ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Program dopłat nie rozwiązuje problemu. Odpowiadamy rzecznikowi Uniwersytetu Jagiellońskiemu

Inwestycji w publiczną infrastrukturę nadal brak.

Program dopłat nie rozwiązuje problemu. Odpowiadamy rzecznikowi Uniwersytetu Jagiellońskiemu

Uniwersytet Jagielloński odpowiedział na naszą krytykę programu dopłat do posiłków. Rzecznik prasowy uczelni, Marcin Kubat, w artykule „Dziennika Polskiego” podkreśla popularność programu, gwarancję utrzymania cen na obecnym poziomie w bieżącym roku akademickim oraz zainteresowanie ze strony innych uczelni. Żaden z tych argumentów nie odpowiada jednak na nasz podstawowy zarzut: UJ zamiast tworzyć własne stołówki, przeznacza pieniądze na dofinansowanie posiłków sprzedawanych przez prywatne lokale.

Popularność programu świadczy o skali problemu, nie o jakości rozwiązania

Do programu zapisało się już około 6,5 tysiąca osób. Rzecznik przedstawia tę liczbę jako dowód jego skuteczności. Naszym zdaniem świadczy ona przede wszystkim o czymś innym: osoby studiujące pilnie potrzebują dostępu do tańszych posiłków. Przy rosnących kosztach mieszkań, żywności i życia trudno się dziwić, że możliwość kupienia obiadu za 14 lub 18 złotych spotkała się z ogromnym zainteresowaniem. Studenci skorzystają z niemal każdej realnej formy obniżenia kosztów życia. Nie oznacza to jednak, że przyjęty przez uczelnię model jest rozwiązaniem najstabilniejszym i najtrwalszym. Popularność programu nie rozstrzyga, czy dopłaty powinny być realizowane za pośrednictwem prywatnych przedsiębiorców, czy też posiłki powinny być zapewniane przez publiczne stołówki. Pokazuje natomiast, jak duża jest potrzeba dostępu do tanich posiłków, której nie zaspokaja obecna infrastruktura.

Warto również zestawić liczbę 6,5 tysiąca zapisanych osób z informacją o około tysiącu posiłków wydawanych dziennie. Nie są to oczywiście wielkości, które można bezpośrednio porównywać – nie każda osoba korzysta z programu codziennie – ale różnica między nimi powinna skłonić uczelnię do zbadania, ile osób zainteresowanych programem rzeczywiście ma regularny dostęp do dopłat. Sama liczba rejestracji nie jest jeszcze miarą dostępności ani skuteczności programu.

W swojej hurraoptymistycznej opowieści o programie Uniwersytet Jagielloński dba przede wszystkim o własny PR. W komunikatach uczelni podkreśla się jego „bezprecedensowość” i „innowacyjność”, jakby trwalsze rozwiązanie w postaci publicznych stołówek nie było oczywistą alternatywą. Pomija się podstawową wadę systemu: oparcie go na prywatnym biznesie, nie własnej infrastrukturze. Program przedstawia się również tak, jakby był dostępny dla wszystkich, pomijając fakt, że siedem z ośmiu lokali znajduje się na jednym kampusie – na Ruczaju. To wyklucza z programu znaczną część studentek i studentów. Samo nasuwa się pytanie: co z osobami studiującymi na wydziałach na Starym Mieście? Rektor Jedynak jeszcze w 2025 roku deklarował utworzenie stołówki w Collegium Novum, ale nigdy nie wywiązał się z tej obietnicy.

Nie mówi się o tym, dlaczego kwestia dostępu do tanich posiłków w ogóle stała się przedmiotem debaty. To nasze protesty i akcje informacyjne sprawiły, że problem stał się szerzej dostrzegany i władze uczelni nie mogły go dłużej ignorować. Społeczność studencka od początku sporu domaga się publicznych stołówek, a nie systemu dopłat. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego przyznał, że możliwe jest utworzenie jednej stołówki do 2027 roku, a dwóch do 2030 roku. Po wprowadzeniu dopłat Uniwersytet Jagielloński przedstawia je jako rozwiązanie uniwersalne, pomijając kwestię budowy stołówek. Pod rolką o systemie dopłat, opublikowaną na instagramowym profilu uniwersytetu, pojawiły się krytyczne komentarze wskazujące na wady programu i przypominające o deklaracjach rektora dotyczących stołówek. Wszystkie krytyczne komentarze były natychmiast usuwane. Usuwanie komentarzy krytykujących program i przypominających o stołówkach pokazuje, że uniwersytet próbuje uciszyć głosy niezgodne z własną narracją.

Prywatne bistra nie stają się stołówkami tylko dlatego, że UJ dopłaca do posiłków

Rzecznik mówi o posiłkach wydawanych w „stołówkach zlokalizowanych na terenie UJ”. To sformułowanie zaciera zasadniczą różnicę między stołówką a prywatnym bistro działającym w uczelnianym budynku. Publiczna stołówka nie jest po prostu miejscem, w którym można kupić obiad. To element infrastruktury socjalnej, którego funkcjonowanie nie zależy od rentowności, a celem jego istnienia jest zaspokajanie podstawowej potrzeby osób studiujących, a nie generowanie zysku. Stołówki mają zapewniać dostęp do tanich posiłków nie tylko tu i teraz, lecz także w kolejnych latach. Prywatne bistro działa natomiast w celu osiągania zysku. Warunki programu mogą się zmienić, a ajenci mogą wycofać się z udziału lub zamknąć lokale. W efekcie dopłaty pozostają rozwiązaniem tymczasowym wobec stałego problemu. 

Środki przeznaczone na dopłaty nie służą budowie ani wyposażeniu uczelnianej kuchni, zatrudnieniu pracowników i pracownic przez uniwersytet czy rozwijaniu trwałego systemu żywienia zbiorowego. Trafiają do prywatnych podmiotów i po zakończeniu programu nie pozostawiają po sobie stołówki, która mogłaby służyć kolejnym rocznikom.

Roczna gwarancja cen nie jest gwarancją stabilności

UJ zapewnia, że ceny posiłków nie wzrosną przez cały rok akademicki. To ważna deklaracja, ale dotyczy jedynie obecnej edycji programu. Nie odpowiada na pytania o kolejne lata: czy uczelnia nadal będzie miała środki na dopłaty, czy prywatne lokale będą zainteresowane udziałem i jakie ceny zaproponują przy zawieraniu następnych umów. Co znamienne, sam rzecznik przyznaje, że stabilność programu ma zależeć od „właściwej postawy uczelni” oraz jej dobrej sytuacji finansowej. Jest to w istocie potwierdzenie naszych obaw. Dostęp do taniego obiadu zależy obecnie od corocznych decyzji władz UJ, kondycji budżetu oraz dalszej współpracy z prywatnymi przedsiębiorcami. Nie jest natomiast oparty na trwałej infrastrukturze ani na bezpośrednim prowadzeniu stołówek przez uczelnię. Prawa socjalne nie powinny opierać się wyłącznie na dobrej woli aktualnych władz. Sytuacja finansowa uczelni może się zmienić, podobnie jak jej priorytety. Własna stołówka również wymaga finansowania, ale tworzy zaplecze, nad którym uniwersytet zachowuje bezpośrednią kontrolę. Może wówczas decydować o cenach, jakości posiłków, warunkach zatrudnienia i dostępności oferty.

Likwidacja publicznych stołówek nie dowodzi, że publiczne stołówki nie działają

Najbardziej osobliwy argument Uniwersytetu Jagiellońskiego dotyczy braku publicznej infrastruktury na polskich uczelniach. Według rzecznika publiczne stołówki nie gwarantują stabilności, a gdyby były właściwym rozwiązaniem, nadal działałyby na większości polskich uczelni. To odwrócenie związku przyczynowo-skutkowego. Stołówki nie znikały dlatego, że były z natury niestabilne. Przez lata były zamykane, prywatyzowane i oddawane w outsourcing wskutek konkretnych decyzji władz uczelni oraz państwa. Ograniczono finansowanie zaplecza socjalnego, a jego prowadzenie coraz częściej podporządkowywano rachunkowi ekonomicznemu. Więcej o tym można przeczytać w tekście Jak upadły publiczne stołówki w Polsce. Skutki tej polityki są teraz przedstawiane jako dowód, że inny model nie jest możliwy. Równie dobrze można byłoby stwierdzić, że publiczne akademiki nie gwarantują stabilnego dostępu do mieszkań, ponieważ jest ich za mało. Niedobór publicznej infrastruktury nie świadczy o jej zbędności. Przeciwnie – pokazuje, że przez lata jej nie rozwijano.

Zainteresowanie innych uczelni pokazuje skalę problemu

Rzecznik podkreśla również, że o szczegóły programu pytają inne polskie uczelnie. Nie jest to zaskakujące, szczególnie w obliczu bierności Ministerstwa Nauki. Kryzys kosztów utrzymania dotyczy studentek i studentów w całym kraju, podczas gdy państwo nie stworzyło powszechnego systemu finansowania tanich posiłków na uczelniach. Zainteresowanie modelem UJ może świadczyć o poszukiwaniu szybkiego sposobu na rozwiązanie tego problemu, ale nie dowodzi, że jest to rozwiązanie optymalne. Dopłacanie do gotowych posiłków u prywatnych przedsiębiorców jest organizacyjnie prostsze niż odbudowa własnej gastronomii. Prostoty wdrożenia nie należy jednak mylić z długofalową skutecznością. Jeśli kolejne uczelnie powielą model UJ, możemy otrzymać ogólnopolski system przekazywania publicznych pieniędzy do prywatnej gastronomii – nadal bez publicznych stołówek, trwałej infrastruktury i gwarancji kontynuowania wsparcia.

Dopłaty mogą pomagać, ale nie zastąpią stołówki

Nie twierdzimy, że dopłaty nie przynoszą studiującym żadnej korzyści. Obiad za 14 lub 18 złotych jest bardziej dostępny niż posiłek kosztujący około 30 złotych. Krytyka konstrukcji programu nie jest krytyką osób, które z niego korzystają, ani postulatem odebrania im obecnego wsparcia. Sprzeciwiamy się natomiast przedstawianiu rozwiązania tymczasowego jako wystarczającej odpowiedzi na problem braku publicznej stołówki. Dopłaty powinny być traktowane jako rozwiązanie przejściowe, stosowane do czasu uruchomienia publicznych stołówek, a nie jako ich zamiennik. Oczekujemy uruchomienia dwóch stołówek do 2030 roku, w tym jednej do 2027 roku, zgodnie z deklarowanymi przez rektora możliwościami uniwersytetu. O zaangażowaniu uniwersytetu Jagiellońskiego nie świadczy sama liczba osób, które zapisały się do programu w pierwszych dniach jego działania. Prawdziwym sprawdzianem będzie to, czy za rok, pięć i dziesięć lat każda studentka i każdy student – niezależnie od sytuacji finansowej uczelni i decyzji prywatnych przedsiębiorców – nadal będą mogli zjeść na kampusie tani, pełnowartościowy obiad. To może zagwarantować tylko utworzenie publicznych stołówek.

* * *

Wzywamy wszystkich do dołączenia do kampanii stołówkowej. Solidarnie możemy wiele, wywalczmy wspólnie stołówki, które będą służyć na pokolenia! Wstąp w nasze szeregi.

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja