Kiedy pałka to za mało – o militaryzacji polskiej policji | TOTALNA MILITARYZACJA
22 sierpnia 2026
Tekst, który przeczytacie poniżej, jest częścią serii Totalna militaryzacja, w toku której będziemy wydawać opiniotwórcze teksty związane z postępującą militaryzacją i jej wpływie na nasze życia – miejsca pracy, naukę, formy organizowania się i relacje społeczne.
Polski teatr działań
Polska policja coraz bardziej się militaryzuje i jest to militaryzacja przypominająca przygotowania do wojny totalnej. Modernizacja wyposażenia już dawno przestała być argumentowane zrywaniem z pozostałościami po Milicji Obywatelskiej, mainstreamowe media coraz mniej skupiają się na humanizowaniu funkcjonariuszy jako zwykłych chłopaków, a myślenie organizacyjne coraz bardziej kręci się wokół ciągłej gotowości bojowej do rozprawy z nieuchwytnym, lecz coraz groźniejszym wrogiem wewnętrznym.
Ale co w ogóle oznacza militaryzacja? Na potrzeby tego artykułu będę definiował militaryzację jako proces, w wyniku którego policja pod wpływem przemian instytucjonalnych, presji politycznych i oddolnych nacisków samych funkcjonariuszy, zmienia uzbrojenie, strukturę organizacyjną, taktykę, ale też język i kulturę organizacyjną tak, by bardziej upodobnić się do wojska. Wraz z tą zmianą sprzętowo-kulturową przychodzi również zmiana indywidualnego myślenia funkcjonariuszy sprawiająca, że w głowach policjantów przestrzeń publiczna przekształca się w teatr działań bojowych, a społeczeństwo w środowisko kryjące potencjalnego wroga.
Piszę ten artykuł zarówno dlatego, że niepokoi mnie sam proces militaryzacji, jak i dlatego, że ogólnie nie lubię policji jako instytucji. Uważam, że brakuje nam dyskusji dotyczącej obserwowalnych aktualnie zmian tej formacji. Dyskusji, której pole wykraczałoby poza sztampowe „HWDP” lub dużo modniejsze w postępowych środowiskach „ACAB”. Jest to szczególnie zauważalne na lewicy, która podobno powinna najlepiej rozumieć rolę policji jako narzędzia obrony interesu kapitału i być szczególnie wyczulona na wszelkie przejawy militaryzacji tej instytucji.
Jesteśmy w sytuacji, w której w polskiej lewicowej sferze o policji, owszem, pisze się, ale przeważnie są to teksty skupione wokół bardzo ogólnych zagadnień roli policji w kapitalistycznym społeczeństwie. Bardziej krytyczne analizy jak tekst Warszawskiego Koła Młodych Inicjatywy Pracowniczej odrzucający koncepcje policyjnych związków zawodowych pojawiają się rzadko. Zresztą status policjanta-pracownika, z uwagi na rolę policji w kapitalistycznym społeczeństwie, dalej pozostaje dla organizacji związkowych kwestią sporną. Niektóre, jak Inicjatywa Pracownicza, stawiają odgórne ograniczenia, inne chętnie współpracują z policyjnymi związkami zawodowymi. Dlatego wyprowadzanie szczegółowej i zakorzenionej we współczesnych realiach analiz policji jest tak kluczowe – pozwala nie tylko lepiej rozumieć tę formację, ale też wypracowywać lepsze polityczne strategie walki z nią.
Policja to wojsko
Nie należy ulegać złudzeniu, że jedynym podobieństwem między policją a wojskiem jest posiadanie uzbrojonego personelu. Obie formacje mają ze sobą dużo wspólnego zarówno pod względem struktury organizacyjnej, jak i założeń leżących u podstaw działania obydwu instytucji.
Istnieją dwie konstytutywne dla obu formacji cechy – hierarchiczność i przekonanie o istnieniu wroga, którego należy zwalczyć. Hierarchia, na poziomie jednostkowym, przejawia się oczywiście w formie stopni będących bezpośrednim oznaczeniem dzierżonej władzy. A władzę w tak odgórnej strukturze trzeba należycie honorować i być jej odpowiednio posłusznym. Na kursie podstawowym kandydaci na policjantów mają okazję zapoznać się z podręcznikiem „Zasady zachowania się policjantów” (CSP Legionowo, Materiały szkoleniowe nr 222, 2025), który bardzo szczegółowo, wręcz drobiazgowo, wykłada sposoby oddawania honorów zarówno przełożonym, jak i symbolom państwowym. Autorzy kładą przy tym szczególny nacisk na to, jak starszego stopniem prawidłowo powitać. Czytam to jako sposób na ukształtowanie u kursantów absolutnej podległości wobec przełożonych i instytucji państwa. Te działania mają gwarantować bezwzględne, ale jednak dobrowolne wykonanie wydanego rozkazu. Gdyby jednak dryl nie był w stanie zaszczepić w aspirującym funkcjonariuszu poddańczości to w Ustawie o Policji, wpisane jest dokładnie czym jest naruszenie dyscypliny służbowej i z jakimi karami się wiąże (Dz.U. 1990 nr 30 poz. 179 art. 132 - 134i). Zatem jeśli danego funkcjonariusza do wykonania rozkazu nie zachęca wiara w etos policji, to funkcję motywującą przejmuje wizja kary dyscyplinarnej. Ustawa o Policji zawiera jednak szczególny przypadek w którym funkcjonariusz ma obowiązek odmówić wykonania rozkazu jeśli wiąże się on z popełnieniem przestępstwa (Dz.U. 1990 nr 30 poz. 179 art. 58 p. 2). Jednak odmowa wykonania rozkazu na takiej podstawie oznacza, że odmawiający funkcjonariusz musi niezwłocznie zameldować o swojej niesubordynacji bezpośrednio Komendantowi Głównemu, a potem przygotować się na, czasami wieloletnie, postępowanie Biura Spraw Wewnętrznych Policji i prokuratury. Droga ta celowo jest trudna – ma zniechęcać do odmowy wykonywania rozkazów.
Warto zatrzymać się także przy pojęciu rozkazu. Według Słownika Języka Polskiego PWN rozkaz to:
polecenie wykonania czegoś wydane przez osobę uprawnioną do tego lub mającą nad kimś jakąś przewagę.
Jednak rozkaz jako instytucja ma głębsze i zdecydowanie mroczniejsze implikacje. Jeśli do wykonania rozkazu wystarczyłaby tylko dysproporcja władzy to ani armia, ani policja nie potrzebowałyby wielomiesięcznych kursów kształtujących w rekrutach dyscyplinę i karność. W służbach mundurowych rozkaz nie jest tylko poleceniem szefa, bo przełożony nie jest tylko szefem – jest absolutem i jego słowo powinno być spełniane z najwyższym oddaniem. Dryl w służbach wsiąka głęboko w psychikę funkcjonariuszy w celu zapewnienia absolutnego podporządkowania dowódcy. Ten dowódca ma oczywiście swojego przełożonego, tamten ma wytyczne od generała, który z kolei spełnia polityczny plan rządu. Gdy prześledzi się łańcuch dowodzenia, można odnieść wrażenie, że każdy jego szczebel ślepo i bez zastanowienia wykonuje rozkazy jakiejś góry. Ta bezmyślność w wykonywaniu rozkazów jest jednym z najniebezpieczniejszych mechanizmów, jakie funkcjonują w policji.
Wojskowe naleciałości da się zaobserwować również w języku stosowanym przez policję. Warto się przy tym zatrzymać, bo język przekracza bariery między organizacją a jednostkami funkcjonującymi w jej ramach, obnażając prawdziwe oblicze instytucji. Niedużą grupę funkcjonariuszy (do ok. 8 osób) policja określa mianem oddziału lub pododdziału, kilka pododziałów tworzy pluton a kilka plutonów – kompanię. Te nazwy zachowały się w języku jeszcze z czasów Milicji Obywatelskiej – wtedy struktura organizacyjna była jeszcze bardziej zbliżone do tych wojskowych. Za Polski Ludowej również stopnie w MO odpowiadały tym wojskowym. Dzisiaj stopnie w policji mają inne nazwy, usunięto też trzy stopnie podoficerskie (od kaprala do plutonowego). To jednak w rzeczywistości bardzo kosmetyczne zmiany mające jedynie budować fasadę demilitaryzacji policji po 1989 roku. Niemniej używanie terminologii wojskowej w odniesieniu do jednostek organizacyjnych nadal potwierdza ogromne podobieństwo policji i wojska.
Quasi-wojskową hierarchię da się również zaobserwować na poziomie instytucjonalnym. Tak jak komisarz ma więcej władzy niż sierżant tak samo poszczególne szczeble organizacji, zinstytucjonalizowane w formie komend, różnią się zakresem kompetencji. Najwyższą i bezwzględną władzę ma teoretycznie Komenda Główna i osoba Komendanta Głównego Policji. W praktyce Komendant ma też swoich szefów – odpowiada przed Ministrem Spraw Wewnętrznych i de facto realizuje wyznaczone przez niego cele polityczne. Dalej w tej hierarchii są komendy wojewódzkie, powiatowe lub miejskie, komisariaty a na końcu lokalne posterunki. KGP jest dla policji tym, czym dla Wojska Polskiego jest Sztab Generalny – najwyższą władzą, odpowiadającą za wszelkie najważniejsze decyzje strategiczne i dotyczące realizacji polityki państwa w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego. Dla policjanta i żołnierza sztab jest władzą, której należy się bezwzględnie słuchać.
Drugim fundamentem łączącym policję i wojsko jest przekonanie o istnieniu wroga. Z tą różnicą, że dla wojskowego wróg jest zewnętrzny i jest nim przede wszystkim żołnierz sił przeciwnika i obcy cywil. To oznacza, że przeważnie stosunkowo łatwo odróżnić go od reszty populacji. Dla policji wróg jest przede wszystkim wewnętrzny – wygląda jak cywil, mówi jak Polak i w ogóle jest jakiś taki normalny. To sprawia, że policja jako instytucja cechuje się ogromną dozą podejrzliwości i paranoi. Nieważne, czy obraz wroga kształtowany przez kierownictwo formacji, jest prawdziwy czy urojony. Samo jego istnienie uzasadnia ciągłą gotowość bojową i buduje potrzebę nieustannego dozbrajania się.
Dlaczego policja się militaryzuje?
Odpowiedź na to pytanie nie sprowadza się ani do wskazania na nieodłącznych podobieństw policji i wojska, ani na rosnące napięcia społeczne. To oczywiście ważne czynniki, ale jednak źródła tej podatności na militaryzację upatruję również w bezideowości policji.
Może się wydawać, że policja ma ideologię – ma etos, hierarchię i wroga. O ile są to cechy definiujące tę formację to nie sumują się one do spójnej ideologii pozwalającej policji określić konkretnie swoje miejsce w strukturze społecznej. Policja zamiast ideologii ma doktrynę, która jest wyznaczona przez kilka różnych dokumentów o charakterze strategicznym a nie ideologicznym, oraz przez osoby z konkretnymi interesami. Najważniejszym z tych dokumentów jest „Priorytety i zadania priorytetowe Komendanta Głównego Policji”, które zazwyczaj przyjmują formę planów na najbliższe dwa lub trzy lata. Natomiast najważniejszymi osobami odpowiedzialnymi za aktualny kształt doktryny policji są Komendant Główny oraz jego szef, tj. Prezes Rady Ministrów, który go powołuje. Oznacza to, że policję nadzoruje człowiek wygodny aktualnej władzy, i w konsekwencji realizujący cele rządzącego ugrupowania, które przeważnie są krótkowzroczne i ściśle związane z cyklami wyborczymi. Z tego powodu chociażby w Priorytetach i zadania priorytetowych Komendanta Głównego Policji na lata 2026 – 2028 kładzie się nacisk na organizowanie wspólnych ćwiczeń z siłami zbrojnymi RP (tamże, I-4, s. 4) i rozwój zaplecza dronowego (dokument wspomina m.in. wykorzystanie platform dronowych i wdrażanie sztucznej inteligencji). Bezzałogowce w ogóle są konikiem aktualnie rządzącej ekipy, ponieważ jednocześnie pokazują populacji siłę militarną i budują poczucie technicznego zaawansowania. O tym, że w Polska wcale tak technologicznie zaawansowana nie jest, bo ma bardzo ograniczone zaplecze do produkcji i serwisu dronów publika już wiedzieć nie musi…
To oznacza, że ta organizacja – jak wiele innych instytucji państwa polskiego – pchana jest przede wszystkim siłą interesów aktualnie rządzącego stronnictwa i własnej instytucjonalnej bezwładności. W systemie, w którym pracuje policja każdy rozkaz wchodzący w szerszą strategiczną wizję wydaje się racjonalnym zadaniem z punktu widzenia poszczególnych szczebli łańcucha dowodzenia. Dzieje się tak nie dlatego, że funkcjonariusze na kolejnych pozycjach dobrze rozumieją i zgadzają się z poleceniami swoich przełożonych. Są jednak głęboko przekonani, że osoby nad nimi rozumieją celowość wydawanych poleceń. Idzie to aż do Komendanta Głównego, który z kolei realizuje cele wygodne dla polityków, którzy go mianowali i sam wierzy, że oni mają jakiś pomysł na formację, której przewodniczy.
Zatem polska policja militaryzuje się niejako poprzez osmozę, ulega narracjom opartym na strachu, a ponieważ jest instytucją siłową i język siły rozumie najlepiej, to przejmuje wzorce prosto z wojska. Wysocy rangą oficerowie z Komendy Głównej dogadują razem z politykami zakupy transporterów opancerzonych, dronów czy karabinów, myśląc o nich jako o racjonalnych i strategicznych wyborach w niebezpiecznych czasach. Nie zastanawiają się jednak, jak te wszystkie systemy powinny wkomponowywać się w rzeczywistość społeczną i czy w ogóle ich zakup jest uzasadniony. Bo ostatecznie nie mają tego robić – mają za to odpowiadać na sytuację, w której wszystkie sejmowe stronnictwa i media głównego nurtu straszą rychłą wojną. Nawet podobno lewicowe stronnictwa, jak partia Razem, zamiast wychodzić naprzeciw wojennej narracji jeszcze bardziej ją podsycają.
Ulubiony szczeniak polskiej policji
Podobno każdy rodzic ma swoje ulubione dziecko – policja jako matka różnych komórek i poddziałów nie jest wyjątkiem od tej reguły. Ulubionym dzieckiem tej instytucji jest Centralny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji „BOA”. Media polskiej policji, szczególnie ich YouTube, są wręcz zalane treściami o AT-kach (jak w żargonie mundurowych określa się antyterrorystów), od dokumentów przedstawiających historię tych jednostek po nagrania z ćwiczeń, które pod względem realizacji wyglądają bardziej jak znane z TikToka edity niż wideo zapisy z przebiegu manewrów (patrz np. HECTOR - Operacja Varso Tower na Youtube Policji). Nie tylko forma ale też funkcja świadczy o podobieństwie – tak jak TikTokowy edit z Patrickiem Batemanem ma przedstawiać go jako fajnego i uniknąć refleksji nad głównym bohaterem American Psycho, analogicznie nagrania z ćwiczeń kontrterrorystów mają przedstawiać ich jako silną, kompetentną i fajną formację bez zastanowienia się nad jej społeczną rolą czy użytecznością. Policjant tam wygląda jak żołnierz z Call of Duty albo funkcjonariusz SWAT z amerykańskiego filmu akcji. Już w mediach społecznościowych widać, że najbardziej zmilitaryzowany pododdział policji jest traktowany jako jej oczko w głowie.
Kontrterroryści nie są jedynie najbardziej podobni do wojska, ale też najszybciej się militaryzują. W ciągu ostatniej dekady można było zauważyć postępujące zmiany wyposażenia tej formacji — pistolety maszynowe (już i tak bardzo zabójcze) zostały zastąpione jeszcze bardziej śmiercionośnymi karabinami, mundury zmieniono z czarnych na takie w wojskowym kamuflażu oraz zakupiono nowoczesne transportery opancerzone TUR VI przypominające amerykańskie MRAP-y, których atutem jest nie tylko lepszy pancerz, ale też m.in. możliwość prowadzenia ognia z wnętrza zamkniętego wozu. Te zmiany określa się eufemistycznie modernizacją, ale realistycznie są przygotowywaniem najbardziej zmilitaryzowanej jednostki policji, która już wcześniej posiadała wszelkie środki do realizowania swoich zadań statutowych, do używania jeszcze bardziej śmiercionośnej siły. Wobec kogo miałaby być ta siła skierowana? Dla policji wróg zawsze jest wewnętrzny – jest nim terrorysta, dysydent, ruski agent, nielegalny imigrant lub jakkolwiek w danym momencie nazwą grupę niewygodną dla aktualnego status quo. Policjanci z „BOA” doskonale zresztą zaprezentowali to myślenie w 2020 roku kiedy podczas protestów spowodowanych orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego ograniczającym prawo do przerywania ciąży odziani w cywilne ubrania i dobrze wmieszani w tłum zaczęli pacyfikować „od środka” manifestujące kobiety. Poza tym „BOA” bierze udział w tzw. operacjach na granicy polsko-białoruskiej, co wskazuje, że zakres działań tej formacji w praktyce wykracza poza operacje związane bezpośrednio z zagrożeniem terrorystycznym i nie ucieka ona od przemocy i stosowania terroru. Dlatego nie należy mieć złudzeń – siła, jaką dają drony, transportery opancerzone, karabiny i inne narzędzia śmierci zostanie skierowana przeciwko zwykłym ludziom wewnątrz kraju, kiedy tylko władza uzna to konieczne dla obrony systemu.
Obserwując zmiany instytucjonalne i wizerunkowe policji można odnieść wrażenie, że mit „BOA” i wiara policji we własną propagandę siły bardzo mocno ciągnie bezwładne cielsko tej instytucji. Te procesy da się zauważyć na ulicach m.in. obserwując zmiany wyposażenia szeregowych prewencjuszy, które również coraz bardziej przypomina oporządzenie wojskowe.
Militaryzacja od 1997
CPKP „BOA” to jednak jaskrawy przykład, a militaryzacja policji nie kończy się na AT-kach. Procesy, które ją rozpoczęły, są pewnie starsze niż niejeden czytelnik. Za symboliczny start widocznej i szybkiej militaryzacji policji w III RP uważam rok 1997, wtedy regulaminowym umundurowaniem posterunkowych stał się czarny mundur polowy będący wprost kopią używanego przez wojsko munduru wz. 93 — zastąpił on noszone wcześniej spodnie w kant i gabardynową marynarkę. Od tamtego momentu policjant zaczął być żołnierzem w wersji light.
Te zmiany oczywiście nie wydarzyły się w próżni. Na fali posttransformacyjnej biedy rozkwitały różne niebezpieczne grupy przestępcze, gotowe używać przemocy, aby zabezpieczyć swoje dochodowe nielegalne biznesy. Szczególnie ważne w tym kontekście jest wydarzenie z 1996 roku, kiedy to na stacji Shell od wybuchu bomby zginął policyjny saper. To wydarzenie było ogromnym szokiem dla polskiej policji i wierzę, że przyczyniło się mocno do szybszego wprowadzenia nowego munduru do służby, który znacznie upodobnił przeciętnego krawężnikowego do żołnierza. Można powiedzieć, że instytucja jako całość doznała wtedy traumy i paranoi, która na przestrzeni kolejnych lat tylko rosła na fali dalszych starć z gangami, w tym tego najważniejszego w kontekście absolutnej zmiany myślenia policji — strzelaniny w Magdalence w 2003 roku. Była to ekstremalnie nieudana próba zatrzymania groźnych przestępców z tzw. „gangu mutantów”, podczas której od eksplozji granatów i min oraz ostrzału z karabinów zginęło dwóch funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego, a siedemnastu zostało rannych. Po tym wydarzeniu obawa przed krwawą konfrontacją z uzbrojonym po zęby przeciwnikiem na stałe wpisała się w myślenie organizacyjne policji. Szczególnie to widać przy okazji, wspomnianego już, dozbrajania AT-ków.
Policja w potransformacyjnej Polsce formowała się w paranoicznym poczuciu ciągłego zagrożenia. Potem, w późnych latach 00 i wczesnych 10-tych, gdy terapia szokowa zaczęła stygnąć, a najniebezpieczniejsze gangi zostały albo rozbite, albo zalegalizowały swoje fundusze, przyszedł czas na pewną odwilż. Próbowano wtedy zhumanizować tę formację – pokazać w przekazach medialnych, że policjanci to zwykłe chłopaki, które wykonują taką samą pracę jak cywile. Jednak wbrew przekazom z mediów tamtych lat, paranoiczne myślenie, ślepa poddańczość rozkazom i konstytutywne dla policji doszukiwanie się wewnętrznego wroga, nie zniknęły. Dlatego w lutym 2015 nie słyszeliśmy, aby ktokolwiek kwestionował rozkaz strzelania do górników pod siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej, dlatego w 2020 prewencjusze nie mieli oporów przed brutalnym rozprawianiem się z protestującymi kobietami, i wreszcie, dlatego nikt teraz nie chce powstrzymać ślepego marszu ku dalszej militaryzacji tej instytucji.
Zestawienie zachowania policji podczas protestów przed JSW w 2015 roku ze Strajkiem Kobiet obnaża też sztuczną dychotomię między obozem Koalicji Obywatelskiej a Prawem i Sprawiedliwością. W 2015 roku członkowie PiS oburzali się na pacyfikowanie protestów górników, aby ledwie 5 lat później w podobnie brutalny sposób rozprawiać się, przy pomocy policji oczywiście, z protestującymi kobietami, co budziło oburzenie wśród obozu KO. Pokazuje to jak na dłoni, że policja zawsze jest posłusznym, nomen omen, pieskiem władzy, a władza z kolei skupiona jest przede wszystkim na zabezpieczeniu własnego bytu i interesów nie patrząc na obywateli.
Dziś policja przechodzi procesy militaryzacyjne jeszcze intensywniej niż w latach 90-tych. W 2017 roku wprowadzono kolejny nowy mundur, będący kopią wojskowego wz. 10 z lekko okrojoną funkcjonalnością. W tym momencie policja już przygotowuje się do wprowadzenia nowego munduru. Dla tak skostniałej instytucji niecałe 10 lat odstępu między wzorami munduru to naprawdę niewiele. Widoczną w tym wypadku szybkość ruchów czytam jako namacalny przykład postępującej militaryzacji.
Generalnie sylwetka policjanta przechodzi gruntowną zmianę. Na mundurach coraz częściej pojawiają się kamizelki kuloodporne i taktyczne, które teraz są de facto standardowym wyposażeniem prewencjuszy. Na popularności zyskują również takie elementy sprzętu jak rękawiczki taktyczne czy ochraniacze kolan. To wszystko sprawia, że sylwetka funkcjonariusza prewencji coraz bardziej przypomina sylwetkę żołnierza. Jednak, mimo silnie hierarchicznej struktury, te zmiany nie idą tylko z góry. Niektóre grupy szeregowych funkcjonariuszy również wydają się ich chcieć, a nawet próbują jeszcze bardziej je przyspieszyć.
Czy twój pies ma command presence?
Każda grupa społeczna wytwarza swoją awangardę ideologiczną, nie inaczej jest w przypadku policji. Jakkolwiek śmiesznie to nie zabrzmi, ja widzę taką awangardę w fejsbukowych stronach, które prowadzą funkcjonariusze policji piszący o swojej pracy. „Psy Dają Głos”, „Tactical Law Enforcement Officer”, „Na Straży Kultury”, czy do niedawna jeszcze, „Sierżant Bagieta” (zamknął kanał pod koniec lipca) to tylko kilka profili, które uważam za członków tej awangardy. Ich treści są doprawdy niesamowicie fascynujące (szczególnie gdy TLEO z zachwytem wrzuca nagrania z pałowania protestów klimatycznych w Belgii i oburza się, że w Polsce to by władza nie pozwoliła), ale dzisiaj chcę się skupić na jednej z najmocniej forsowanych przez nich koncepcji — command presence.
Czym jest command presence? Jak wiąże się z militaryzacją? Fejsbukowe peje policjantów powiedzą, że to sztuka prezentowania siebie (tj. funkcjonariusza) w taki sposób, by budzić społeczny szacunek, wytwarzać aurę profesjonalizmu i gotowości i, że oczywiście nic wspólnego to z militaryzacją nie ma, bo „w USA policjanci noszą klasyczne koszule a mają command presence”.
Gdy jednak przetłumaczymy to z psiego na ludzki – command presence to po prostu sztuka wyglądania strasznie. Dlatego obok naciskania na to, żeby policjanci nosili dobrze skrojone mundury Fejsbukowi mędrcy postulują stałe noszenie do nich kamizelek kuloodpornych typu plate carrier i występowanie nawet rzeczników policji i policjantów na rodzinnych piknikach z całym zestawem środków przymusu bezpośredniego, żeby pokazywać stałą gotowość do działania. Ci sami ludzie w kolejnych postach zajmują się tak ważnymi dla bezpieczeństwa kwestiami jak liberalizacja prawa korzystania z broni dla funkcjonariuszy, wskazując przy tym zawsze Stany Zjednoczone jako ideał pod względem wyglądu funkcjonariusza, standardów szkolenia i prawa użycia broni.
Słyszałem kiedyś, że „każdy policjant widzi w sobie Franza z «Psów»”. Te słowa szczególnie dotyczą właśnie tej policyjnej awangardy ideologicznej. Chęć bycia komandosem, ciągłe zerkanie w stronę Waszyngtonu i niezrozumienie lokalnej specyfiki sprawiają, że wzorce zachowań i upodobania dotyczące sprzętu amerykańskiej policji – najbardziej zmilitaryzowanej na świecie – przejmują polscy funkcjonariusze aktywni w mediach społecznościowych, a za ich pośrednictwem trafiają one do szeregowych gliniarzy. Tworzy to zbitek luźnych przekonań o tym, czym policjant ma być bez osadzenia w polskim społecznym kontekście i buduje w funkcjonariuszach poparcie, a nawet oczekiwanie dalszego odgórnego militaryzowania policji. Trudno jest mi określić, czym skończą się te oddolne naciski. Na pewno możemy oczekiwać, że szeregowi funkcjonariusze dalej będą dozbrajać na własną rękę przy pomocy mundurówki (dodatkowej pensji, którą otrzymują funkcjonariusze na zakup umundurowania). W gorszym scenariuszu te zmiany myślenia skończą się wzrostem znaczenia grup chcących liberalizacji prawa do użycia broni przez Policję — dlatego tak ważne jest powstrzymanie ich teraz.
Co z tym fantem zrobić?
Militaryzacja policji jest problemem o wiele większym niż ja, ty, starszy posterunkowy od wydawania mandatów, młodszy inspektor od uzupełniania Excela, czy skupiony na słupkach sondażowych premier RP. Opisane przeze mnie procesy są wieloczynnikowe, jednak najsilniej związane są ze ślepą poddańczością funkcjonującą wewnątrz policji i zbiorowym strachem, który politycy i media próbują w nas wzbudzić. Trudno mi ograniczyć wywód do „organizuj się i walcz!” w sytuacji, gdy mamy do czynienia z tak wielkim instytucjonalnym molochem i problemem, który nie zajmuje w ogóle istotnej części w dyskursie.
Jednocześnie nie jesteśmy bezbronni i nie powinniśmy się poddawać. Pierwszym krokiem do zatrzymania militaryzacji policji jest wychodzenie naprzeciw ogólnym wojennym narracjom i walka z poczuciem strachu, jaki politycy i media chcą w nas wzbudzić. Zatrzymanie dozbrajania policji jest częścią tej samej walki co sprzeciw wobec dalszych zakupów sprzętu dla wojska i przywrócenia zasadniczej służby wojskowej. Musimy patrzeć na obie te kwestie jako jedną całość, a pierwszym krokiem w walce, jaki możemy podjąć jest wychodzenie naprzeciw prowojennym narracjom opartym na strachu.
Jakub Mleczko
Władza
