej porażki jak BUWBAR nawet klasyczny arsenał nie jest w stanie zatuszować. 4 czerwca z inicjatywy dwóch pracowników Wydziału Polonistyki rozpoczęła się zbiórka podpisów pracowników i doktorantów pod listem otwartym do rektora UW. Jak możecie przekonać się poprzez spis podpisów, list podpisało prawie 30 pracownic i pracowników Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.
My, niżej podpisane osoby z grupy pracowników oraz doktorantów Uniwersytetu Warszawskiego, apelujemy o utworzenie na terenie Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie (BUW) dofinansowanej przez UW stołówki, oferującej dania na każdą kieszeń. Tym samym chcemy wesprzeć postulat Warszawskiego Koła Młodych Inicjatywy Pracowniczej (WKMIP), aby w miejscu ekskluzywnego lokalu BUWBAR, który działa na terenie BUW-u od 2026 roku, powstał lokal dostosowany do potrzeb i możliwości finansowych całej społeczności UW.
Sygnatariusze i sygnatariuszki wprost odrzucili narrację Biura Prasowego UW o tym, że „tworzymy podziały”, wskazując, że podział na biedniejszych i bogatszych istniał już wcześniej, a spór o stołówkę po prostu go ujawnia.
PSUW i czarne chmury
Samorządowcy zawsze podkreślają, że „parlament jest otwarty dla wszystkich”. 14 maja pojawiliśmy się na posiedzeniu Parlamentu Studentów UW – na tym samym spotkaniu pojawić się mieli prorektor Raś i kanclerz Grey. Ktoś z władz samorządowych ostrzegł gości przed zagrożeniem obecnym na sali – naszymi transparentami. Po długiej debacie na temat stosowności kawałków tektury zostały one przesunięte, ale goście i tak nie pojawili się na sali i poszli obrażeni do sąsiedzkiego Pałacu Kazimierzowskiego. Po kilku godzinach obrad wysłali samorządowi oficjalną informację, że wobec tego populistycznego zagrożenia spotkanie nt. BUWBARu odbędzie się za zamkniętymi drzwiami tylko dla parlamentarzystów.
Bogu dzięki za oficjalną studencką reprezentację!
Restauracja może i usunęła pod presją opinii publicznej słowo „premium” z instagramowego opisu, ale produkt pozostał ten sam. Od pierwszego dnia działalności BUWBAR nie uwzględniał nawet w ofercie zniżek zapisanych w umowie. Samorząd zareagował z typowym dla niego opóźnieniem. Odrzucili po drodze przygotowane przez nas dwie uchwały, które miały szansę być jakimkolwiek realnym posunięciem – finalnie przejęli projekt, który nie przewidywał tego, co od początku było oczywiste: po wprowadzeniu „zniżek” ceny po prostu wzrosły. Lunch sięgał nawet 30 złotych, a ceny nadal zmieniały się w trakcie dnia. Rzeczniczka UW, Anna Modzelewska, próbowała gasić krytykę, pokazując ceny pojedynczych pozycji za 22 złote, jakby mikro-posiłek rozwiązywał problem stołówki dla 42 tysięcy osób. Godziny otwarcia od początku były fikcją niemożliwą do ustalenia nawet przez Google Maps – lokal otwierał się i zamykał wedle uznania.
To nie wszystko – studenccy przedstawiciele obecni na Senacie UW poza przewodniczącym ZSS nie zabrali głosu w sprawie BUWBARu. Zapytani o przebieg obrad skupili się na potępianiu „radykalnych” metod protestu.
Początek końca
28 maja na spotkaniu zorganizowanym wyłącznie dla PSUW – na które dotarłyśmy dzięki nieformalnemu przekazowi informacji – prorektor Raś i kanclerz Grey odmówili komentarza w sprawie restauracji, tłumacząc się trwającymi negocjacjami. Negocjacje umowy po niespełna miesiącu od jej otwarcia? Ciekawe. Włodarze nie kryli niezadowolenia z zastanej sytuacji, ale zakulisowe rozmowy zamknęły im usta na temat losów lokalu. Sytuacja robiła się coraz bardziej jasna. Ciemne chmury nad biznesem Lin-Iwanejko nie były chwilowym kryzysem wizerunkowym.
Chwiejne menu za kodem QR i niestabilne godziny pracy opuściły teren BUWu 31 maja. Drzwi BUWBARu zamknęły się na dobre, ale nie było to oczywiste od początku.
Czekaliśmy na oficjalną informację ze strony uczelni albo chociaż samego BUWBARu – bezskutecznie. Same zaczęłyśmy otrzymywać coraz więcej informacji, że lokal zakończył działalność na dobre. Stało się jasne, że nikt nie zamierza poinformować kilkudziesięciotysięcznej społeczności UW, w związku z czym wzięłyśmy sprawy w swoje ręce i przekazałyśmy wam tę zwycięską wiadomość. Równolegle w nocy z 2 na 3 czerwca z zabytkowych regałów BUWu zniknął neon restauracji.
Żegnamy BUWBAR
W piątek 12 czerwca zorganizowałyśmy pożegnanie BUWBARu, na które składał się marsz pogrzebowy oraz stypa – jeden ze studentów przygotował nawet elegię ku pamięci upadłego biznesu. Uniwersytet zamknął z tej okazji każde możliwe wejście na teren mijanego przez nas kampusu.
Przemarsz zakończył się w Norze na ulicy Karowej, w której zagrał dla nas Nekroskop, który kojarzyć możecie z AntyJuwenaliów oraz DJ Pantokrator.
Milczenie gronostajów
Na spotkaniu 28 maja kanclerz Grey przekonywał, że nie ma pojęcia o istnieniu kanclerza łódzkiej filmówki, na której prowadzona jest od 2023 roku stołówka. Stwierdził za to, że z chęcią się z nim spotka. Wykorzystałyśmy fakt, że łódzką stołówkę już odwiedzałyśmy i skontaktowałyśmy się z kanclerzem Igorem Duniewskim, który wykazał chęć spotkania z kanclerzem UW. Nie zdziwi was, jeśli powiemy, że Grey konkretną propozycję spotkania zbywa milczeniem mimo zapewnień sekretarki o przekazaniu mu zaproszenia. Pytanie dotyczące BUWBARu pozostało bez odpowiedzi ze strony prorektora ds. studenckich.
BUWBAR zamknął się ostatecznie po miesiącu działalności, który pozwolił mu na wygodne rozliczenie i szybką ewakuację. Władze, które postawiły nas przed faktem dokonanym otwarcia „premium food hallu”, nie znalazły w sobie gotowości do publicznego ogłoszenia jego upadku. Historia powtórzyła schemat z Wydziału Fizyki, gdzie bistro „Nowa Hoża” nie przetrwało nawet pół roku. Outsourcing zawiódł po raz kolejny tam, gdzie wcześniej ostrzegano, że zawiedzie.
Światło w beznadziejnym tunelu
Ministerstwo nauki ogranicza się do „przekonywania rektorów”, politycy PiS i PO ścigają się na komisjach sejmowych na najgłupsze argumenty, minister finansów dziwi się na wiadomość, że fundusz stołówkowy nie istnieje. Rozmowy o budżecie na 2027 rok już niedługo – my też się na nie szykujemy. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego zaczyna mówić o otwieraniu stołówek, rektor Uniwersytetu Gdańskiego zaprasza studiujących na spotkanie na ich temat, zwraca się do nas coraz więcej instytucji i osób chcących włączyć się w sprawę. Sprawa stołówek, niegdyś tak trudna do wepchnięcia w dziennikarskie pole zainteresowania, nabiera tempa, na które pracowałyśmy od 2023 roku.
Nazwijmy to wprost – BUWBAR był przez nas okupowany.
Nie musiałyśmy w nim nocować czy przebywać 24/7. Pojawienie się restauracji pozwoliło nam wytestować strategię, którą dotychczas znałyśmy na papierze. Organizowałyśmy wewnętrzne dyskusje na temat strategii walki z biznesem na uczelniach już dwa lata temu – podkreślałyśmy wtedy wagę odzyskiwania przestrzeni i jej polityczny wymiar. Wiedziałyśmy więc, że jest to coś, co chcemy wypróbować i uznajemy za jedną z metod. Kwestią czasu było, kiedy i czy w ogóle znajdziemy się w historycznych warunkach, które wprost szykują grunt pod taki rodzaj akcji bezpośredniej. Dwa lata mogą być interpretowane jako długi okres w studenckich latach, lecz nie w ramach organizacyjnych. Obserwując działania rektora, kanclerza i restauratorki, można by odnieść wrażenie, że byli przez cały ten czas w zmowie z nami. Popełnili każdy możliwy błąd, jaki był do popełnienia.
Wspólnymi siłami pozbyłyśmy się z terenu uniwersytetu nastawionej na zysk spółki, która miała bezkarnie działać w miejscu przeznaczonym na stołówkę. Robimy to po to, by zmienić studenckie postrzeganie uniwersytetu w ogóle. Nie zależy nam na pojedynczych akcjach, tylko na ich długofalowych efektach – na poziomie państwowym, uczelnianym, ale też dyskursywnym. Jednak przede wszystkim chcemy budować ciągłość, która już teraz trwa dłużej, niż jeden licencjat.
Przez ostatnie lata obserwować mogłyśmy okupacje, pikiety, konkretne postulaty wywodzące się z politycznych antykapitalistycznych przekonań. Kultura oporu musi powstać, jeśli chcemy być w stanie zarówno defensywnie bronić tego, co mamy – jak np. braku czesnych – oraz uderzać ofensywnie, by zyskać to, czego potrzebujemy. Odrzucenie krępującego zażenowania i przekonania o bezwarunkowym braku sensu walczenia o cokolwiek, które na dobre zaszyły się w DNA naszego społeczeństwa, to zadanie większej wagi, niż może się nam wydawać.
Okupacja
Stołówki
